Ishak przekona kluczowych graczy do pozostania w drużynie? "Robię, co mogę"
Mikael Ishak był jednym z głównych bohaterów mistrzowskiej celebracji Lecha Poznań. Piłkarz zaczął święto już po swoim zejściu z boiska, kiedy to postanowił wejść do "Kotła" i spędzić w nim ostatnie minuty sezonu wspólnie ze swoimi fanami. Z kolei na Placu św. Marka na Międzynarodowych Targach Poznańskich wszyscy wspólnie śpiewali przyśpiewkę "Ishak on fire" nosząc kapitana na rękach. Same gwiazdy Lecha Poznań jak Ali Gholizadeh czy Joel Pereira unikały także komplementów, przekierowując uwagę na swojego lidera. Mikael Ishaka był dziś pytany o to, czy bycie tak ubóstwianym przez fanów ciąży mu w codziennym funkcjonowaniu.
- To znaczy naprawdę wiele. Czuję tą miłość fanów, doceniam ją, ale równocześnie czuję się jeszcze bardziej odpowiedzialny za wszystko związane z klubem. Bycie tak traktowanym przez kibiców przynosi wiele radości, lecz równocześnie na twoich barkach spoczywa dodatkowy ciężar. Czuję się w pierwszej kolejności odpowiedzialny za każdą porażkę i za każdy moment, gdy coś nie idzie po naszej myśli. Jednak z drugiej strony kibice w wielkich momentach skandują moje nazwisko z pełną mocą i miłością. Nie mam pojęcia jak mogę bardziej okazać wdzięczność za to wszystko, co mnie spotyka z ich strony. Daję z siebie wszystko, staram się przynosić tytuły i wspólnie z nimi celebrować - mówił Mikael Ishak dziś rano.
Widać zatem wyraźnie, jak wiele lider Lecha znaczy nie tylko dla kibiców, ale i swoich kolegów z drużyny, którzy traktują go z najwyższym szacunkiem. Jego pozycja w zespole wydaje się zupełnie niezachwiana nawet mimo tego, że o minuty na boisku konkurował w tym sezonie z Yannickiem Agnero - piłkarzem, który ustanowił nowy rekord transferowy Lecha Poznań. Tymczasem młody, obiecujący Iworyjczyk został niemalże przyspawany do ławki w nowym klubie. Ishak jednak podkreślił, że relacje między nim, a drugim napastnikiem nie ucierpiały w tej sytuacji.
- Nasza relacja jest bardzo pozytywna. Czasem w zespole mogą zdarzyć się sytuacje, gdzie rywalizacja w zespole wygląda tak, że jeden zawodnik nie naciska na drugiego - u nas jest kompletnie odwrotnie. Nasza współpraca przebiega dobrze, a Yannick jest pokornym i bardzo ciężko pracującym zawodnikiem. Bardzo się cieszę, że mogę z nim grać - wspomniał trzykrotny mistrz Polski.
Szwed spełnia się w różnych rolach - jest ikoną klubu, jego głównym ambasadorem, kapitanem na boisku, liderem w szatni oraz inspiracją dla najmłodszych, przyszłych graczy. Jednak w to lato niewykluczone, że będzie musiał wziąć na siebie także nieco obowiązków dyrektora sportowego. Przyszłość fundamentalnych graczy Kolejorza takich jak Antonio Milić czy Luis Palma wcale nie jest pewna, ale Mikael Ishak zapewniał dziś, że próbuje przekonać ich do pozostania w Kolejorzu. Jak sam żartował, w przypadku tego drugiego stara się bardzo, ale to bardzo.
- Nie czuję odpowiedzialności za ich przyszłość, ponieważ wciąż jestem tylko zawodnikiem, ale wciąż są to moi przyjaciele i koledzy z drużyny. Odnieśliśmy razem wiele sukcesów, więc oczywiście robię, co mogę, by przekonać ich do pozostania. Finalnie to będzie i tak tylko ich decyzja. To bardzo wrażliwy temat i należy być ostrożnym, ale rozmawiam z nimi, co zresztą robiłem już wcześniej - informował kapitan Kolejorza.
Równocześnie pozostaje pytanie, który z piłkarzy będzie mieć na tyle duży wpływ na Ishaka, by jego samego przekonać do przedłużenia współpracy z Lechem Poznań. Kontrakt legendarnego napastnika wygasa już za rok, a zatem kibice Kolejorza mają prawo już myśleć o przyszłości swojego idola. On sam jednak nie ukrywa, że aktualnie nie zajmuje się tą sprawą. Zamiast tego w pełni skupia się na tym, by dać z siebie maksimum w trakcie trwania obecnej umowy.
