Lech na znakomitej ścieżce do dominacji. Legia ułatwia obrońcom tytułu zadanie
Poprzednie dziewięć lat od 2010 do 2019 roku było złotym czasem w wykonaniu Legii Warszawa. "Wojskowi" w tamtym okresie wydawali się niedoścignieni. Pięć mistrzostw w trakcie tych dziesięciu lat, gdzie doszło nawet do threepeatu podkreślało tylko wielkość kolejnych projektów włodarzy stołecznego klubu. Lech Poznań co prawda potrafił skraść im dwa tryumfy na krajowym podwórku, ale nie ma co ukrywać, że przez większość czasu zdecydowanie posiadał łatkę "tych drugich" w bezpośredniej rywalizacji z Legią Warszawa w kontekście trofeów. Tymczasem teraz po ostatnich dziesięciu. pełnych frustracji latach przy Bułgarskiej, wszystko drastycznie się odwróciło z korzyścią dla Lecha.
Wielkie czasy Legii dobiegły końca z początkiem sezonu 2021/22, a działania w obecnym oknie transferowym tylko to podkreślają. Obie organizacje dosłownie zamieniły się rolami i teraz to Kolejorz jest wzorem do naśladowania, rewolucjonizując Polski futbol, a Legia uwija się w ukropie, by trzymać miejsce w peletonie, który coraz bardziej jej odjeżdża. Świadczą już o tym nie tylko wyniki sportowe, bowiem klub ten nie zaznał smaku mistrzostwa od pięciu sezonów, ale też działania na rynku transferowym.
To właśnie sytuacja związana z budową kadry na następny sezon budzi najwięcej kontrowersji w środowisku polskiego futbolu, jak i oczywiście samej Legii Warszawa. Eksperci oraz kibice "Wojskowych" są wręcz zbulwersowani sytuacją w jakiej znalazł się stołeczny klub oraz faktem, jak wysoką cenę musi płacić za błędy włodarzy. Taki przebieg zdarzeń nie dość, że szkodzi legionistom to w dodatku wysuwa Lecha Poznań na pozycję faworyta w kontekście krajowych tytułów. Decyzje władz Legii swoimi działanami wskazują na to, jakby robiły wszystko byle tylko odjąć Kolejorzowi kolejnego rywala w walce o najwyższe cele w polskich rozgrywkach.
Legia zwija się jak kokon. Kibice Lecha mają podwójne powody do radości tego lata
Tak jak Lech Poznań sukcesywnie buduje świetlaną przyszłość klubu na graczach ze swojej akademii, tak Legia Warszawa w to lato wcisnęła przycisk autodestrukcji. W związku z tym, że nie dostała się do europejskich pucharów poniosła znaczne straty finansowe. W dodatku potęgują je problemy dotyczące wysokich kontraktów poszczególnych zawodników. Legia potrzebuje ponoć 15 milionów złotych, by domknąć budżet i stara się go załatać nie tylko sprzedażami najdroższych graczy jak Kacper Urbański czy Jeanem-Pierrem Nsame, ale też oddaniem do innych drużyn najbardziej jakościowych młodzieżowców.
"Wojskowi" pokazali na przykładzie Jana Ziółkowskiego, że potrafią wykuwać w swojej akademii duże talenty, ale teraz najwyraźniej nie zamierzają poświęcać czasu na budowanie ich jak największej wartości. Zamiast tego skupiają się na tym, by zarobić na nich jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Jak donosi "Przegląd Sportowy", pod topór ma pójść teraz Jan Leszczyński. Fredi Bobić mówił, że zainteresowanie 19-latkiem wyraża jeden z niemieckich klubów. Warto wspomnieć, że sam piłkarz w zeszłym sezonie Ekstraklasy rozegrał ledwie cztery mecze, spędzając na boisku 182 minuty. Dość powiedzieć, że zadebiutował dopiero w lutym tego roku.
W podobnej sytuacji znajduje się Mateusz Lauryn. Tutaj również "Przegląd Sportowy" ustalił, że reprezentant Polski do lat 18 zostanie sprzedany za milion euro z bonusami tym razem do Sigmy Ołomuniec. To kolejny przykład pozbawiania się przyszłościowych opcji do wzmocnienia pierwszego składu Legii, aby desperacko spiąć budżet. 18-latek odegrał ważną rolę przy awansie "Wojskowych" do Betclic 2. ligi szczególnie w końcówce sezonu. Wcześniej reprezentował barwy Legii w Centralnej Lidze Juniorów i UEFA Youth League regularnie pełniąc rolę podstawowego piłkarza.
Legia najprawdopodobniej nie skorzysta także z Mateusza Szczepaniaka, który według źródeł TVP Sport, również opuści klub po bardzo przyzwoitym sezonie w Betclic 1. lidze. Tam w ekipie Pogoni Grodzisk Mazowiecki rozegrał 32 mecze, zdobył siedem goli i dwie asysty, spędzając na boiskach ponad 2 tysiące minut. Jakby tego było mało władze "Wojskowych" pożegnały również Pascala Mozie, po którego zgłaszały się kluby z Premier League czy Fiorentina, a także ogłosiły rozstania z Wojciechem Banasikiem, Jakubem Adkonisem czy Igorem Strzałkiem. Wszyscy ci gracze wiedli prym w zespołach młodzieżowych i grając dla reprezentacji Polski. Tymczasem Legia Warszawa nie zarobi na nich nawet złamanego grosza, ryzykując wzmocnieniem rywali.
