Były piłkarz Lecha nie kryje radości z losowania. "Mówiłem od początku"
Na stadionie przy Bułgarskiej po raz pierwszy od 16 maja 2021 roku wkrótce będzie mógł zagrać Tymoteusz Puchacz. 15-krotny reprezentant Polski reprezentuje obecnie barwy azerskiego Sabah Baku i stoi przed realną szansą na to, by zameldować się wraz z nim w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Rywalem mistrza Azerbejdżanu jest aktualnie fińskie KuPS Kuopion - klub dobrze znany Lechowi Poznań, bowiem to z nim Kolejorz rywalizował w fazie pucharowej Ligi Konferencji.
Tymoteusz Puchacz nie krył dzisiaj swojej radości z powodu informacji, że znów po pięciu latach przerwy ma szansę zagościć przy Bułgarskiej jako zawodnik. Co ciekawe zawodnik mówił w rozmowie na kanale "Meczyki.pl", że nie czuje z tego powodu zaskoczenia. W ekipie dziesięciokrotnych mistrzów Polski 27-letni lewy obrońca rozegrał 82 mecze w trakcie, których odnotował siedem goli i 12 asyst. Wychowanek z pewnością zapisał się w pamięci kibiców swoją dynamiką, eksplozywnością i siłą fizyczną na boku boiska. Na transfer zapracował sobie ciężką pracą po obu stronach placu gry, a jego wizytówką stały się częste dośrodkowania.
- Mówiłem od początku, że trafimy na Lecha Poznań tylko, że zarówno on jak i my mamy przed sobą dwumecz. Musi się jeszcze wydarzyć dużo rzeczy, ale piłka lubi takie historie. Wygląda to jakby ktoś sterował z góry, żeby tak to się wszystko ułożyło - mówił Tymoteusz Puchacz w rozmowie na kanale "Meczyki.pl".
Piłkarz również w programie "Kanału Sportowego" nie ukrywał tego, że fajnie by było jakby udało się doprowadzić do rywalizacji z Lechem Poznań choć wie, że droga do tego wydarzenia nie jest usłana różami. Sam Kolejorz nie może liczyć na taryfę ulgową w meczu z Azerami, bowiem trener Sabbah Baku - Valdas Dambrauskas - mocno śledzi Ekstraklasę i zawsze chciał tam pracować. Pokonanie dziesięciokrotnych mistrzów Polski z pewnością nie przeszłoby w Polsce bez echa, co może tylko motywować szkoleniowca przed potencjalnym dwumeczem. Tymoteusz Puchacz w ciepłych słowach mówił o swoim opiekunie
- To jeden z najlepszych trenerów, z którymi pracowałem pod względem przygotowania zespołu, analizy przeciwnika i pomysłów na mecz. To, o czym nam mówi przed meczem, a to co się dzieje w meczu bardzo często przekłada się jeden do jeden, więc szacunek dla niego. Niech się trenerowi wiedzie; jak ktoś będzie chciał przyjść i go podebrać, to cóż... jak ktoś się wyróżnia to idzie wyżej - przekonywał były piłkarz Lecha Poznań w rozmowie dla "Kanału Sportowego".
Piłkarz odpowiadał w programie także na pytanie dotyczące tego, kto będzie faworytem potencjalnego starcia Lech vs Sabah. Puchacz w pierwszej kolejności wskazał na mistrzów Polski, ale jednocześnie dał do zrozumienia, że jego zespół potrafi sprawiać niespodzianki. W poprzednim sezonie zdetronizował wielkiego rywala czyli Karabach Agdam, mimo tego, że jak podkreśla, bukmacherzy zawsze dawali lepsze kursy na przeciwników. Tymczasem Puchacz i spółka odnieśli przeciwko nim trzy zwycięstwa oraz dwa remisy. Uniknięcie Karabachu wcale zatem nie musi oznaczać dla Kolejorza łatwiejszej przeprawy.
- Staramy się grać w piłkę w wysokim pressingu, ofensywnie i kreować sytuacje. Niezależnie od tego, z jakim rywalem gramy, staramy się narzucać nasz styl gry. Można powiedzieć, że trochę jesteśmy jak Lech Poznań (...) Na ten moment Lech jest najmocniejszy kadrowo, jest jeden trener od dłuższego czasu i tak samo zawodnicy. Projekt jest stabilny, idzie do przodu i zrobił na mnie wrażenie w meczu z Górnikiem pod względem, intensywności, pressingu i gry na małej przestrzeni. Za mojego życia jak oglądam Lecha, wygląda najlepiej dla oka - dzielił się spostrzeżeniami Puchacz.
Klub wychowanka Lecha podchodzi do rywalizacji z dobrej pozycji. Rywal nie sprawi problemów?
Zanim jednak dojdzie do symbolicznej konfrontacji przy Bułgarskiej między Tymoteuszem Puchaczem, a jego byłą drużyną, zawodnicy z Azerbejdżanu będą musieli przejść wspomniane fińskie KuPS Kuopion. Wychowanek Lecha Poznań nie był w stanie wiele powiedzieć o Finach, którzy sięgnęli po mistrzostwo w 2025 roku z przewagą sześciu oczek nad drugim Interem Turku. Research i analizę dodatkowo utrudnia fakt, że byli rywale Lecha Poznań stracili znaczną część składu. Puchacz nie ukrywa jednak tego, że walka z KuPS i tak stawia Sabah w zdecydowanie bardziej komfortowej sytuacji niż Kolejorza z Aarhus.
