Górnik Zabrze odegrał się za dwie ligowe porażki poniesione z "Kolejorzem" w tym sezonie i odebrał marzenia kibiców przy Bułgarskiej o zdobyciu upragnionego trofeum. Poznaniacy na triumf w tych rozgrywkach czekają od 17 lat i kolejny rok z rzędu muszą poszukać innych planów na majówkę.
Apatyczna gra mistrzów Polski w pierwszej połowie
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena mieli za sobą fantastyczną serię sześciu wygranych z rzędu. Wydawało się, że są na fali wznoszącej i poradzą sobie z Górnikiem, który nie najlepiej prezentował się w ostatnich tygodniach. Mistrzowie Polski w niczym nie przypominali jednak siebie sprzed kilku dni, gdy potrafili dominować swoich przeciwników na boisku. Już w pierwszej połowie Lech wyglądał na zupełnie zmęczony zespół, w drugiej walił jedynie głową w mur, a w zasadzie nawet nie próbował go przebić, bo jedyny celny strzał po przerwie to niewykorzystany rzut karny Joela Pereiry.
- Jesteśmy bardzo rozczarowani tym spotkaniem, bo naszą ambicją było wygranie pucharu. Nie tego oczekiwaliśmy. Trzeba przyznać, że pierwsza połowa nie była w naszym wykonaniu za dobra. Byliśmy zbyt niedbali z piłką, zbyt często traciliśmy ją na całej szerokości boiska. W drugiej wznieśliśmy się na wyższy poziom, mogliśmy wykorzystać więcej szans pod bramką przeciwnika, mieliśmy rzut karny. Czasem małe rzeczy decydują w piłce o ostatecznym rezultacie i tak też było w tym meczu - mówił po tym spotkaniu szkoleniowiec Lecha Poznań.
Lechici mieli spory problem przy wyprowadzaniu piłki. W ostatnich spotkaniach potrafili dużo szybciej zaskoczyć przeciwnika prostopadłym zagraniem w strefę obrony rywala.
- Nie stworzyliśmy sobie praktycznie nic w fazie przejścia z obrony do ataku. Ta mniejsza ilość energii sprawiała, że te akcje nie były tak dynamiczne, podczas gdy w ostatnich meczach wyglądaliśmy dobrze w tym elemencie. Trudno przychodziło nam też odzyskiwanie piłki zaraz po stracie - dodał Frederiksen.
Trener wierzył do końca w odwrócenie wyniku
Przewaga Lecha Poznań w drugiej połowie była zdecydowanie widoczna. Z każdą minutą brakowało jednak intensywności, nie pomogły także zmiany, których dokonał Niels Frederiksen. Jak sam przyznał, mógł rozważyć więcej rotacji, by jego drużyna od początku zagrała na pełnej świeżości.
- Miałem wrażenie, że mogłem dokonać większej liczby zmian, bo trochę brakowało energii na boisku. Trzeba przyznać, że zawodnicy, którzy byli w dobrej dyspozycji w ostatnich tygodniach, faktycznie nie mieli tyle energii. Widać było po Górniku, że dokonali też więcej zmian od nas i to też jest jeden z czynników, ktory mógł wpłynąć na porażkę - ocenił Duńczyk.
Szkoleniowiec niebiesko-białych w żadnej chwili nie wątpił w zwycięstwo swoich podopiecznych, nawet przy niewykorzystanym rzucie karnym.
- Patrząc na przebieg wydarzeń, bardzo mocno wierzyłem w to, że strzelimy gola. Rywale cofnęli się w pewnym momencie we własne pole karne, zwlekali ze wznowieniem gry, skupiali się na zabieraniu tego czasu. Spodziewałem się z każdą minutą, że to się uda - kontynuował Frederiksen.
Trzech zawodników dostało swoją szansę. Czy ją wykorzystali?
Niels Frederiksen nie zdecydował się na całkowite przetasowanie wyjściowego składu, ale dokonał istotnych zmian w linii defensywnej. Do pierwszej jedenastki wrócili Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak oraz Joao Moutinho. Dla ostatniego z nich to był pierwszy występ od początku meczu od października ubiegłego roku, gdy wybiegł na murawę z Gryfem Słupsk (2:1).
Jedyny gol dla Górnika w środowym meczu padł właśnie po akcji lewą stroną boiska, gdzie Mateusz Skrzypczak za bardzo dał się wyciągnąć rywalowi ze swojej strefy, a Joao Moutinho nie zdążył z asekuracją, zostawiając mnóstwo miejsca Lukasowi Sadilkowi. Trener "Kolejorza" na konferencji prasowej ocenił postawę swoich zawodników.
- Uważam, że zaprezentowali się całkiem okej, biorąc pod uwagę całą linię obrony. Ostatnio straciliśmy aż trzy gole, dzisiaj tylko jednego. Tutaj widać pewien progres w porównaniu do ostatniego meczu. Minęło trochę czasu odkąd Joao zagrał od pierwszej minuty i można go dziś oceniać dobrze. To samo uważam w kontekście Mateusza. Musimy używać więcej niż jedenastu zawodników, więc te zmiany nie są niczym nadzwyczajnym. Nie uważam, że te zmiany były powodem porażki - zaznaczył Niels Frederiksen.
Komentarze (0)