- Mówiąc o najbliższej przyszłości, za dwa lata wciąż chciałbym grać zawodowo w piłkę nożną. Z Lechem wiąże mnie jeszcze rok kontraktu, ale nie wiem, co przyniesie przyszłość. Aby zacząć nad nią myśleć, muszę mieć przed nosem oferty. Teraz mam umowę z Lechem Poznań i każdy wie, jak bardzo jestem tu szczęśliwy oraz dumny z tego, że mogę reprezentować ten klub. Zobaczymy jak będzie - może zaproponują mi przedłużenie i zwrócę na to uwagę, ale teraz nie ma co o tym myśleć - poinformował lider Lecha Poznań.
Rankingi nie odzwierciedlają wielkości Szweda. "Nigdy nie było lepiej"
Zadbanie o przyszłość Mikaela Ishaka powinno być absolutnym priorytetem dla władz Kolejorza, biorąc pod uwagę szczytową formę 33-letniego napastnika. Szwed bił w tym sezonie niezliczone rekordy, dopisując do swojego CV kolejne osiągnięcia. Mimo tego, że Lech Poznań drużynowo nie zajął czołowych miejsc w Europie, Szwed mógł poszczycić się nimi w klasyfikacjach strzeleckich. Dla "Króla" wszelkie statystyki indywidualne nie mają jednak szczególnie wielkiego znaczenia.
- Czuję, że jestem w swojej najlepszej formie. Nigdy nie było lepiej patrząc nie tylko z perspektywy goli. Jestem typem napastnika, który nie myśli tylko o tym, ale też o asystach, rozegraniu czy kontrolowaniu intensywności w kontekście gry skrzydłowych. Łączę to wszystko choć statystyki tego nie pokazują, nie ma też żadnego rankingu w tej kategorii dla napastników. Oczywiście część liczb potwierdza moją formę i sądzę, że jak dotąd lepszej nie miałem. Jestem jednocześnie pewny, że mogę jeszcze bardziej poprawić swoją grę - zwrócił uwagę Mikael Ishak.
To, w jaki sposób prezentował się w ostatnim czasie Mikael Ishak zasługuje na najwyższe wyrazy uznania. 50 rozegranych meczów, 31 goli i dziewięć asyst we wszystkich rozgrywkach robi fantastyczne wrażenie. Szczególnie, że 33-latek opuścił ledwie cztery mecze w tym sezonie będąc pierwszoplanową postacią niezależnie od momentu sezonu. Piłkarz notował trafienia na każdym froncie, a zatem nic dziwnego, że pojawiły się dzisiaj też pytania o sekret jego regeneracji i podtrzymywanie imponującej fizyczności.
- Jak mam być szczery to dla mnie nic szczególnego. Mam wokół siebie dobrych partnerów do gry, pasuję do nich, gram dużo meczów, ale też znam swoje ciało. Wiem, czego potrzebuję, a czego nie. Dzięki temu wiem, jak unikać kontuzji i przychodzi mi to z łatwością. Mimo tego, że jestem coraz starszy to gram zdecydowaną większość spotkań. Czasem na przykład nie wychodzę na trening, bo zwyczajnie czuję, że potrzebuję jazdy na rowerze lub czegoś w tym stylu. Cieszę się, że sztab potrafi mnie słuchać - to małe detale, ale potrafią być decydujące - dzielił się szczegółami legendarny napastnik Kolejorza.
Część kibiców z pewnością ubolewa, że zwieńczeniem jego osiągnięć po raz kolejny nie będzie korona króla strzelców PKO BP Ekstraklasy. W tym roku trafi ona na głowę Tomasa Bobcka z Lechii Gdańsk, który odnotował w sumie 20 trafień w całej lidze. Przypomnijmy, że szwedzkiemu golleadorowi zabrakło czterech trafień do lidera i w związku z tym musi zadowolić się trzecią lokatą. Ishak jednak zwraca uwagę na to, że w przeciwieństwie do graczy przed nim w Ekstraklasie, startował w innej kategorii wagowej i miał przed sobą większe wyzwania niż korona króla strzelców.
- Mnie to osobiście nie frustruje. Żaden z napastników Ekstraklasy nie rozegrał w tym sezonie ponad 50 spotkań. Rankingi mnie zbytnio nie obchodzą - moim celem jest bycie mistrzem i granie w Europie. Dokonałem tego. Pomogłem mojej drużynie 31 golami i dziewięcioma asystami. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy - podkreślił Szwed.
