Złe miłego początki. Po kryzysie drużyny Lecha, on pierwszy zaskoczył najbardziej na plus
Wejście Allahyara Sayyadmanesha do zespołu nie było usłane różami. Irańczyk najpierw opuścił cały okres przygotowawczy z powodów wizowych, potem powoli wprowadzał się do rozgrywek, a wszystko to zwieńczył koszmarną pomyłką w rywalizacji z Aarhus GF. Wtedy to w bardzo nonszalancki sposób podszedł do rzutu karnego, który zmarnował w okropnym stylu przez co finalnie dołożył cegiełkę do tego, że sen Kolejorza o Lidze Mistrzów prysnął jak mydlana bańka.
Wtedy to dał też do ręki pałkę wszystkim krytykom, którzy jeszcze przed faktycznym zaprezentowaniem się nowego nabytku Lecha w akcji wyrażali sceptyczne opinie, co do jego jakości. Wśród nich był także sam Tomasz Kupisz, który wyrokował, że zawodnik nie nawiąże swoją formą do swoich partnerów z drużyny i nie będzie pełnić aż tak istotnej roli, która postawi go w panteonie najlepszych piłkarzy naszej rodzimej ligi.
- Nie zachwycił mnie ten zawodnik. W Westerlo grał na pozycji lewego skrzydłowego i miał schodzić do środka, robić przewagę dryblingiem, ale te dryblingi często mu nie wychodziły. Walemarka oglądałem i to była jakość niesamowita, Ali podobnie. Uważam, że Leo Bengtsson jest bardziej jakościowy od niego. Moim zdaniem Lech ma lepszych skrzydłowych, a on przychodzi jako uzupełnienie. To nie będzie piłkarz, który będzie gwiazdą Ekstraklasy - stwierdził kilka miesięcy temu na kanale Meczyki.pl były piłkarz Jagiellonii.
Ekspert zostawił sobie jednak furtkę po tej kontrowersyjnej wypowiedzi, życząc wszystkim, by jego słowa źle się zestarzały i wyrażając nadzieje na to, że Sayyadmanesh finalnie tą gwiazdą ligi zostanie. Po blamażu z Duńczykami wiele wskazuje na to, że tak się stanie. Trwogę i łzy fanów po starcie Gholizadeha z powodu kontuzji, zastąpiły oklaski, zachwyty oraz głośne skandowanie na trybunach nazwiska Irańczyka w meczach domowych.
Allahyar Sayyadmanesh aktualnie podąża drogą, którą rok temu na tym samym etapie sezonu wytyczał Luis Palma, a publiczność zakochiwała się w przebojowym Honduraninie. Były gracz KVC Westerlo to oczywiście inny typ piłkarza, ale swoją postawą dostarcza argumentów, by kibice Lecha Poznań pokochali go tak jak jego rodaka na prawym skrzydle. W zasadzie patrząc na suche liczby, od momentu dołączenia Sayyadmanesha do Lecha Poznań wyglądają one lepiej niż te z początku przygody Palmy z Kolejorzem.
- Luis Palma po pierwszych ośmiu meczach w Lechu (2025/26): 1 gol w pierwszych trzech meczach Ekstraklasy, zero goli w kwalifikacjach do pucharów europejskich, łącznie 507 minut.
- Allahyar Sayyadmanesh po pierwszych ośmiu meczach w Lechu 2026/27): 2 gole w pierwszych trzech meczach Ekstraklasy, 2 gole i 2 asysty w kwalifikacjach do pucharów europejskich, łącznie 356 minut.
Piłkarz Lecha Poznań ma wszystko, by stać się liderem. "Po pierwsze staram się trzymać planu"
Sayyadmanesh zapowiadany był jako piłkarz, który nie stroni od harówki i gry na wysokiej intensywności po obu stronach boiska. Piłkarz pokazał to już w rywalizacji z Wieczystą, kiedy to przy ogromnym upale oraz gigantycznym mentalnym "kacu" po AGF stanowił najjaśniejszy punkt w swojej drużynie. Swoim zaangażowaniem czy poświęceniem w grze zdawał się mówić: "Panowie, nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam dać się przygnieść". Przecudny gol z dystansu, dwa strzały celne, 14/17 celnych podań i cztery z ośmiu wygranych pojedynków w obronie pokazywały jasno, że gracz ten powoli budzi w sobie piłkarską bestię.
