Wychowanek Lecha już nie puka, a uderza w drzwi seniorskiej reprezentacji
Michał Gurgul to póki co jeden z największych zwycięzców początku sezonu w drużynie Lecha Poznań. Trzeba jednak przyznać, że cały rok 2026 do tej pory w jego wykonaniu jest wybitny. Jego wszechstronność, która objawia się wysoką jakością w obronie oraz skutecznością w ataku rozpoczęła sporą kampanię promującą kandydaturę lewego obrońcy do kadry seniorskiej reprezentacji Polski. Zawodnik pokazuje swoimi umiejętnościami na boisku, że w pełni zasługuje na ten zaszczyt nawet mimo tego, że nie występuje w zagranicznym klubie.
- Myślę, że czuję się gotowy. Oczywiście na koniec wszystko jest kwestią decyzji trenera czy zostanę powołany, ale robię wszystko i staram się to udowadniać na boisku, że zasługuję na tę szansę - mówił po meczu z Thun Michał Gurgul dla TVP Sport.
Czasy się zmieniają, rywale się zmieniają, partnerzy się zmieniają, ale Michał Gurgul na boku obrony wciąż jest niezastąpiony. W poprzednim sezonie w barwach Kolejorza rozegrał aż 46 meczów, spędzając na boiskach w sumie ponad 3500 minut. Tylko trzykrotnie oddawał placy gry Joao Moutinho w Ekstraklasie, w Lidze Konferencji dwukrotnie w dziesięciu meczach, a w dwumeczu kwalifikacji do Ligi Europy ani razu. Portugalczyk ze swoich szans korzystał głównie przy okazji starcia z Crveną zvezdą w walce o Ligę Mistrzów oraz w dwóch spotkaniach z trzech przeciwko rywalom w Pucharze Polski.
Teraz sytuacja w zasadzie się nie zmienia, a Michał Gurgul nadal stanowi fundamentalną postać w układance Nielsa Frederiksena. Duńczyk dał odpocząć wychowankowi Lecha Poznań tylko przez 45 minut w rywalizacji z Wieczystą Kraków, kiedy to Moutinho tuż przed przerwą doznał poważnego urazu stopy. Poza tym 20-latek gra wszystko "od deski do deski", zaliczając już blisko 800 minut po dziewięciu spotkaniach. Jeszcze 600 i wyrówna wynik Portugalczyka z poprzedniego sezonu, a mamy dopiero koniec sierpnia!
Lechita stał się piłkarzem kompletnym na swojej pozycji
Mówiąc już o aspektach czysto piłkarskich przypadek Michała Gurgula pokazuje, że można już o nim mówić jak o kompletnym lewym obrońcy. Przez kilka ostatnich sezonów krążyły opinie, że jest to raczej piłkarz jednowymiarowy - skrojony pod grę w defensywie i niebędący aż tak efektywny w ataku jak Joao Moutinho. Teraz jednak sytuacja wygląda inaczej, a wychowanek Lecha Poznań w meczu z FC Thun dobitnie udowodnił, że wartościowanie jego wkładu w danej fazie gry nie ma sensu.
Mówiąc o obronie należy tu wskazać, że z nim na boisku wskaźnik expexted goals w grze przeciwko niemu w Ekstraklasie wskazuje na średnią wynoszącą zaledwie nieco ponad jedną bramkę na mecz. Co ważne piłkarz notuje też blisko trzy odzyskania piłki i trzy wybicia w trakcie 90 minut w naszych rodzimych rozgrywkach. Średnio pięć razy na mecz możemy śledzić kluczowe interwencje Gurgula w meczach najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
Aby potwierdzić jego uniwersalność i wysoką jakość w fazie ataku warto tutaj przytoczyć wyniki portalu "Fotmob", które wskazują na to, że piłkarz notuje 82% celności podań w omawianej wyżej lidze. Średnio na mecz wykonuje ich 45, a ponadto obdarowuje swoich partnerów 3,21 długimi, prostopadłymi zagraniami na dobieg na skuteczności 57%. Dwukrotnie w trakcie 90 minut tworzy okazje strzeleckie i potrafi też dawać 1,2 dośrodkowania na spotkanie.