Lider Lecha Poznań podchodził z pokorą także do swojej sytuacji w reprezentacji. W pewnym momencie nawet szwedzkie media zaczynały wspierać pomysł włączenia fenomenalnie dysponowanego Ishaka do kadry "Trzech Koron". Ostatecznie kapitan Kolejorza jak wiadomo na mundial nie pojedzie i zdaje się raczej wątpić w to, że otrzyma powołanie w trakcie swojej kariery. Jednocześnie jednak podkreśla, że to nie wpływa na niego jakkolwiek negatywnie. Piłkarz jasno zaznacza, że kocha swój kraj i będzie wspierać swoją drużynę na prestiżowej imprezie.
- To nie moja decyzja. Byłoby miło zagrać w kadrze narodowej, ale jeśli coś takiego się nie wydarza to tym się nie przejmuję i nie śledzę tego. Koncentruje się najmocniej na Lechu - to w nim chcę prezentować się jak najlepiej. Kadra narodowa to nie jest coś, czym się przejmuję. We wcześniejszych latach też prezentowałem się świetnie w Europie, notując bardzo dobre liczby. Wiem jak funkcjonuje kadra narodowa, ale nie ma we mnie złości czy rozczarowania. Wciąż mocno wspieram Szwecję, kocham ją i akceptuję ich decyzje - wspomniał napastnik obrońców tytułu.
Kapitan nie traci głodu zwycięstw nawet jako trzykrotny mistrz. "Chcę dominować"
Ishak ma w tym momencie na swoim koncie już trzy mistrzostwa, a każde z nich było pod pewnymi względami symboliczne. W każdym z nich w drużynie objawiały się cechy wiodące, które charakteryzowały wielkie sukcesy klubu w tej dekadzie. Nie inaczej było także i w 2026 roku, a kapitan Lecha Poznań odpowiadał na pytanie, jak jednym słowem określiłby drużynę z obecnego sezonu mistrzowskiego?
- Myślę, że ten sezon najlepiej opisałoby słowo: "mentalność". Mieliśmy wzloty i upadki, ale zawsze wracaliśmy na właściwą ścieżkę. Potrafiliśmy odbijać się po niepowodzeniach. W Ekstraklasie w tym sezonie każdy potrafił pokonać każdego i sądzę, że to było w tych rozgrywkach najtrudniejsze, ale też i najbardziej wyjątkowe - to nie jest łatwe, by grać w końcówce sezonu, licząc się z tym, że pojedyncze potknięcie może kosztować wszystko. Jeśli spojrzymy sobie też na poprzedni sezon udowodniliśmy, że jesteśmy najsilniejsi psychicznie. Dla mnie ten sezon pokazał naszą mentalność - zwrócił uwagę Mikael Ishak.
Szwed zaskoczył jednak wypowiedzią na temat tego, że w tym roku o mistrzostwo wcale nie było tak trudno jak poprzednio. Wtedy to walka z Piastem Gliwice toczyła się do ostatniego gwizdka sędziego i w końcówce niewiele brakowało, by Kolejorzowi wymknęło się ono z rąk. Ishak oczywiście podkreślał też szczególne trudności w swoim pierwszym sezonie zwieńczonym tytułem, gdy Lech musiał mierzyć się z wtedy rewelacyjnym Rakowem. Choć wyzwanie w tym roku było zdaniem Szweda mniejsze, to jednak nie traci on w sobie ognia do sięgania po kolejne cele.
- Myślę, że moim kolejnym celem jest kontynuowanie obranej ścieżki i bycie lepszym z każdym kolejnym rokiem. Chcę grać w Europie na najwyższym poziomie, a także dominować. Do dalszej gry i osiągania tych celów, mimo wcześniejszych mistrzostw motywują mnie kolejne tytuły, wizja kolejnych celebracji i radość na twarzach fanów. Zawsze jest pole do poprawy i ta mentalność niezmiennie mi towarzyszy - deklarował Mikael Ishak.
Jedną z najwyższych ambicji nie tylko legendy Lecha, ale też i innych zawodników jest teraz bez wątpienia awans do Ligi Mistrzów, który w tym sezonie staje się bardzo realną opcją. Mikael Ishak w swoim stylu o niczym jednak nie przesądza i w swoich wypowiedziach prezentuje dużą pokorę. Liczy się z tym, że w gruncie rzeczy Lech niezależnie od szczebla rozgrywkowego będzie musiał w Europie toczyć boje z wielkimi markami. Łatwych rozwiązań tak czy siak nie będzie, ale jest sposób, by zwiększyć swoje szanse na sukcesy poza granicami kraju.
- Sądzę, że bycie rozstawionym w kwalifikacjach to dla nas dobra informacja. Dodatkowo latem powinny dojść również nowe transfery przez co powinniśmy być silniejsi. Przed nami wciąż długa droga do Ligi Mistrzów, ale sądzę, że mamy możliwości, by po nią sięgnąć. Wszystko jest kwestią ciężkiej pracy - zaznaczył dziś rano Mikael Ishak.
Komentarze (0)