Lechitki dzielnie walczyły z liderem. Czarnym sprzyjało jednak szczęście pod bramką
Lech Poznań UAM zdecydowanie nie wystraszył się swoich przeciwniczek, które w pierwszym meczu wbiły im aż siedem goli. Podopieczne Alicji Zając zaczęły agresywnie w pressingu i już po kilkudziesięciu sekundach od wznowienia gry miały przed sobą pierwszą dogodną okazję strzelecką. Później to jednak piłkarki Czarnych Sosnowiec prowadziły grę, a zespół Kolejorza starał się to im za wszelką cenę utrudniać, by skarcić lidera Ekstraligi po kontrataku. Było to jednak wyjątkowo trudne, bo przyjezdne potrafiły nie wypuszczać rewelacyjnego beniaminka nawet spod własnego pola karnego.
Gospodynie dobrze zacząły spotkanie, ale wraz z upływem kolejnych minunt po ich stronie pojawiało się coraz więcej problemów przy wyprowadzaniu składnych akcji. Jakość Sosnowiczanek mocno dawała o sobie znać również w fazie defensywnej - rywalki były świetnie przygotowane fizyczne i narzucały lechitkom dużą presję na ich połowie. Piłkarki Czarnych bombardowały bramkę Kolejorza, ale jego zawodniczki również potrafiły tworzyć duże zagrożenie nawet mimo niewielu klarownych okazji strzeleckich.
Mimo wszystkich trudności Lech Poznań UAM nie łamał się w obronie. Gościnie prezentowały znakomite wyszkolenie techniczne i imponowały błyskawiczną grą na jeden kontakt w polu karnym Kolejorza, ale świetne interwencje Sawickiej i Kuleczki oddalały zagrożenie raz za razem. W końcu jednak w 23. minucie Karline Miksone złamała blok defensywny Kolejorza, trafiając do siatki po serii niefortunnych odbić pod bramką Jagody Sapor. Zdobyta bramka nie sprawiła jednak, że gościnie obniżyły poziom swojej intensywności.
Lech Poznań UAM utrzymał właściwą mentalność w trudnej chwili. Piłkarki Kolejorza wciąż próbowały grać w swoim stylu - wysoko naciskając na rywalki i budując akcje seriami podań. Pomysły podopiecznych Alicji Zając były dobre, ale niestety ich jakość nie była na wystarczająco wysokim poziomie przy tak dobrze funkcjonującym pressingu liderek Ekstraligi. Na domiar złego tuż przed przerwą fatalnej kontuzji kolana doznała Liwia Prochwicz, opuszczając murawę w towarzystwie medyków. Lech przegrywał 0:1, ale pokazywał, że ma potencjał, by sprawić kolejną niespodziankę w Ekstralidze.
Bolesny pokaz siły Czarnych Sosnowiec. Różnica klas była bardzo widoczna
Po powrocie na boisko zespołowi Alicj Zając początkowo towarzyszyła inna energia. Jej podopieczne grały bardziej agresywnie i zaczęły odbierać inicjatywę przeciwniczkom wciąż stwarzając zagrożenie po szybkich atakach. Jednak Czarne Sosnowiec dały radę wbić przeciwniczkom kolejnego gola w 52. minucie. Gościnie zaskoczyły rywalki szybką akcją po przechwycie pod polem karnym Jagody Sapor. Lechitki nie były jednak wyraźnie gorsze od swoich przeciwniczek nawet mimo tego, że Sosnowiczanki mocno je przyciskały.
Kolejorz konsekwentnie starał się realizować swój plan na mecz nawet mimo niepowodzeń. Zespół Alicji Zając stawiał na szybkie rozegranie na małej przestrzni oraz kontrataki, licząc, że w końcu przyniosą one przynajmniej gola kontaktowego. Mimo licznych prób nic takiego nie miało miejsca, a ciągłe nieudane próby gasiły ogień w ekipie gospodyń. Dobrze to było widać przy golu na 3:0, kiedy to po serii indywidualnych błędów Lech Poznań UAM zbyt łatwo dał się zaskoczyć w zasadzie na własne życzenie.
W ostatnich 20 minutach meczu Kolejorz już nie kalkulował i decydował się już niemal wyłącznie na indywidualne ataki po długich podaniach. Te jednak padały łatwym łupem obrończyń, które bez większych problemów niwelowały zagrożenie. Kibice Kolejorza mogli oglądać pojdyncze zrywy w ofensywie, ale to było zdecydowanie za mało, by sięgnąć chociażby po remis. Czarne Sosnowiec mimo prowadzenia aż 3:0 pokazywały ogromną determinację w swoich poczynaniach, walcząc jakby wynik był dla nich niekorzystny.
Lech Poznań UAM finalnie przegrał mecz na szczycie aż 0:4, ale gościnie znajdowały się zdecydowanie poza zasięgiem beniaminka. Zespół Kolejorza może czuć mimo wszystko satysfakcję, że udało mu się nie dopuścić do tak wysokiej deklasacji jak w poprzednim starciu w Sosnowcu. Styl gry Kolejorza mógł się podobać, a szanse na jakiekolwiek punkty zgasiła w dużej mierze przewaga jakościowa głównych pretendentek do mistrzostwa Polski. Kolejorz nie może się jednak załamywać, bo już za kilka dni czeka je trudne starcie w Pucharze Polski.
Lech Poznań UAM - Czarni Sosnowiec 0:4 (0:1)
Gole: Miksone 23., Kaletka 52., Miłek 67., 93.- Czarni
Lech: Sapor - Poniedziałek, Sawicka, Kuleczka - Przybył (Kuśmierczyk 75.), Kwiatkowska, Piechocka (Sworska 75.), Wojtkowiak (Borowa 63.), Jurek (Wojciechowska 63.) - Prochwicz (Rogus 45.), Związek.
Czarne: Szperkowska - Kozielska, Kurzawa (Burza 73.), Konkol, Wójcik, Miłek, Kaletka, Buszewska, Witek (Chmura 73.), Sarapata, Miksone (Sobierajska 55.).
Kartki: Piechocka 19., Kuśmierczyk 87. - Lech - - 27., Kaletka 64., - 78. - Czarni
Sędziowała: Emilia Szymula
Komentarze (0)