Jego transfer okazał się dla Kolejorza strzałem w dziesiątkę
Rasmus Carstensen trafił do Lecha Poznań w styczniu 2025 roku na zasadzie wypożyczenia z niemieckiego 1.FC Koeln. Miał znakomite wejście do drużyny, wygrywając od razu rywalizację z Joelem Pereirą. Świetnie radził sobie w defensywie, ale jednocześnie bardzo ciągnęło go w pole karne przeciwników. Był w stanie załatać Lechowi dziurę na kilku pozycjach. Głównie jako prawy obrońca, ale śmiało był w stanie wskoczyć na lewą stronę. Ostatecznie zdobył dla Kolejorza dwie bramki i zanotował kluczową asystę przy golu Afonso Sousy w ostatnim meczu sezonu z Piastem Gliwice. W tym spotkaniu pełnił rolę... lewego skrzydłowego.
Działacze Lecha mieli możliwość wykupu piłkarza po sezonie, ale nie zdecydowali się na tę opcję, głównie ze względów finansowych. Niemcy początkowo oczekiwali za swojego gracza 2 mln euro, a gdy zainteresowania nie było, to obniżyli swoje wymagania do 1,5 mln. Nie pomogło, dlatego klub z Kolonii rozważał nawet ponowne wypożyczenie zawodnika. Do Poznania było już za późno, bo Lech zwrócił się w kierunku Roberta Gumnego.
Warto było wrócić do domu. Obrońca sięgnął po kolejny tytuł
Carstensen sensacyjnie znalazł zatrudnienie w ojczyźnie w barwach Aarhus GF. Od początku miał spokojne wejście do drużyny, łapał po kilkanaście minut w meczu. W końcu wywalczył sobie miejsce w składzie i sezon zasadniczy zakończył z 22 spotkaniami, 5 bramkami i 2 asystami. Już wtedy jego zespół był liderem tabeli, ale w Danii gra się jeszcze systemem z podziałem na grupy. W rundzie finałowej 25-latek zaskakująco wypadł z kadry meczowej na ostatnie siedem spotkań, a Aarhus zagwarantowało sobie mistrzostwo na kolejkę przed końcem.
Prawy obrońca, który w Danii występował już jako wahadłowy, miał jednak spory wkład w zdobycie tytułu, dlatego z pewnością nie może żałować powrotu do ojczyzny. Jego umowa wygasa po zakończeniu sezonu, więc na ten moment czeka go ponowny powrót do Niemiec.
Dwa tytuły w jednym sezonie? To bardzo możliwe
W rundzie jesiennej obecnego sezonu rolę asystenta trenera Nielsa Frederiksena pełnił Markus Uglebjerg, który odpowiadał głównie za stałe fragmenty gry. Łącznie przepracował w sztabie Lecha Poznań około pół roku, w tym czasie uczestnicząc w 31 spotkaniach zespołu.
Zimą z przyczyn osobistych był zmuszony wrócić do Danii i podjął pracę właśnie w Aarhus. W swojej ojczyźnie już jest mistrzem, ale wiele wskazuje na to, że może też odebrać swój medal za mistrzostwo w stolicy Wielkopolski. W Polsce nie obowiązuje próg konieczny do otrzymania nagrody. Ekstraklasa SA przekazuje po 45 medali dla zespołów z czołowej trójki i każdy klub indywidualnie decyduje, którzy zawodnicy oraz członkowie sztabu będą mogli zawiesić go na szyi.
Zazwyczaj medal otrzymuje każdy zawodnik zgłoszony do rozgrywek w danym sezonie, nawet jeśli pełnił tylko rolę rezerwowego lub wszedł na kilka minut na boisko. Tym bardziej, istnieje szansa, że taki medal trafi właśnie do Uglebjerga.
Mistrzostwo dla Aarhus GF to także ważna wiadomość dla Lecha Poznań w kontekście przyszłego sezonu i walki o Ligę Mistrzów. Jeśli Kolejorzowi także uda się przypieczętować zdobycie trofeum, w letnich kwalifikacjach do europejskiej elity czeka teoretycznie łatwiejsza ścieżka. Dzięki swojemu współczynnikowi Poznaniacy będą rozstawieni w 3. rundzie eliminacji, a mogą nawet dostąpić tego zaszczytu w czwartej. Jeden z warunków został spełniony właśnie w Danii. Teraz niebiesko-biali muszą liczyć na austriacki LASK Linz oraz węgierski Gyor.
Komentarze (0)