Kibice Lecha Poznań mają zatem sporo powodów do radości, widząc to, że sportowa przyszłość ich odwiecznego rywala maluje się w wyjątkowo ciemnych barwach. Kadra nie tylko się starzeje, tracąc perspektywy na rozwój. Same pieniądze są przeznaczane na zawodników, którzy nie spełniają oczekiwań. Piłkarska Polska patrzy na to, co się dzieje przy Łazienkowskiej już nie z rozbawieniem co bardziej z... politowaniem.
Lech nie będzie miał sobie równych. Przeciwnicy walczą ze swoimi kłopotami
Oczywiście faktem jest, że zespół Legii Warszawa do lat 19 może się pochwalić już threepeatem w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów czyli mistrzostwem kraju przez trzy lata z rzędu. Natomiast śmiało można stwierdzić, że to Lech Poznań robi o wiele lepszy użytek ze swoich młodzieżowych graczy. To w końcu oni wypracowali dla Kolejorza dwa ostatnie mistrzostwa Polski na czele z Michałem Gurgulem, Antonim Kozubalem i Wojciechem Mońką. Do drzwi pierwszej drużyny pukają także kolejni gracze jak Karol Delikat, Kamil Jakóbczyk, Tymoteusz Gmur, Sammy Dudek czy Wojciech Szymczak.
Akademia Lecha Poznań wskakuje obecnie na kompletnie inny poziom, jeśli chodzi o Polską piłkę i wyznacza nowy kierunek w kontekście budowy drużyn. Wychowankowie mają realną szansę na to, by stanowić fundamentalne elementy mistrzowskich zespołów, a nie być jedynie maszynką do produkowania pieniędzy. Kolejorz dobitnie to uświadamia, ale Legia Warszawa wskutek swoich błędów kadrowych podąża w kompletnie przeciwną stronę. Zamiast opierać przyszłość na licznych talentach, które rozwija w drugim zespole i zespołach juniorskich, oddaje je za bezcen.
Widząc to, w jaką stronę zmierza ekipa trenera Marka Papszuna coraz trudniej mówić o tym, że w nadchodzącym sezonie będzie to dla Lecha Poznań realna konkurencja w drodze po mistrzostwo Polski. Poprzedni sezon, w którym klub momentami wręcz dotykał dna ligowej tabeli wcale nie musi być przypadkiem, a wręcz przeciwnie. Może pokazywać tendencję spadkową, bowiem legioniści nie nawiązują równorzędnej walki z zespołami, które stawiają na młodzieżowców i wychodzi im to na plus. Nieprzypadkowo świetne rozwinięte akademie Lecha Poznań czy Jagiellonii Białystok umożliwiają im walkę o najwyższe cele.
Trener Niels Frederiksen jest oczywiście wyznawcą filozofii, że w drodze po najwyższe cele należy patrzeć wyłącznie na siebie i swój rozwój, ale trzeba przyznać, że rywale także potrafią dostarczyć Kolejorzowi handicapów. Legia Warszawa traci swoją przyszłość, bazując na niepewnych transferach z innych lig; Jagiellonia straciła Łukasza Masłowskiego - dyrektora sportowego i jednego z najważniejszych architektów ich wielkich sukcesów - a także Afimico Pululu, będącego największą gwiazdą drużyny; Górnik Zabrze zagra w następnym sezonie bez swojego lidera Patrika Hellebranda i Marcela Łubika, który świetnie się prezentował między słupkami.
Lech tymczasem ma po swojej stronie wszystko, co może pomóc mu w osiąganiu najwyższych celów na krajowym podwórku. Pion sportowo-organizacyjny pozostał nietknięty, a zatem dalsza sukcesywna polityka będzie realizowana. Młodzi piłkarze z akademii wciąż przynoszą odpowiednią jakość i są gotowi stanowić o sile pierwszego zespołu nawet mimo problemów związanymi z wynikami rezerw czy sekcji juniorów starszych. Ponadto Kolejorz poza Antonio Miliciem zachował wszystkie najważniejsze postacie w klubie, a w przypadku straty potencjalnych graczy jak przykładowo Bartosz Mrozek, jest już zabezpieczony.
Śledząc wstępne poczynania Kolejorza na tle rywali, Lech wyrasta na bezapelacyjnego faworyta do trzeciego mistrzostwa z rzędu. Ta sztuka ostatni raz udała się wspomnianej wcześniej Legii Warszawa w sezonach: 2015/16, 2016/17 i 2017/2018. Wtedy to również zagrała w Lidze Mistrzów i jawiła się jako zespół, będący poza zasięgiem swoich ekstraklasowych rywali. Aktualny obrońca tytułu może powtórzyć historię, ale tym razem na własnych zasadach i być może nawet przebijając osiągnięcia swoich poprzedników.
Komentarze (0)