- Analizowaliśmy KuPS Kuopion, ale ciężko o nich cokolwiek powiedzieć. Oni też nie grają na ten moment z jakimiś mega rywalami, żeby ich rzetelnie ocenić. Z tego co trener nam mówił, to zmienił się tam bardzo zespół odkąd grali w poprzednim sezonie w Lidze Konferencji. Chcemy wygrać to starcie, ale to też jest pewien paradoks, bo teoretycznie mamy łatwiejszą drogę do trzeciej rundy niż Lech. On jest mistrzem Polski, Ekstraklasa jest bodajże 12. czy 13. ligą jak wskazują tabele, więc powinno być prościej w kwalifikacjach, a trafili na mistrza Danii. Z drugiej strony jest on dość sensacyjny i z tego, co słyszałem jest też trochę rozkupiony (...) Na ten moment mamy teoretycznie łatwiejszą drogę do trzeciej rundy niż Lech, ale jak to wszystko wyjdzie to wkrótce zobaczymy - dzielił się przemyśleniami Tymoteusz Puchacz w programie dla "Meczyków".
Tymoteusz Puchacz upatruje siły Sabah Baku w jedności i stabilnych fundamentach mistrzowskiego zespołu. W trakcie letniego okna transferowego zespół stracił zaledwie jednego gracza z podstawowej jedenastki i zdołał przedłużyć dotychczasowych wypożyczonych zawodników. Dodatkowo na miejsce utraconego gracza sprowadził jakościowego stopera z Afryki. To bardzo dobra wiadomość dla klubu, który mocno ceni sobie bazowanie na dotychczasowym zgraniu oraz wzajemnym zrozumieniu na boisku. Były lewy obrońca Lecha Poznań podkreślał, że to właśnie ten element funkcjonowania na pewnych fundamentach odgrywa ważny punkt w drodze do sukcesów w europejskich pucharach. To również może świadczyć o sile Kolejorza.
- Najważniejsze jest to, że utrzymaliśmy 99% składu i podpisaliśmy tych piłkarzy, którzy byli wcześniej wypożyczeni. Oprócz tego przyszło dwóch, trzech chłopaków, którzy fajnie wyglądają na treningach. Generalnie, nie zmieniliśmy się zbytnio względem poprzedniego sezonu. Gramy dosłownie tą samą jednastką, którą kończyliśmy, co jest bardzo ważne szczególnie w rozgrywkach europejskich. Trener nam mówił, że to KuPS straciło większość zawodników tak samo jak Aarhus, podczas gdy Lech zachował większość piłkarzy. Uważam, że przystępując do rozgrywek europejskich eliminacji, jest to mega ważne by mieć zespół, który coś osiągnął w poprzednim sezonie. On realnie podchodzi do rywalizacji jako ten sam zespół, a nie, że sześciu graczy odchodzi, przychodzi sześciu i jest zupełnie nowa drużyna. Wtedy te pierwsze mecze mogą wyglądać różnie - przekonywał Tymoteusz Puchacz.
Mówiąc o atutach Sabbahu nie sposób nie odnieść się do znakomitej sytuacji samego Puchacza, który w nowym klubie rozkwita formą. Po odejściu powrocie do Holstein Kiel obrońca znalazł się na zakręcie kariery, ale okazało się, że doskonale odnalazł się w nietypowym miejscu do gry. Po przyjściu do klubu latem, w trakcie całego sezonu odnotował 12 asyst w 28 meczach! Wygrał także Puchar Azerbejdżanu i rozegrał w nim prawie wszystkie spotkania, dokładając dwie asysty. Wliczając wszystkie rozgrywki na boiskach spędził ponad 2800 minut, co daje... średnio 86 minut na mecz.
Piłkarz stał się wiodącą postacią w zespole i potwierdza to także teraz. W pierwszej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów w dwumeczu z The New Saints z Walii odnotował dwie asysty, grając po 90 minut. Polak podchodzi jednak do swojej aktualnej dyspozycji z dużą dawką pokory. Zespół ma za sobą dopiero trzy sparingi, dwa tygodnie obozu przygotowawczego i dwa mecze w europejskich pucharach. To jednak wciąż za mało, by wskazać na jakim faktycznie etapie znajduje się Sabah Baku, o czym mówił Tymoteusz Puchacz. Piłkarz czuje się dobrze, ale jednocześnie podkreśla, że na ten moment nie ma co popadać w przesadny optymizm względem jego liczb.
- To jest fajne, gdy się patrzy na statystyki. Lubię to i zawsze szanuję liczby, ale to dobrze wygląda tylko w tabelkach czy w artykułach. Graliśmy przed momentem z prawie amatorskim zespołem z Walii - tu nie ma czym się podniecać za bardzo. Piłka nożna to jest bardzo duży "farmazon", szczególnie teraz. W dzisiejszych czasach dasz dwie-trzy asysty, strzelisz trzy bramki i idziesz do potężnych zespołów. Nie ma co się podniecać na razie - formę trzeba oceniać na podstawie całego sezonu. Jak zrobimy na koniec jakieś fajne wyniki to można do tego rzetelnie podejść, a narazie to raczej na spokojnie - mówił wprost były wahadłowy Lecha Poznań.
Komentarze (0)