Napięta relacje między Lechem, a Szachtarem. To jego zachowanie przelało czarę goryczy
Atmosfera była gorąca już przed spotkaniem, kiedy to na rynku w Krakowie tłumnie zebrani kibice Lecha Poznań skandowali hasła związane z Wołyniem, ale też wulgarnie wyrażali się na temat bandery i armii UPA. W trakcie meczu do tego wszystkiego doszły także wyzwiska na tle narodowościowym. Już wcześniej w trakcie pierwszego starcia przy Bułgarskiej pojawiały się podobne sytuacje, a ukraińskie media zarówno wtedy jak i po wczorajszym meczu nie zostawiły na fanach Lecha suchej nitki. Relacje pomiędzy oboma klubami przed rewanżem nie były zatem najlepsze delikatnie rzecz ujmując.
Wydaje się, że zawodnicy Szachtara Donieck po końcowym gwizdku i ostatecznym zwycięstwie w dwumeczu zwietrzyli okazję do rewanżu na kibicach Lecha Poznań. Całą awanturę po czwartkowym spotkaniu wywołało zachowanie dwóch zawodników ekipy z Ukrainy, którzy po zakończeniu starcia postanowili świętować swój sukces w mocno kontrowersyjny sposób. Po wzajemnych uściskach zdecydowali się ruszyć w stronę trybuny drużyny gości i na ich oczach ostentacyjnie celebrować swój sukces. Gestami zwycięstwa prowokowali kibiców rywali, którzy okrasili ich zachowanie salwą gwizdów i wulgarnymi przyśpiewkami.
Największą satysfakcję spośród prowodyrów całego zajścia zdawał się czerpać Yehor Nazaryna, co uchwycono na zdjęciach w social-mediach. Ukrainiec miał na pieńku z kibicami Kolejorza już w pierwszym spotkaniu, kiedy to prowokował fanów zebranych w "Kotle".
Piłkarze Lecha Poznań nie pozwolili na prowokację. Kapitan stanął w obronie swojego kolegi
Takiego zachowania nie puścił gospodarzom płazem Mateusz Skrzypczak, który jako pierwszy wyskoczył z ławki rezerwowych do swoich przeciwników doprowadzając do bezpośredniej konfrontacji. Z czasem do szarpiących się zawodników dołączyli także inni, a cała sytuacja przerodziła się w gigantyczną awanturę, w którą włączyli się nie tylko piłkarze obu zespołów, ale również sztaby szkoleniowe, próbujące rozdzielić awanturników. Wspomniany Skrzypczak wyglądał na najbardziej poddenerwowanego w całym tym zamieszaniu do tego stopnia, że nawet po rozdzieleniu go od grupy, próbował do niej wrócić, ale powstrzymywało go dwóch ludzi.
Oprócz niego wśród szczególnie zaangażowanych zawodników Lecha w cały konflikt był także Ali Gholizadeh. W jego przypadku również potrzebowano dwóch osób ze sztabu szkoleniowego, by wyciągnąć go z całego zamieszania. Piłkarze Szachtara zaatakowali również Mikaela Ishaka, który jako jeden z pierwszych przybiegł pomóc Skrzypczakowi. To właśnie wokół kapitana Kolejorza skoncentrowała się cała negatywna energia, ale z opresji wyciągnął go Bartosz Mrozek. Golkiper mistrzów Polski umiejętnie załagodził całą sytuację i odciągnął lidera swojej drużyny od atakujących go Ukraińców.
Ostatecznie żółte kartki obejrzeli dwaj zawodnicy - wspomniany Mikael Ishak, ale też Alaa Ghram. Dla Tunezyjczyka była to druga kara indywidualna, co poskutkowało finalnie czerwonym kartonikiem. Dla Kolejorza to jednak marne pocieszenie biorąc pod uwagę to, że nie będą mieli już okazji w tym sezonie rywalizować w Lidze Konferencji. Wynik całego dwumeczu wynósł 4:3 dla Szachtara Donieck.
Komentarze (0)