Górnik lepszy o jedną bramkę. "Wygrali, więc zasłużyli"
To był zdecydowanie jeden z najsłabszych meczów "Kolejorza" w tym roku. Mistrzowie Polski nie poradzili sobie z Górnikiem Zabrze w ćwierćfinale STS Pucharu Polski i po raz kolejny nie dali sobie szansy, by przywieźć trofeum do Poznania. Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena oddali zaledwie jeden celny strzał na bramkę, gdy potrzebowali gonić wynik. W taki sposób nie dało się walczyć o awans i doskonale wie o tym Antoni Kozubal, który docenił przeciwników po meczu i wskazał na błędy swojego zespołu.
- Mogliśmy pewnie zobaczyć jedynie przewagę w posiadaniu piłki. Nie tworzyliśmy sobie szans. Może pod koniec, jak mieli czerwoną kartkę. Cofnęli się, dobrze bronili, grali dobrze na czas. Taki był ich plan na to spotkanie i wygrali - mówił w rozmowie z dziennikarzami wychowanek Lecha.
Środkowy pomocnik "Kolejorza" przyznał, że Górnik zasłużył na zwycięstwo, czego nie można powiedzieć o Lechu. "Kolejorz" w ostatnim kwadransie nie wykorzystał rzutu karnego oraz gry w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce dla Maksyma Chłania.
- Wygrali, więc zasłużyli. Zdobyli jedną bramkę więcej. Gdybyśmy mieli sytuacje, a byśmy ich nie wykorzystali, to wtedy mógłbym powiedzieć, że to my zasługiwaliśmy. No ale nie mieliśmy tych okazji, nie byliśmy na swoim wysokim poziomie - dodał Kozubal.
Górnik Zabrze od początku spotkania nastawił się na głęboką defensywę oraz szukanie swoich sytuacji w kontratakach. Wychowanek niebiesko-białych został zapytany o to, czy trener Frederiksen zmienił coś w przerwie, by przechytrzyć ustawienie gości. Pod koniec meczu zawodnicy Michala Gasparika praktycznie nie wybiegali poza własne pole karne.
- Trener znalazł rozwiązanie przełamania ich defensywy, ale my nie potrafiliśmy tego przełożyć na boisku. Nie byliśmy indywidualnie na najwyższych obrotach. Dośrodkowywaliśmy głównie piłkę na wysokich zawodników, wpuściliśmy tam w końcówce "Skrzypę" ze środka obrony. Był pomysł na to, ale nie wpadło - zdradził 21-letni zawodnik.
Młodzi nie czują zmęczenia napiętym terminarzem
Ostatnie nieco ponad dwa tygodnie to prawdziwe wyzwanie dla piłkarzy Lecha Poznań. Klub rozegrał w tym czasie sześć spotkań na trzech różnych frontach, a maraton nie zwalnia, bo przed "Kolejorzem" jeszcze pięć meczów przed marcową przerwą reprezentacyjną. Antoni Kozubal przyznał, że nie czuje się wyczerpany taką ilością grania.
- Ani trochę nie było zmęczenia. To daje nam więcej siły. Tak jest lepiej dla organizmu, by grać tak często. Mniej treningów, mniej zmęczenia psychicznego. Cały czas możemy robić to, co kochamy tak naprawdę - mówił Kozubal.
Podobnego zdania jest 19-letni Wojciech Mońka, który w ostatnich tygodniach wyrósł na prawdziwego lidera defensywy.
- Nie czuję tego w nogach. Młody jestem, więc organizm też szybciej się regeneruje. Wiadomo, że jest to ogromny wysiłek, ale dbamy o regenerację, jesteśmy cały czas w klubie i już jesteśmy gotowi na takie granie, co 3 dni - przyznał środkowy obrońca w rozmowie z TVP Sport.
Wychowanek liczy na poprawę w przyszłym sezonie
W Poznaniu na zwycięstwo w krajowym pucharze kibice czekają już od 17 lat. Ostatni raz Lech sięgnął po trofeum w 2009 roku, wygrywając w Chorzowie z Ruchem (1:0). W składzie "Kolejorza" znajdował się jeszcze Robert Lewandowski. W obecnej kadrze niebiesko-białych są zawodnicy, którzy nie pamiętają takiego zwycięstwa nawet w roli młodych kibiców. Jednym z nich jest właśnie Wojciech Mońka, urodzony w 2007 roku.
- Nie pamiętam niestety za swojego życia, jak Lech podnosił Puchar Polski. Rozmawialiśmy na odprawie przed meczem, że ten puchar powinien w końcu wylądować w Poznaniu. Niestety w tym roku się to nie stanie, ale mam nadzieję, że w kolejnym już tak i przywieziemy trofeum tu, gdzie jego miejsce - powiedział 19-latek
Komentarze (0)