Z czasem pozycja wszechstronnego Irańczyka zaczęła tylko rosnąć, a oprócz tego, że zawodnik zapewnił sobie stałe miejsce w wyjściowych jedenastkach, to zaczął dorzucać kolejne liczby. W meczu z Piastem zapewnił sobie kolejnego gola, a w rewanżu z Klaksvik i pierwszym starciu z Thun odnotował dwa dublety z rzędu. Po ostatnich wydarzeniach wydaje się, że niemożliwym jest wyobrażenie sobie pierwszych składów bez obecności Sayyadmanesha. Jego intensywność, jakość atutów czy przebojowość w pojedynkach sprawiają, że dla jego ciężkiej prac7 chce się przychodzić na stadion.
Po meczu z FC Thun najbardziej jednak będzie się mówić o jego wszechstronności. Przyjmując na swoje barki odpowiedzialność roli napastnika sprawił się w niej po prostu fenomenalnie. Jego nieprzeciętny wzrost zapewniał mu wygrane pojedynki główkowe przy dograniach od Mateusza Lisa, co pokazał przy pierwszej akcji bramkowej, a poza tym kapitalnie radził sobie w grze na ścianę dzięki swoim umiejętnościom technicznym. Nie mówiąc już o pojedynkach biegowych miedzy liniami, gdzie wykorzystywał swoją kapitalną dynamikę.
- Nie sądzę, żebym w przyszłości używał go częściej na pozycji napastnika, gdy wrócą Ishak i Agnero. Mamy dwóch znakomitych napastników. Nie powiem, że rozwiązanie z "Allą" było rozwiązaniem awaryjnym, bo już wcześniej grał jako napastnik, ale też lewy czy prawy skrzydłowy oraz "dziesiątka". Bardzo miło jest posiadać takiego gracza, kiedy dwóch moich napastników są poza grą. Potrzebujemy jednak Allahyara na boku boiska jako skrzydłowego, co pokazał dzisiejszy mecz, kiedy musieliśmy grać Gumnym na skrzydle. Spisał się tam dobrze, tak samo zresztą jako środkowy czy prawy obrońca. Czasem jednak jako trener musisz wykrzesać maksimum ze swoich graczy i zestawić ich w związku z tym w takiej a nie innej konfiguracji do spółki. Miło jest mieć takich elastycznych piłkarzy, ale niezmiennie Ishak, Agnero i młody Szymczak to moje "dziewiątki" - mówił Niels Frederiksen.
Sam piłkarz również zdaje się czuć znakomicie w Lechu Poznań - nie dość, że towarzyszy mu nadwyżka formy, ma świetny kontakt z zawodnikami to w dodatku uwielbiają go sami fani, co wyraźnie wybrzmiewa w social-mediach. Popularności i sympatii dostarcza mu przede wszystkim jego charakter, bowiem piłkarza cechuje przede wszystkim pokora, pozytywna energia, ale też konsekwencja i determinacja w działaniu. Nielsowi Frederiksenowi z pewnością wyjątkowo służy obecność takiego gracza, który bardzo mocno ufa w założenia swojego szkoleniowca
- Za każdym razem, kiedy znajduje się na boisku staram się dawać z siebie 100%. Nie myślę tylko o tym, żeby zdobyć gola czy odnotować asystę, ale po pierwsze staram się trzymać planu i podążać za tym, co muszę zrobić na boisku. Wierzę w to, że gdy będę wykonywać swoją pracę, gole i asysty przyjdą same - podkreślał w rozmowie dla TVP Sport Allahyar Sayyadmanesh.
Sezon będzie należał do niego? To świadczy na korzyść zawodnika
W teorii nic nie wskazuje na to, by cokolwiek mogło zatrzymać Allahyara Sayyadmanesha. Piłkarz do cherlaków nie należy, a biorąc pod uwagę jak prezentuje się w pojedynkach w obronie, jak ciężko pracuje w pressingu i bez problemów znosi starcia fizyczne, można być względnie spokojnym o jego zdrowie.
Nie wydaje się również, by ktokolwiek miałby go posadzić na ławce, co może sprawiać, że będzie tylko nabierał rytmu meczowego i automatyzmów w systemie Frederiksena. Co najważniejsza póki co pokazuje też, że niezależnie od roli, w której się go obsadzi, gracz ten wywiązuje się ze swoich obowiązków po prostu perfekcyjnie.
Wspomniana wcześniej odpowiednia mentalność, brak problemów dyscyplinarnych, widoczny gołym okiem profesjonalizm i empatia jaką obdarzają go koledzy z drużyny na boisku jak i poza nim słusznie sprawiają wrażenie, że gracz ten będzie tylko i wyłącznie rósł.
Komentarze (0)