Wymuszona zmiana i nagroda dla Mońki
Trener Niels Frederiksen zdecydował się na aż pięć zmian w wyjściowym składzie względem wygranego trzy dni wcześniej wyjazdowego spotkania z Szachtarem Donieck. Wymienione zostały zarówno skrzydła, jak i boki obrony - Moutinho (który w meczu z Bruk-Bet Termalicą nie mógł wystąpić z powodu zawieszenia) i Gumnego zastąpili Gurgul oraz Pereira, a Ismaheela i Palmę - Gholizadeh oraz Bengtsson. Miejsce Gisliego Thordarsona w środku pola zajął natomiast Patrik Walemark.
Na chwilę przed pierwszym gwizdkiem duński szkoleniowiec zmuszony był dokonać jeszcze jednej, szóstej roszady. Za Antonio Milicia, który nabawił się urazu podczas rozgrzewki, do wyjściowej jedenastki wskoczył Mateusz Skrzypczak. Stworzył on zatem duet stoperów z Wojciechem Mońką, który przed startem meczu otrzymał statuetkę młodzieżowca miesiąca.
Pięć minut, które wstrząsnęło Bruk-Bet Termalicą
Choć od samego początku niedzielnego spotkania to lechici byli stroną dominującą, stwarzając sobie dwie niezłe sytuacje po zagraniach Alego Gholizadeha, w 4. minucie o krok od objęcia prowadzenia byli goście z Niecieczy. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska piłka spadła na nogę Jesusa Jimeneza, a były piłkarz Górnika Zabrze pomylił się, przenosząc futbolówkę minimalnie obok słupka.
Cztery minuty później wypełniony niemal po brzegi stadion przy ulicy Bułgarskiej wybuchł z radości. Po niemałym zamieszaniu w polu karnym Bruk-Bet Termaliki piłkę do siatki skierował bowiem Patrik Walemark. Sędzia Patryk Gryckiewicz nie uznał jednak gola, dopatrując się faulu na bramkarzu przyjezdnych, a następnie - pomimo, że został przywołany do monitora, by jeszcze raz obejrzeć tę sytuację - podtrzymał swoją pierwotną decyzję. Na tablicy wyników wciąż widniał zatem bezbramkowy remis.
W 14. minucie podopieczni Nielsa Frederiksena ponownie byli o krok od objęcia prowadzenia - po sprytnie rozegranym stałym fragmencie gry słupek obił Mikael Ishak, a chwilę później z dobitką Bengtssona sytuacyjnie poradził sobie Chovan. Słowacki golkiper znakomicie interweniował również po strzale Pablo Rodrigueza, który próbował zaskoczyć go uderzeniem z dystansu.
Choć przewaga Kolejorza nie zmalała ani na moment, na kolejny groźny strzał kibice zgromadzeni na stadionie musieli poczekać do 27. minuty. Wówczas to błysnął Patrik Walemark, który znakomicie zabrał się z piłką, a następnie wyłożył ją Gurgulowi. 20-letni lewy obrońca oddał potężne uderzenie z dystansu, ale i jemu nie udało się znaleźć sposobu na pokonanie Chovana.
Gol dla Lecha wisiał jednak w powietrzu i czuć było, że podopiecznym Nielsa Frederiksena uda się prędzej czy później uda się umieścić piłkę w siatce. Długo wyczekiwany moment nadszedł w 33. minucie gry - arbiter podyktował wówczas rzut wolny po faulu na Ishaku, a fenomenalnym strzałem ze stojącej piłki popisał się Leo Bengtsson. Zawodnicy Kolejorza nie zamierzali się jednak zatrzymywać i błyskawicznie podwyższyli całkowicie zasłużone prowadzenie - Joel Pereira miękko zacentrował piłkę w pole karne, a choć Adrian Chovan poradził sobie z główką Mikaela Ishaka, był bezradny wobec dobitki Bengtssona, który skompletował dublet na przestrzeni trzech minut.
Gospodarzom wciąż było jednak mało i kilkadziesiąt sekund później strzelili trzeciego gola. Tym razem piłkę do siatki skierował Ali Gholizadeh, który otrzymał podanie prostopadłe od Pablo Rodrigueza, a następnie minął Chovana, położył na ziemi obrońcę i spokojnie umieścił futbolówkę w pustej bramce.
