Górnik strzelił pierwszy, ale piłkarze Lech potrafili zaimponować swoją dyspozycją
Lech Poznań zaliczył mocne wejście w mecz i prezentował się dokładnie tak, jak przyzwyczaił nas do tego w poprzednim sezonie - grał agresywnie w pressingu i w sposób dominujący. Podopieczni Nielsa Frederiksena bardzo śmiało poczynali sobie w trzeciej tercji boiska, szybko operując piłką na małej przestrzeni. Ich atak pozycyjny wyglądał świeżo i co najważniejsze niebezpiecznie. Gospodarze dobrze czytali grę i błyskawicznie odnajdywali wolne miejsca do podań na wysokiej intensywności.
To jednak Górnik Zabrze pierwszy wyszedł na prowadzenie po znakomicie przeprowadzonym kontataku przez Kacpra Urbańskiego, który wykorzystał duży błąd Pablo Rodrigueza. Joel Pereira próbował jeszcze ratować sytuację, ale Maksym Chlań popisał się klinicznym wykończeniem. Gościom wystarczył jeden z pierwszych groźnych ataków, żeby ukąsić Kolejorza na jego terenie. Mistrzowie Polski boleśnie przekonali się o tym, że zbyt wysokie pod bramkę przeciwnika mogą narażać ich na bardzo duże kłopoty. Podopieczni Nielsa Frederiksena nie stracili mimo wszystko koncentracji po tym, gdy rywale kompletnie ich zaskoczyli. Dalej realizowali swój plan na mecz, który opierał się na wysokim pressingu i szybkiej grze w ataku pozycyjnym.
Po stronie Niebiesko-Białych zdecydowanie brakowało jednak strzałów do tego, by szybko nadrobić straconego gola. Kolejorz momentami zdawał się aż za bardzo stawiać na koronkowe rozegranie swoich akcji zamiast zmuszać golkipera Philippa Schulza do częstych interwencji. Na domiar złego Górnik utrudniał zadanie przeciwnikom, nie dopuszczając swoich rywali do tego, by wypracowywał sobie klarowne sytuacje strzeleckie. Obrońcy byli jednak bezradni wobec kunsztu Patrika Walemarka, który uciekł spod krycia w 27. minucie i wszedł w pole karne ze skrzydła, odgrywając piłkę do odsłoniętego Antoniego Kozubala. Ten nie pomylił się z odległości 11 metrów i doprowadził do remisu.
Lech prezentował się w pierwszej połowie bardzo dobrze pod względem intensywności, pracy fizycznej i świeżości na boisku. W zespole Nielsa Frederiksena widać było ciekawy pomysł na grę, ale Górnik również pokazywał się ze znakomitej strony w kontekście pressingu. Podopieczni Michala Gasparika ewidentnie zdawali sobie sprawę z mocnych stron Kolejorza i maksymalnie uprzykrzali im zadanie w pojedynkach. Niebiesko-Biali nie pozostawali im dłużni i nie odpuszczali żadnej piłki po stracie. Kapitalną pracę w tym aspekcie w szczególności wykonywali Pablo Rodriguez, Radosław Murawski i Patrik Walemark. Drużyna Nielsa Frederiksena pokazywała znakomity poziom przygotowania fizycznego, a do pełni szczęścia brakowało tylko częstszych, celnych uderzeń na bramkę Schulza.
Poznańska lokomotywa ani na moment nie zeszła z obrotów. Górnik dał się przygnieść
Druga połowa zaczęła się dla Górnika Zabrze najgorzej jak tylko mogła. Lech Poznań natychmiast przystąpił do ataku, a efekty przyszły po ledwie 60 sekundach, kiedy to do siatki trafił Mikael Ishak. Schulz po raz kolejny niemalże miał piłkę na dłoniach, a jednak przemknęła mu tuż pod rękawicą. Piłkarze Lecha Poznań jak w tiki-tace "rozklepali" środek pola i obronę Górnika Zabrze, prezentując znakomite zgranie i wyczucie czasu. Gospodarze wreszcie znaleźli się w komfortowej sytuacji i po zdobyciu gola na 2:1 skupili się na maksymalnym utrudnianiu zadania Górnikowi Zabrze w pressingu.
Podopieczni Michala Gasparika zaczęli częściej i dłużej utrzymywać się przy piłce, ale Kolejorz potrafił odczytywać ich zamiary. Każdy zawodnik w zespole Nielsa Frederiksena harował podczas pojedynków, przyklejając się do rywala. Murawski, Rodriguez i Walemark wykonywali gigantyczną pracę w zakresie motoryki, a duet Mońka-Yegbe robił wszystko, by wypchnąć przeciwników poza pole karne. Przyjezdni najgroźniejsze akcje wypracowywali sobie głównie za sprawą dośrodkowań oraz strzałów z dystansu, które przelatywały obok bramki.
Lech trzymał rękę na pulsie w ostatnich 30 minutach gry, a to wszystko za sprawą bardzo wysokiego, pressingu, który nie ustawał ani na moment. Gracze Górnika Zabrze mieli niezwykle mało czasu i przestrzeni aby opanowywać piłkę w środku pola, a stoperzy Kolejorza nie byli zmuszani do częstych interwencji. Przyjezdni zdawali się opadać z sił, a Niebiesko-Biała lokomotywa tylko nabierała rozpędu. W 70. minucie było już 3:1 po kolejnej fantastycznej akcji zespołowej. Strzelcem gola został Pablo Rodriguez, który jak rasowy napastnik znalazł się dokładnie w tym miejscu w polu karnym, w którym powinien być po potężnym strzale Yannicka Agnero. W tamtej chwili Lech de facto zamknął mecz, potwierdzając swoją dominację.
Górnik Zabrze oczywiście walczył do samego końca i ani przez moment nie dał po sobie poznać, że pogodził się ze swoim losem. Równorzędna walka z Lechem Poznań była dziś jednak po prostu niemożliwa ze względu na nieprawdopodobny poziom intensywności ze strony podopiecznych Nielsa Frederiksena. Kolejne zmiany personalne tylko zmniejszały szanse wicemistrza kraju na odrobienie strat, bowiem goście kompletnie nie potrafili znaleźć rozwiązania na uwolnienie się spod agresywnego krycia kolejnych graczy Lecha. Tym samym gracze Kolejorza bez żadnych niepotrzebnych perturbacji dowieźli zasłużone zwycięstwo do ostatniego gwizdka i niewiele zabrakło, by mecz zakończył się wynikiem 4:1. Sędzia Kos odgwizdał jednak spalonego przy golu Yannicka Agnero.
Lech Poznań - Górnik Zabrze 3:1 (1:1)
Gole: Kozubal 27. Ishak 46., Rodriguez 69., Agnero 90. - Lech - Khlań 13. - Górnik
Lech: Lis - Pereira, Mońka, Yegbe, Gurgul - Murawski (Jagiełło 64.), Kozubal (Thordarson 73.), Rodriguez (Sayyadmanesh 78.) - Palma, Ishak (Agnero 64.), Walemark (Bengtsson 64.).
Górnik: Schulze - Sacek, Janicki, Josema, Janza (Zmrzly 64.)- Kubicki (Donio 40.), Urbański (Durdov 73.), Sadilek - Ismaheel (Ikia Dimi 64), Prekop (Liseth 64.), Khlan.
Kartki: Kozubal 71., Thordarson 76 - Lech - Donio 45., Sacek 88.
Sędziował: Damian Kos (Gdańsk)
Komentarze (0)