A jak wyglądają jego wyniki w ofensywie na tle Joela Pereiry, którego gra w ataku była i jest do tej pory wizytówką? Według danych portalu "Fotmob" Pereira w Ekstraklasie wykonuje 32 podania na spotkanie na 78% skuteczności. W tym zakresie jest gorszy od Gurgula, ale wciąż zalicza od niego nieznacznie więcej prostopadłych dograń na spotkanie przy wyniku 5,68 na spotkanie. Ich celność wynosi ponad 54%. Jeżeli mówimy natomiast o "firmówce" Pereiry czyli celnych dośrodkowaniach, tu wcale nie doświadczamy już ewenementu w jego przypadku. Gracz ten posiada ich 1,3 na spotkanie, co pokazuje, że panowie toczą tu wyrównany pojedynek.
Wartość Michała Gurgula w kontekście fazy kreacji na boku boiska wskazuje także to, że jak dotąd stwarza więcej zagrożeń od swojego kolegi po drugiej stronie boiska. W przypadku Joela Periery jest to wynik 1,31 takiej akcji na mecz w Ekstraklasie.
Jest mocny nie tylko w Polsce. W Europie pokazał wszystko co najlepsze
Jakość Michała Gurgula potwierdzają rzecz jasna także same rozgrywki europejskie i to jak piłkarz prezentuje się przeciwko drużynom, które urastały do rangi najtrudniejszych przeciwników, których Lech Poznań mógł otrzymać. Pierwszy mecz przeciwko Aarhus GF był w jego przypadku wręcz obłędny. Lewy obrońca schował wtedy do kieszeni największą gwiazdę Duńczyków - Gifta Linksa. Zawodnik z RPA kompletnie nie radził sobie ze swoim rywalem, który wygrywał z nim każdy pojedynek i brylował w odbiorach, których miał aż siedem. Fizyczność lewego obrońcy stanowiła wtedy jego ogromny atut.
Gurgul zaliczył wtedy aż 13 akcji w obronie i sześciokrotnie zażegnywał niebezpieczeństwo swoimi wybiciami. Cztery razy przechwytywał też piłkę, a raz nawet zażegnał niebezpieczeństwo z linii bramkowej. To była mrówcza praca, która być może nie przyciągała szczególnej uwagi, ale miała duży wpływ na wynik. Wspomnijmy też o rewelacyjnym refleksie piłkarza przy trzykrotnych udanych próbach blokowania strzałów.
Zupełnie inne oblicze pokazał natomiast przeciwko Thun, gdzie w trakcie 90 minut poza dwoma kapitalnymi asystami dorzucił też pięć podań otwierających w ostatnią tercję i wygrał 2/3 pojedynków na ziemi. Lech otrzymywał od Szwajcarów mnóstwo wolnej przestrzeni w pressingu i bezwzględnie to wykorzystywał między innymi za sprawą Gurgula objawiającego wtedy swoją wszechstronność. Piłkarz znów zrobił dokładnie to, czego oczekiwał od niego trener i to na najwyższym poziomie jakości.
Piłkarz Lecha Poznań udowadnia, że przeciwko każdemu rywalowi potrafi wykazać się cechami świadczącymi w jego przypadku tylko na plus. Potrafi umiejętnie rozgrywać piłkę na połowie przeciwnika i serwować celne dośrodkowania, gdy rywal przechodzi do niskiego bloku, a przeciwko wysoko ustawionym ekipom daje radę pognać z piłką wyprowadzając atak między liniami. Dodatkowo bez problemów ubezpiecza bok boiska pod bramką gospodarując przestrzenią, a także, gdy to konieczne, agresywnie naciska w pressingu.
Kibice obsypują go komplementami. Jego strata może być boleśniejsza niż Kozubala
Tak właśnie prezentuje się zawodnik, którego niektórzy kibice Lecha Poznań rok temu byli gotowi zapakować w prezent, gdy po gracza z czterema milionami euro zgłosiła się ekipa z St Louis City SC występująca w MLS. Tymczasem teraz, gdy Sebastian Staszewski wyraził opinię, że obecne letnie okno transferowe Lecha to ostatni moment, by dobrze na nim zarobić podniosły się krytyczne głosy, wskazujące na to, że należy utrzymać gracza w składzie, bowiem jego wartość ciągle rośnie.
Nie sposób się z tym nie zgodzić choć w tym wszystkim należy pamiętać, że kontrakt piłkarza trwa do 30 czerwca 2028 roku, a zarządzanie jego przyszłością w Kolejorzu może należeć do szczególnie wymagających zadań. Obecnie jednak umiejętności piłkarza, jego unikatowość i wszechstronność, w teorii powinny uczynić go nietykalnym tak samo jak ma to miejsce w przypadku Wojciecha Mońki. Kolejorz pod uwagę powinien wziąć tylko oferty tych z gatunku: nie do odrzucenia.
Komentarze (0)