W końcówce pierwszej połowy hat-tricka mógł skompletować Leo Bengtsson, lecz jego mocne uderzenie z powietrza zostało niefortunnie zablokowane przez Mikaela Ishaka. Chwilę później sędzia Gryckiewicz zaprosił obie drużyny do szatni. Pierwsza połowa zakończyła się zatem trzybramkowym - ale całkowicie zasłużonym - prowadzeniem Kolejorza.
Kolejorz przetrwał napór beniaminka
Druga część spotkania mogła rozpocząć się w niezwykle kuriozalny sposób - bliski samobójczego trafienia po zagraniu z połowy boiska był bowiem środkowy obrońca gospodarzy, Mateusz Skrzypczak. Na szczęście dla 25-letniego stopera piłka minęła jednak słupek bramki strzeżonej przez zaskoczonego Bartosza Mrozka. W 48. minucie powinno być już natomiast 4:0 dla Kolejorza. Po zagraniu Gholizadeha z lewej strony boiska fatalnie pomylił się jednak Walemark, z odległości trzech metrów nie trafiając do pustej bramki.
W 60. minucie trener Niels Frederiksen zdecydował się na dokonanie dwóch zmian, wprowadzając na plac gry Luisa Palmę i Gisliego Thordarsona w miejsce Patrika Walemarka i Pablo Rodrigueza. Już 120 sekund później Honduranin dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę islandzkiego pomocnika, a 21-latek oddał mocne, ale niecelne uderzenie.
W 65. minucie do głosu niespodziewanie doszli goście. Serię błędów defensywy Lecha Poznań wykorzystał środkowy obrońca Słoni, Gabriel Isik, pokonując Mrozka płaskim strzałem lewą nogą. Trafienie niemieckiego defensora dodało przyjezdnym nieprawdopodobnego wręcz wręcz wiatru w żagle. Kilkadziesiąt sekund po golu Isika poprzeczkę ostemplował Kubica, a dobitkę Fassbendera w kapitalnym stylu obronił Mrozek. W 68. minucie bramkę kontaktową bramkę zdobył natomiast Maciej Ambrosiewicz, lecz gol ten nie został uznany z powodu wcześniejszego faulu na Michale Gurgulu.
Lechitom udało się jednak przetrwać potężny napór podopiecznych Marcina Brosza i względnie opanować sytaucję na boisku. Trudna sytuacja Bruk-Bet Termaliki skomplikowała się natomiast jeszcze bardziej w 79. minucie gry, kiedy to drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został Krzysztof Kubica. Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Kolejorz postawił zaś kropkę nad "i", odzierając gości z marzeń o doprowadzeniu do remisu - po zagraniu Gisliego Thordarsona ślicznym strzałem zza pola karnego popisał się wprowadzony na plac gry 10 minut wcześniej Taofeek Ismaheel. Dla nigeryjskiego skrzydłowego było to pierwsze trafienie w obecnych rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy.
Lech Poznań zrobił w niedzielne popołudnie to, co do niego należało - pewnie rozprawił się z czerwoną latarnią ligi i po raz pierwszy w tym sezonie awansował na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Kolejorz spędzi na fotelu lidera marcową przerwę reprezentacyjną, a 4 kwietnia czeka go niezwykle ważny, wyjazdowy mecz z Jagiellonią Białystok.
Lech Poznań - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:1 (3:0)
Bramki: Bengtsson 33., Bengtsson 36., Gholizadeh 37. - Lech Poznań - Isik 65. - Bruk-Bet Termalica
Lech Poznań: Mrozek - Pereira, Mońka, Skrzypczak, Gurgul - Kozubal, Rodriguez (60. Thordarson) - Gholizadeh (78. Ismaheel), Walemark (60. Palma), Bengtsson (84. Dudek) - Ishak (84. Agnero)
Bruk-Bet Termalica: Chovan - Isik, Putivtsev, Matysik - Hilbrycht (90. Jakubik), Ambrosiewicz, Guerrero (53. Masoero), Kubica, Biniek (53. Fassbender) - Jimenez (82. Strzałek), Durdov (53. Zapolnik)
Kartki: Kubica (czerwona), Matysik, Putivtsev, Masoero - Bruk-Bet Termalica
Sędziował: Patryk Gryckiewicz (Toruń)
Komentarze (0)