reklama

Szalona jazda w meczu Lecha Poznań z Aarhus. Lokomotywa rozjechała Duńczyków

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Szalona jazda w meczu Lecha Poznań z Aarhus. Lokomotywa rozjechała Duńczyków - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Kino akcji w meczu Lecha z AFG Aarhus.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań pokazał w dzisiejszym meczu, ile w jego zespole znaczy skuteczność i posiadanie bardzo jakościowych zawodników. Drużyna Nielsa Frederiksena zafundowała swoim kibicom jazdę emocjonalnym rollercoasterem bez jakichkolwiek zabezpieczeń. Mistrzowie Polski powrócą do swojego kraju w doskonałych nastrojach po rewelacyjnej zaliczce, jaką uzyskali w Danii. Wynik wtorkowej rywalizacji zaskoczył chyba nawet największych optymistów wśród fanów Kolejorza.
reklama

Pokaz skuteczności Lecha przed przerwą. Od skrajności do skrajności

Pierwsze minuty meczu upływały pod znakiem równorzędnej walki o posiadanie po obu stronach boiska. Kluczem do zdobycia przewagi nad rywalami była kontrola przebiegu gry w środku pola i zbieranie drugich piłek. W pierwszym kwadransie spotkania to jednak zespół Aarhus lepiej wywiązywał się ze swoich obowiązków i przeprowadzał groźniejsze akcje w ofensywie. Wszystko to ze względu na to, że podopieczni Nielsa Frederiksena dość szybko tracili posiadanie pod presją. Lechici mieli problem z wyprowadzeniem piłki spod własnej bramki i tym samym rywale dość często zmuszali ich do gry w niskim bloku obronnym po błyskawicznych przechwytach.

reklama

Aarhus zgodnie z oczekiwaniami tworzyło największe zagrożenia na skrzydle, bazując na dośrodkowaniach, na które Poznaniacy musieli nieustannie reagować. Duńczycy nie zmuszali gości do bardzo wymagających interwencji, ale atakowali o wiele częściej niż dziesięciokrotni mistrzowie Polski. Bez możliwości rozegrania w środku pola lechici byli dość bezradni w kontekście kreowania gry, a swoje najgroźniejsze akcje wypracowywali sobie po dalekich, wypuszczających podaniach na skrzydła. Tam na piłki czekali Luis Palma i Patrik Walemark, którzy chcieli wykorzystać swoją dynamikę, by znaleźć się w sytuacji sam na sam. 

Sytuacja Lecha Poznań do 30. minuty pogarszała się z minuty na minutę. Niebiesko-Biali stracili swój największy atut w postaci utrzymania kontroli nad meczem i spokoju w kreowaniu gry. Pressing Aarhus siał spustoszenie w środku pola, ale Poznaniacy dosłownie znaleźli lukę w systemie Duńczyków. Podopieczni Jakoba Poulsena nie byli ustawieni kompaktowo i zostawiali między pierwszą, a drugą linią dużo przestrzeni, z czego lechici skrzętnie skorzystali po pół godzinie gry. Wtedy to nadmiar wolnego miejsca pod polem karnym bezwzględnie wykorzystał Mikael Ishak, ustawiając wynik meczu na 1:0 potężnym strzałem pod poprzeczkę. 

reklama
Rozwiń

W tamtej chwili przebieg gry całkowicie wyknął się ekipie Aarhus spod kontroli. Oliwy do ognia dolała czerwona kartka w 37. minucie dla Jespera Hansena. Bramkarz Aarhus nieczysto zatrzymał piłkę ręką poza polem karnym, a sędzia po interwencji VAR-u usunął 41-latka z boiska. Po tamtym momencie Lech złapał potężny wiatr w żagle i zamknął pokiereszowane Aarhus na ich połowie. Obraz meczu po stracie gola i jednego zawodnika się zmienił, a cztery minuty później prowadzenie na 2:0 podniósł Patrik Walemark po rewelacyjnym rozegraniu z Antonim Kozubalu na małej przestrzeni pod polem karnym.

