Pressing Lecha nie złamał Szachtara. "Myśleliśmy, że wszystko inaczej się potoczy"
Styl gry Lecha Poznań nie przyniósł mistrzom Polski korzystnego rezultatu przy Bułgarskiej. Choć w pewnym momencie wydawało się, że podopieczni Nielsa Frederiksena wypracują sobie solidną zaliczkę przed rewanżem przy wyniku 2:1 dla Szachtara, ostatecznie stało się inaczej. Wirtuozeria Isaque Silvy w 85. minucie dała przyjezdnym prowadzenie 3:1, a cały wysiłek Kolejorza ostatecznie poszedł na marne. Sfrustrowany był między innymi Antoni Kozubal, który wierzył w to, że jego drużyna przystąpi do rewanżowego starcia w bardziej komfortowych warunkach.
- Chcieliśmy wyjść wysoko w swoim stylu, grać własną piłkę. W tym meczu się nie udało, ale nic jest jeszcze skończone, bo jest jeszcze drugie spotkanie. Tak naprawdę zostały nam jeszcze dwie bramki i można grać dogrywkę, więc nie wszystko jest stracone. Na pewno pozostaje niesmak, bo zawiedliśmy siebie. Myśleliśmy, że wszystko inaczej się potoczy - mówił po meczu środkowy pomocnik Lecha Poznań.
Nie było wątpliwości, że piłkarze Kolejorza dawali z siebie wszystko w starciu z renomowanym rywalem, ale drużyna Ardy Turana znakomicie reagowała na boiskowe wydarzenia. Szachtar odebrał Lechowi Poznań wszelkie atuty, a i sami mistrzowie Polski nie do końca zdawali się wiedzieć, w jaki sposób mogą skutecznie przedrzeć się przez kompaktową defensywę rywali. Mikael Ishak zwracał uwagę, że na domiar złego gospodarze sami sobie utrudniali zadanie łatwymi stratami piłki.
- Grali dobrze piłką i nie łamali się pod presją. Zmuszali nas do biegania za futbolówką. Widzieliście to pewnie w pierwszej i w drugiej połowie, gdy popełnialiśmy dużo błędów. Były one spowodowane tym, że wkładaliśmy za dużo wysiłku w to, żeby odzyskiwać piłki - to nas męczyło. Szachtar to wielki zespół z mnóstwem jakości. W tym spotkaniu nas pokarali - szczerze oceniał Mikael Ishak.
Brak skuteczności w ataku przesądził o wysokiej porażce Lecha Poznań? "Nie poszliśmy za ciosem"
Świadomy braku wystarczającej jakości w starciu z Szachtarem Donieck był także Wojciech Mońka. Młody reprezentant Polski wykonywał ogromną pracę w defensywie, będąc jedną z najjaśniejszych postaci swojej drużyny, a mimo to między innymi jego wysiłki okazały się niewystarczające. W szczególności zwrócił uwagę na to, że Lech Poznań znów nie zachwycił skutecznością w ofensywie, co wpłynęło na końcowe rozstrzygnięcie pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Konferencji.
- Nie wydaje mi się, żebyśmy zagrali dobry mecz. Rzeczywiście przeciwnik bardzo przeważał i na pewno nie jest to mecz, który będziemy wspominać dobrze. Nie chcemy tak grać, ale był moment po bramce Mikael Ishaka, że mogliśmy ruszyć. Tworzyliśmy sobie sytuacje, ale niestety nie poszliśmy za ciosem i nie zdobyliśmy kolejnej bramki. Wręcz przeciwnie, przeciwnik dołożył kolejną i ustalił wynik - stwierdził Wojciech Mońka.
Swojemu partnerowi w obronie wtórował Joel Pereira, który wprost mówił, że Szachtar Donieck wbrew pozorom wcale nie rozegrał perfekcyjnego spotkania. Ukraińcy popełniali sporo błędów w defensywie, z których podopieczni Nielsa Frederiksena po prostu nie skorzystali. Lech oddał w sumie trzy strzały na bramkę rywali, a sytuacja Taofeeka Ismaheela, w której świetną interwencją popisał się golkiper jasno pokazywała, że gospodarze mieli swoje do powiedzenia w ataku.
- Wiedzieliśmy, że Szachtar ma po swojej stronie mnóstwo jakości w ofensywie. Mają świetnych piłkarzy i wszyscy to widzieli, ale równocześnie robili też dużo błędów w defensywie, z czego nie skorzystaliśmy. Nie kreowaliśmy sobie wystarczająco dużo okazji strzeleckich pomimo tego, że mieliśmy ku temu możliwości - zwracał uwagę Joel Pereira.
Pomimo tych wszystkich problemów, piłkarze Lecha Poznań nie zwieszają głów i nie zamierzają łatwo się poddać. Chociaż Szachtar Donieck obnażył słabości Kolejorza , podopieczni Nielsa Frederiksena szukają pozytywów, mogących pomóc im realnie wierzyć w ćwierćfinał Ligi Konferencji. Okazję na rewanż zyskają w czwartek za tydzień, kiedy to o 21:00 rozpoczną walkę o przedłużenie marzeń w europejskich pucharach. Nie będą w tej rywalizacji osamotnieni, ponieważ ich kibice zapowiadają tłumne przybycie do Krakowa, żeby wesprzeć swoich ulubieńców.
- Dostrzegamy pozytywy w całej tej sytuacji. Zdobyliśmy jednego gola, potrafiliśmy też kreować okazje strzeleckie i wciąż mocno wierzymy, że potrafimy wyjść z tej trudnej sytuacji - informował Joel Pereira.
Komentarze (0)