Zaskakująca nieobecność lidera Kolejorza. Trener tłumaczy jego brak w kadrze
W środowym starciu z Górnikiem Zabrze Lech Poznań mocno odczuł nieobecność Antonio Milicia. Chorwacki stoper jeszcze w niedzielę zagrał w pełnym wymiarze czasowym przeciwko Rakowowi Częstochowa, gdzie stanowił ważny element formacji defensywnej Kolejorza. Podczas tamtej rywalizacji zawodnik otrzymał żółtą kartkę i w związku z tym został zawieszony na sobotni mecz z Widzewem Łódź.
Wydawać się mogło, że w związku z tym trener Niels Frederiksen skorzysta z Antonio Milicia w Pucharze Polski skoro stoper i tak odpocznie w weekend, lecz stało się inaczej. Jak się okazało obrońca nie pojawił się nawet na ławce rezerwowych, a trener podał powody takiej sytuacji.
- Antonio Milić nie mógł dziś wystąpić, ponieważ otrzymał cios pod żebra w meczu z Rakowem Częstochowa i miał problem ze złapaniem oddechu - wyjaśnił szkoleniowiec Kolejorza.
Trzeba przyznać, że brak doświadczonego defensora dał się mistrzom Polski mocno we znaki. Jedyna akcja bramkowa Górnika Zabrze na wagę zwycięstwa została przeprowadzona akurat tą stroną boiska, gdzie w miejscu Milicia grał Mateusz Skrzypczak. To właśnie on jak i Joao Moutinho byli w dużej mierze obarczani winą za wpuszczenie w pole karne Ikia Dimiego, który następnie obsłużył podaniem strzelca bramki - Lukasa Sadilka.
Dyspozycja byłego stopera Jagiellonii może budzić obawy fanów Kolejorza przed nadchodzącą rywalizacją z przedostatnim w tabeli Widzewem Łódź. Najlepszy obrońca poprzedniego sezonu PKO BP Ekstraklasy wciąż nie może się odnaleźć po powrocie na Bułgarską. W 2026 roku cztery z sześciu meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce spędził na ławce rezerwowych. Ostatnio miał jednak okazję wystąpić w pełnym wymiarze czasowym w rewanżu z KuPS Kuopion, a także niespełna 30 minut w Finlandii.
Nie wiadomo jak długo potrwa przerwa od gry Antonio Milicia w związku z urazem odniesionym w starciu z Rakowem Częstochowa, a Niels Frederisen będzie musiał podjąć ważną decyzję, czy w najbliższym meczu z Widzewem Łódź dać kolejną szansę Mateuszowi Skrzypczakowi czy może wreszcie postawić na dłużej na Alexa Douglasa. Szwedzki stoper od połowy listopada walczył z kontuzją i do gry powrócił dopiero w rewanżu z KuPS, gdzie wszedł na ostatnie 20 minut. Być może teraz stoi przed bardzo dobrą szansą na odbudowanie swojej pozycji w zespole i ponowne przekonanie Nielsa Frederiksena, co do własnych umiejętności.
Sytuacja gracza Lecha Poznań napędziła strachu kibicom Kolejorza. Co z jego zdrowiem?
Nieco więcej stresu kibicom Lecha Poznań przysporzyła ponowna nieobecność Daniela Hakansa. Fin tak samo jak Douglas dopiero niedawno zakończył etap rehabilitacji, ale po znacznie cięższej kontuzji. Kibice Kolejorza mogli oglądać go w akcji niedawno podczas meczu rezerw, a także w rewanżu z KuPS Kuopion przy Bułgarskiej, gdzie rozegrał 30 minut. Progres zawodnika w kontekście powrotu do formy podkreślała kolejna szansa na grę w wymagającej rywalizacji z Rakowem Częstochowa.
Teraz jednak piłkarz niespodziewanie znów znalazł się poza kadrą na mecz z Górnikiem Zabrze, co z pewnością nie zwiastowało niczego dobrego szczególnie po tak poważnej kontuzji. W dodatku sam Niels Frederiksen podkreślał przy okazji powrotu Fina do gry, że w jego przypadku należy zachować szczególną ostrożność ze względu na eksplozywność skrzydłowego. Duńczyk uspokoił jednak wczoraj kibiców Kolejorza w kontekście zdrowia Hakansa.
- Jeżeli chodzi o Daniela, stwierdziliśmy, że w tych ostatnich tygodniach po dłuższej kontuzji jest nieco przeciążony. Właśnie ze względu na jego poprzednie problemy zdrowotne musimy mieć nad nim szczególną pieczę. Nie jest on kontuzjowany, ale nie mógł zostać włączony do kadry meczowej - informował Niels Frederiksen.
W przypadku obsady skrzydeł w meczu z Widzewem Łódź Niels Frederiksen nie powinien mieć powodów do narzekań. Obawy po ćwierćfinale z Górnikiem Zabrze budzi natomiast skuteczność graczy Kolejorza pod polem karnym przeciwnika. Wczorajsi rywale mistrzów Polski uwypuklili wszelkie niedoskonałości w ich ofensywnym mechanizmie. Pragmatyzm i gra głęboką defensywą zdała egzamin, a więc niewykluczone, że pogrążony w kryzysie Widzew, chcąc ratować jakiekolwiek punkty postawi na podobne rozwiązanie. Niels Frederiksen musi zatem liczyć na to, że skuteczność jego atakujących w starciu z Łodzianami.
- Miałem wrażenie, że mogłem dokonać większej liczby zmian, bo trochę brakowało energii na boisku. Trzeba przyznać, że zawodnicy, którzy byli w dobrej dyspozycji w ostatnich tygodniach, faktycznie nie mieli tyle energii. Widać było po Górniku, że dokonali też więcej zmian od nas i to też jest jeden z czynników, ktory mógł wpłynąć na porażkę - ocenił Duńczyk, a więcej jego wypowiedzi znajduje się TUTAJ.
Komentarze (0)