Rozwiń

Podopieczni Nielsa Frederiksena schodzili na przerwę w doskonałych nastrojach, a Aarhus w zaledwie kwadrans znalazło się wręcz w katastrofalnej sytuacji. Strata pierwszej bramki zachwiała fundamentami zespołu, który miał przed sobą arcytrudne zadanie przedarcia się przez świetnie dysponowaną, zespołową, nisko ustawioną i kompaktową defefensywę. Kolejorz znalazł odpowiedni balans na boisku pomiędzy przechodzeniem między grą w wysokim pressingu, a grą w bloku tuż pod własną bramką.  

reklama
Rozwiń

Podpuścić i skasować. Lech wydostał się z otchłani chaosu

Zgodnie z przewidywaniami drużyna Aarhus wyszła na Kolejorza z nożem w zębach i głodna tego, żeby jak najszybciej wrócić do gry. Mecz z tego względu zrobił się bardziej fizyczny, a o przewadze jednej lub drugiej ekipy decydowały wygrane pojedynki. Gospodarze wychodzili bardzo wysoko do ataku w pressingu i dzięki temu ich agresja przyniosła oczekiwane rezultaty. Do siatki po błyskawicznym kontrataku w 55. minucie trafił kapitan Aarhus Kristian Arnstad. Po pierwszych 10 minutach drugiej połowy nie dało się jakkolwiek poznać, że Duńczycy grają przy stracie jednego zawodnika. Lech był niedokładny pod bramką Hedenstada i prosił się przez to o kłopoty. 

reklama
Rozwiń

Kolejorz miał problemy z wydostaniem się z własnej połowy i bazował w swojej grze w ataku przede wszystkim na talencie Luisa Palmy. Goście zdecydowanie nie wyglądali jakby szli po drugą bramkę, a zamiast tego ich plan trząsł się w posadach pod naporem zarówno piłkarzy Aarhus jak również samych trybun. Podopieczni Nielsa Frederiksena testowali nerwy swoich kibiców, grając chaotycznie i jakby bez planu, bazując na spontaniczności i indywidualnych umiejętnościach. 

Paradoksalnie to jednak właśnie ten indywidualny geniusz zapewnił Lechowi Poznań wyjście na 3:1 w meczu. Sprawy w swoje nogi wziął... Terry Yegbe. Ghańczyk w 62. minucie popisał się nieprawdopodobną petardą zza pola karnego w samo okienko bramki strzeżonej przez Hedenstada, który nie miał najmniejszych szans na obronę.

Rozwiń

Nadzieje Aarhus zostały zgaszone tak szybko jak się ożywiły, a później tak samo jak w pierwszej połowie nadszedł kolejny cios. W 67. minucie Eric Kahl próbował skontrolować piłkę lecącą za jego plecy, ale ta sztuka mu się nie udała. Do piłki dopadł Patrik Walemark i niemal natychmiast po rewelacyjnym przyjęciu piłki podwyższył prowadzenie na 4:1. Aarhus znów po dobrym momencie rozsypało się jak domek z kart, a zespół Nielsa Frederiksena przypominał swoją postawą wytrawnego boksera.

Rozwiń

Po tamtej sytuacji obraz meczu znów się zmienił, a jedni i drudzy postawili na szybkie ataki za sprawą dalekich podań i krótkich wymian piłek. Obserwatorzy meczu oglądali nieustanne akcje ofensywne z jednej i z drugiej strony, w których obie ekipy próbowały zaskakiwać siebie nawzajem pojedynkami biegowymi. Żadna z nich nie potrafiła się jednak przedrzeć przez zdeterminowanych, agresywnych obrońców Aarhus i Lecha Poznań.

Zmiany w zespole Kolejorza analogicznie jak w meczu z Górnikiem Zabrze de facto zamknęły rywalizację, a wszystko w przypadku Aarhus dodatkowo pogorszyła kontuzja Yakoba. Piłkarz zszedł z boiska na minutę przed końcem z powodu kontuzji, a jego drużyna musiała kończyć mecz... w dziewiątkę. Gorzej przed rewanżem dla Duńczyków być nie mogło, natomiast Lech zafundował sobie fenomenalne nastroje. 

Rozwiń

Aarhus GF - Lech Poznań 1:4 (0:2)

 

Gole: Arnstad 55. - Aarhus - Ishak 30., Walemark 41., 67. Yegbe 62., - Lech 

Aarhus: Hansen - Kahl, Tingager, Jensen-Abbew (Andersen 73.) - Emmerny, Arnstad, Knudsen, Links (Kristjansson 83.)- Anderson (Yakob 73.), Jorgensen (Hedenstad 38.) - Bech (Bogere 73.).

Lech: Lis - Pereira (Gumny 79.), Yegbe, Mońka, Gurgul - Murawski (Jagiełło 53.), Kozubal, Rodriguez - Palma (Hakans 67.), Ishak (Agnero 67.), Walemark (Bengtsson 67.)

Żółte kartki: Links 45+6. - Aarhus - Murawski 49., Agnero 69. - Lech

Czerwone kartki: Hansen 37. - Aarhus

Sędziował: Oliver Reitala (Finlandia)

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo