Lech Poznań UAM mierzył się w sobotę z zeszłosezonowym wicemistrzem kobiecej 1. ligi. Drużyna Ślęzy Wrocław weszła do Ekstraligi z zaledwie jedną porażką na koncie, notując aż 15 zwycięstw w 22 meczach. Jej wizytówką była bez wątpienia najszczelniejsza defensywa. Ślęza w minionych rozgrywkach straciła 17 goli, a na własnym terenie bramkarka musiała wyjmować piłkę z siatki ledwie siedem razy.
Liga lidze nierówna, ale Wrocławianki miały po swojej stronie argumenty, które mogły zaszkodzić Kolejorzowi. Szczególnie, że drużyna Alicji Zając zaczęła sezon mocno przetrzebiona w dużej mierze brakiem Julii Przybył. Do pełni sił nie wróciła też Marcelina Buś, po której kibice sporo sobie obiecują. W kadrze z powodu kontuzji nieobecna były również Zuzanna Sawicka oraz Klaudia Wojtkowiak - kapitanka powinna wrócić do gry we wrześniu.
Beniaminek nie przestraszył się Lecha Poznań UAM
Ślęza Wrocław weszła w mecz z otwartą przyłbicą. Gospodynie bardzo mocno utrudniały zadanie lechitkom przy wyprowadzeniu piłki dzięki agresywnej grze w wysokim pressingu. Podopieczne Alicji Zając w pierwszych minutach gry miały duży problem z opuszczeniem własnej połowy oraz dłuższym utrzymaniem się przy piłce. Planem Lecha Poznań UAM na ten mecz było zaskakiwanie przeciwniczek po długich podaniach między liniami poszczególnych formacji, ale piłkarki beniaminka zaskakująco łatwo odczytywały zamiary przyjezdnych.
Spotkanie przypominało przez większość czasu wymianę jak w tenisie stołowym. Jedna i druga strona raz za razem próbowała nabierać rozpędu po przechwytach w okolicach środka pola i kontratakach, ale wszystkie akcje kończyły się tak szybko jak się zaczynały. Kolejorz prezentował jednak na tyle niebezpieczny styl gry, że po stronie Wrocławianek wystarczył jeden błąd przy wyjściu do pressingu, by sprezentować przeciwniczkom autostradę do bramki.
Podopieczne Alicji Zając dość pewnie eliminowały przy okazji wszelkie zagrożenia na własnej połowie, a do pełni szczęścia brakowało im zwyczajnie skuteczności pod bramką Anna Kowalik. Schematy przeprowadzanych akcji w wykonaniu faworytek tego meczu były jak spod sztancy. Lechitki ewidentnie liczyły na to, że krople w postaci kolejnych zagrań wydrążą skałę, będącą wysoko ustawionym blokiem defensywnym Ślęzy Wrocław.
W pierwszej połowie nic takiego nie miało jednak miejsca. Zarówno jedna jak i druga drużyna wykonywała na tyle jakościową pracę w wysokim pressingu, że nie pozwalała przeciwniczkom na tworzenie regularnych, poważnych zagrożeń pod bramkami. Choć mecz nie był efektowny, to trudno było nie docenić ogromnego wysiłku, jaki obie ekipy wkładały w to, by zachować czyste konta. Szczególnie, że mecz był rozgrywany przy przy blisko... 40 stopniach Celsjusza.
Szczęście sprzyja lepszym. Lech Poznań UAM wykrzesał maksimum z minimalnych okazji
Ślęza Wrocław po wznowieniu gry wróciła do tego, co prezentowała w pierwszych minutach spotkania. Lech znów mocniej odczuł nacisk przeciwniczek, które wypychały gościnie za własną połowę. Beniaminek wykazywał się wyjątkowo dużą agresją i imponującym przygotowaniem fizycznym, nie dopuszczając za wszelką cenę do tego, by podopieczne Alicji Zając przeszły choćby przez pierwszą linię wysokiego pressingu. Pojawiły się w związku z tym częstsze faule i brudne zagrania.
Przyjezdnie jednak nieustannie, konsekwentnie realizowały swój plan na mecz, chcąc zdobyć gola po dalekich przerzutach za plecy obrończyń i zagraniach na dobieg do najszybszych zawodniczek. Niestety, podania były raz za razem przechwytywane lub gościnie zwyczajnie przegrywały pojedynki siłowe. Lech Poznań UAM miał coraz większe problemy z dłuższym utrzymywaniem się przy piłce. Z biegiem czasu to Ślęza wydawała się konkretniejsza w swoich poczynaniach w ataku, strasząc Kolejorza głównie po dośrodkowaniach.
Finalnie to jednak przyjezdne w końcu przebiły wysoko ustawiony mur Ślęzy Wrocław. W 68. minucie, dzięki inteligencji boiskowej jednej z zawodniczek, udało się wykorzystać nieuwagę gospodyń przy pilnowaniu bliższego słupka. Kryjąc strefowo na radar kompletnie straciły kontrolę nad pozycją Małgorzaty Jurek! Wahadłowa Kolejorza dobrze przeczytała grę i ustawiła się w idealnym miejscu za plecami rywalek przodem do bramki. Finalizacja była w jej przypadku formalnością, a Lech Poznań UAM wyszedł na prowadzenie po dobrym momencie Ślęzy.
W ostatnich dziesięciu minutach dotychczasowa, ogromna intensywność meczu i idące za tym zmęczenie dały o sobie znać. Przyjezdne zdawały się oszczędzać energię, koncentrując się przede wszystkim na obronie korzystnego rezultatu. Przyparta do muru Ślęza Wrocław raz za razem stwarzała bardzo duże zagrożenie po dośrodkowaniach w pole karne lub szukając wolnych przestrzeni do podań między liniami. Kolejorz próbował natomiast odpierać ataki i odpowiadać w swoim stylu dalekimi podaniami do przodu po kontratakach, ale gospodynie w większości przypadków skutecznie interweniowały.
Co ciekawe, lechitki i tak zdołały wbić Ślęzie jeszcze jednego gola. Trzeba jednak przyznać, że było to możliwe w dużej mierze dzięki... postawie jej bramkarki - Anny Kowalik. W 92. minucie jedna z piłkarek Lecha Poznań UAM oddała strzał ostrzegawczy na bramkę z połowy boiska, a zawodniczka z Wrocławia w kuriozalny sposób wypuściła z rąk pozornie łatwą do złapania piłkę. Na domiar złego, próbując naprawić swój błąd odbiła futbolówkę od słupka wprost pod nogi nadbiegającej Amelii Guzendy. Młoda reprezentantka Polski ustaliła tym samym końcowy wynik na 2:0 i zamknęła rywalizację.
Ślęza Wrocław - Lech Poznań UAM 0:2 (0:0)
Gole: Jurek 68., Guzenda 92. - Lech
Ślęza: Kowalik - Watral (Wosik 88.) , Andrzejewska, Szewczyk (Kaczorowska 88.), Nowicka (Stachera 75.), Węcławek, Krawczyk (Tętnowska 88.), Adamiec, Sroka, Kolenickova, Rozwadowska (Piosna 75.).
Lech: Sapor - Poniedziałek, Kuleczka, Ostopinka - Jurek (L. Figura 78.), Piechocka, Kwiatkowska, Klimczak (Rogus 67.), Kuśmierczyk (A. Figura 67.) - Borowa (Sworska 46.), Związek (Guzenda 91.).
Kartki: Nowicka 52., - Ślęza
Sędziowała: Anna Adamska (Skarżysko-Kamienna)
Komentarze (0)