Brak Ligi Mistrzów to nie koniec świata
Świat w przypadku Lecha Poznań jeszcze się nie załamuje. Dziesięciokrotni mistrzowie Polski wciąż mają wiele do ugrania na międzynarodowej arenie, awansując do Ligi Europy po raz pierwszy od 2020 roku. W tych rozgrywkach także nie brakuje markowych zespołów takich jak Milan, Juventus, Bayer Leverkusen, Real Sociedad czy Olympique Marsylia. Dołączyć do nich mogą także Besiktas, Red Bull Salzburg czy też Benfica.
Liga Europy nie smakuje tak przyjemnie jak Liga Mistrzów, ale nawet szczebel niżej w międzynarodowych rozgrywkach na Lecha wciąż czekają jakościowi przeciwnicy. Nie należy zatem stawiać krzyżyka na tym sezonie nawet po zniweczeniu planów na najwyższy, zagraniczny cel. Szczególnie, że to właśnie w Lidze Europy drużyna Kolejorza napisała jeden z najpiękniejszych rozdziałów we współczesnej historii klubu. Mecze ze wspomnianym Juventusem, Red Bullem Salzburgiem, ale też Manchesterem City i Bragą trwale zapisały się w pamięci kibiców Lecha Poznań.
Jednak obecnie droga do tych rozgrywek wciąż jest daleka, a po doświadczeniach z Aarhus można zaryzykować stwierdzenie, że nawet... bardzo daleka. Obrońcę tytułu mistrza Polski od Ligi Europy dzielą aktualnie cztery mecz. Najpierw w III rundzie trzeba będzie przejść w dwumeczu wspomniany KI Klaksvik z Wysp Owczych, a potem o awans Lech zawalczy z islandzkim Víkingurem Reykjavík lub szwajcarskim Thun - w teorii jednym z najsilniejszych rywali.
Blamaż z Aarhus powodem rozczarowującej frekwencji?
Trudno stwierdzić, czy to przez złamane serca kibiców, małą wiarę w to, że Lechowi uda się dotrzeć do Ligi Europy czy znikomą renomę KI Klaksvik, ale frekwencja na najbliższy mecz Kolejorza przy Bułgarskiej w kwalifikacjach zapowiada się póki co wyjątkowo słabo. Do meczu z drużyną z Wysp Owczych pozostały ledwie trzy dni, a na trybunach Enea Stadionu szacuje się, że zasiądzie zaledwie... nieco ponad 10 tysięcy osób!
Jak podaje twitterowy portal "Lech Poznań Licznik Biletów", na trybunie Czapczyka na ten moment zasiądzie tylko 3601 osób z 14033. W przypadku sektorów Anioły wygląda to nieznacznie lepiej, bowiem tam będzie 4370 kibiców z limitowanych 11 957. Na trybunie Białasa fani Lecha nie przekraczają póki co liczby tysiąca sprzedanych wejściówek z łącznie 3895 dostępnych. W samym Kotle ma zameldować się na ten moment 1363 z 5828 kibiców.
Cios zadany zeszłosezonowym mistrzom trybun, którzy doprowadzili swój klub do najlepszego średniego wyniku frekwencyjnego w Ekstraklasie w XXI wieku jest jak widać nokautujący. A przypomnijmy, że na sam mecz z Aarhus GF przybyło 36 tysięcy fanów, na Górnik Zabrze prawie 38 tysięcy kibiców, a na Cracovię 31 tysięcy kibiców. Tymczasem teraz z wysokości trybun Lecha Poznań gotów jest wspierać blisko o 1/3 mniej fanów niż dotychczas.
Zbliżone wyniki frekwencyjne względem starcia z Klasvik Lech osiągał w zeszłym sezonie w następujących meczach domowych:
- 1/4 finału Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze: 13 tys. kibiców
- 1. runda fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy rewanż z KuPS Kuopion: 15 tys. kibiców
- 19. kolejka PKO BP Ekstraklasy z Lechią Gdańsk: 17 tys. kibiców
- 21. kolejka PKO BP Ekstraklasy z Piastem Gliwice: 14 tys. kibiców
Kiepski wynik frekwencyjny to zapowiedź historycznej kampanii?
Mizerna frekwencja kibiców w przypadku niezbyt renomowanych ekip w europejskich pucharach to jednak nic nowego. W pamiętnej kampanii w Lidze Konferencji Europy w sezonie 2022/23 na mecz z Dinamo Batumi w pierwszej rundzie kwalifikacji przyszło niewiele ponad 9 tysięcy osób, tak samo było w starciu z Dudelange, a na islandzkim Vikingurze pojawiło się już ... 12 tysięcy osób.
Tamta historia w odniesieniu do tej obecnej wygląda wręcz bliźniaczo, bo Lech Poznań również skompromitował się tym razem w Azerbejdżanie, przegrywając 1:4 na wstępie kwalifikacji do Ligi Mistrzów. Być może to, czego obecnie doświadczamy w kontekście kibicowskiej frekwencji i poziomu rywali jest zwiastunem powtórki z przeżyć ze słynnego dokumentu "Stacja: Florencja".
Na pewno jednak obecny wynik frekwencyjny w wykonaniu fanów Lecha Poznań nie należy do najlepszych w kontekście samych kwalifikacji do Ligi Europy. Poniżej prezentujemy to jak wyglądała obecność kibiców Kolejorza w ostatnich latach w tym turnieju do momentu historycznej kampanii 2010/11.
- 16 tys. 2. runda mecze rewanżowe Soligorsk, 2018 rok
- 20 tys. 3 runda mecze rewanżowe Genk, 2018 rok
- 18 tys. 1. runda pierwszego meczu Pelister Bitola, 2017 rok
- 22 tys. 2. runda mecze rewanżowe Haugesund, 2017 rok
- 33 tys. 3. runda mecze rewanżowe Utrecht, 2017 rok
- 14 tys. 4. runda pierwsze mecze Videoton, 2015 rok
- 20 tys. 2. runda mecze rewanżowe Nomme Kalju 2014
- 14 tys. 3. runda mecze rewanżowe Stjarnan 2014
- 15 tys. 2. runda mecze rewanżowe FC Honka 2013
- 16 tys. 3. runda mecze rewanżowe Zalgiris 2013
O zaangażowanie fanów Kolejorza na mecz z KI Klasvik apelują także administratorzy oficjalnej facebookowej grupy "Kibice Lecha Poznań", przypominając, że kibicem się jest, a nie bywa. Podkreślają oni, że mistrzowie Polski wciąż potrzebują wsparcia w tym trudnym momencie sezonu szczególnie, że jeden underdog już dał się we znaki Niebiesko-Białym. Teraz w przypadku kolejnego, wymagającego pojedynku piłkarze nie mogą zostać osamotnieni.
Mecz zostanie rozegrany w czwartek o 19:00, a najzagorzalsi kibice w social-mediach już szukają sposobów na to, jak przekonać większe grono fanów do przyjścia na Enea Stadion. Jednym z takich argumentów są choćby niższe ceny biletów. Dla porównania na mecz z Aarhus bilety normalne na trybuny Anioła i Czapczyka kosztowały po 140 złotych, a ulgowe 112. W przypadku Białasa i Kotła były to kolejno 100 złotych i 80 złotych.
fot. Lech Poznań
Komentarze (0)