To zaskoczyło Nielsa Frederiksena. Trener Lecha wskazał na jeden szczegół
Lech Poznań nie zwalnia tempa. Mistrzowie Polski pokonali Raków Częstochowa 1:0 po golu Leo Bengtssona i odnieśli już piąte zwycięstwo z rzędu w PKO BP Ekstraklasie. Trener Niels Frederiksen po spotkaniu nie ukrywał swojego zadowolenia, choć przyznał, że pierwsza połowa nie była w wykonaniu jego zespołu tak dobra, jak oczekiwał.
- Nie zdarza się często, żeby notować takie długie serie ze zwycięstwami. Ekstraklasa to wymagająca liga, w której generalnie po każde zwycięstwo sięga się trudno. Byłem bardzo zadowolony po przerwie, nieco mniej z tego co przed zmianą stron. Oceniam to zwycięstwo jako w pełni zasłużone. Wydaje mi się, że po takim wymagającym meczu, jaki rozegraliśmy w czwartek, ten silnik dzisiaj rozkręcał się powoli. Rozgrzewka służy temu, by wejść na te właściwe tory, ale przy wejściu w taki prawdziwy mecz potrzeba też trochę czasu. Nie dostrzegam takiego trendu w dłuższej perspektywie, ale na pewno warto się temu przyjrzeć, by wchodzić w te mecze lepiej, bo te początkowe fragmenty spotkania są też jego ważną częścią - powiedział szkoleniowiec poznańskiego zespołu.
Raków nie zaskoczył swoją grą przy Bułgarskiej. Wydawało się, że remis był dla Medalików satysfakcjonujący - drużyna zaprezentowała się zgodnie z tym, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie. Po tym spotkaniu Częstochowianie wciąż pozostają jedyną drużyną bez punktów w lidze. Tylko jedna rzecz sprawiła niespodziankę trenerowi Nielsowi Frederiksenowi. Chodzi o personalia w wyjściowej jedenastce przeciwników. Szansę od pierwszej minuty dostał Adam Basse, trener Dawid Szulczek w ostatnich meczach "odkurzył" także Tomasza Pieńkę.
- Nie było to dla nas ogromnym zaskoczeniem, w jaki sposób grają ich napastnicy. Przyznam, że byliśmy zaskoczeni jedenastką, a szczególnie jeśli chodzi o obsadę ataku. Myśleliśmy, że będzie to wyglądało niemal tak, jak zaprezentowali po przerwie. Na przestrzeni całego meczu każdy z moich obrońców wykonał bardzo dobrą robotę. Także Mateusz Skrzypczak, którego zmieniliśmy z racji na żółtą kartkę. Stwierdziliśmy, że dwie żółte kartki w bloku defensywnym to trochę za dużo - wyjaśnił Duńczyk.
Takiej okazji nie można marnować! Trener ocenił napastnika
Ogromne zainteresowanie wzbudziła zmarnowana sytuacja Yannicka Agnero w pierwszych fragmentach drugiej połowy. Iworyjczyk mógł wykorzystać fatalny błąd defensywy Rakowa. Do momentu oddania strzału, zachował się bardzo dobrze, znajdując sobie przestrzeń w polu karnym. Po chwili jednak cały stadion po prostu łapał się za głowę.
Niels Frederiksen był w tamtym momencie niesamowicie wściekły, a już dwie minuty później dokonał zmiany. Na placu gry zameldował się Mikael Ishak. Trener wyjaśnił, że decyzja była wcześniej zaplanowana i nie została podjęta ze względu na wspomnianą sytuację.
- Nie miało to nic wspólnego z tamtą akcją. Przed meczem chcieliśmy minuty podzielić tak, aby każdy z napastników zagrał po połowie. Yannick rozegrał sporo minut w czwartek, a Mikaela też musimy wprowadzać coraz mocniej do gry. W przerwie daliśmy mu jeszcze dziesięć minut. Oczywiście było to rozczarowujące, że nie udało się tej okazji zamienić na gola, ale chciałbym podkreślić, ale nie tylko jemu to się nie udało. W moim odczuciu rozegrał bardzo dobrą pierwszą połowę. Czasem tak w piłce jest - ocenił szkoleniowiec.
Sam zawodnik także postanowił odnieść się do pechowego momentu tego spotkania. Zwrócił się do kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych.
- Wzloty i upadki. Mam to już za sobą. Frustrujące, ale głowa pozostaje silna. To nie ostatni raz, kiedy to się zdarza – po co się teraz łamać? Będę próbować, próbować i jeszcze raz próbować. Dziękuję za wasze wiadomości. Forza Lech! - napisał Agnero.
fot. Instagram @yannickagnero
Joao Moutinho poza kadrą meczową. Jaki był powód?
Na konferencji pojawił się także temat Joao Moutinho, którego zabrakło na ławce rezerwowych, choć w meczu z Jagiellonią był dostępny po przerwie związanej z urazem. Niels Frederiksen przekazał, że Portugalczyk ponownie zmaga się z problemem, który dokuczał mu już wcześniej.
- Powodem, dla którego Joao nie znalazł się w kadrze meczowej, był drobny nawrót tego, co dokuczało mu w poprzednich tygodniach. Liczymy, że to nie jest nic bardzo poważnego - powiedział duński trener.
Szkoleniowiec Lecha przyznał jednocześnie, że zespół w ostatnim czasie musi radzić sobie z kilkoma innymi nieobecnościami. Nie zdecydował się jednak na uzupełnienie kadry większą liczbą młodych zawodników, ponieważ ci w piątek rozegrali spotkanie w drugim zespole.
- Trochę urazów nam doskwiera w ostatnim czasie. Naturalnie, mogliśmy zdecydować się na skorzystanie z młodych zawodników, ale tu kwestia priorytetów, bo oni wszyscy wystąpili w piątkowym meczu drugiego zespołu. Szukamy odpowiedniego balansu, by byli jak najbliżej pierwszego zespołu, ale też mieli odpowiednio dużo czasu meczowego w rezerwach - skomentował Frederiksen.
Komentarze (0)