Przedstawiciele FC Thun skupiają się na pozytywach. "Jesteśmy przygotowani na każdą sytuację"
W teorii wszystko wskazuje na to, że jutro przy Bułgarskiej kibice zobaczą bliźniaczy pojedynek pomiędzy dwiema ekipami, które wyznają tę samą filozofię gry. Opiera się ona na agresywnym pressingu, dynamiczności i ofensywnym podejściu do gry. Mimo wszystko, to jednak FC Thun ma na papierze większe problemy niż jego czwartkowi przeciwnicy. Wszystko to za sprawą aż czterech porażek na początku sezonu, które obnażyły słabości defensywy. Trener mistrza Szwajcarii - Gian-Luca Privitelli - wierzy jednak w sukces swoich podopiecznych przy Bułgarskiej, podkreślając też jakość Kolejorza.
- Oczywiście bardzo dobrze przeanalizowaliśmy Lecha Poznań - oglądaliśmy wiele spotkań w tym także z Aarhus o Ligę Mistrzów. Wiemy, że nasi rywale mają bardzo silną młodzieżówkę, z której to do składu weszło trzech nowych zawodników. Wiemy, że brakuje napastnika, ale kadra i tak jest silna. Macie tutaj na pewno odpowiednie zastępstwo. Poziom Lecha Poznań określiłbym jako ten prezentowany przez Dinamo Zagrzeb - stwierdził opiekun drużyny.
Aby jednak myśleć o korzystnym rezultacie w pierwszym meczu, FC Thun musi przede wszystkim załatać dziury w defensywie. Przeciwko Young Boys rywal Lecha stracił sześć goli, przeciwko Basel cztery, a przeciwko Vikingurowi oraz Dinamo Zagrzeb po trzy. Bramkarz FC Thun - Niklas Steffen - był dziś pytany o to, co stoi za tym, że zespół ma aż takie problemy w defensywie?
- To prawda, że trzeba mieć bardzo silną defensywę. W ostatnich meczach graliśmy przeciwko dwóm czołowym zespołom w lidze, a u nas w zespole mamy nowy narybek w kontekście graczy. To wymaga czasu, by zgrali się oni z zespołem, ale życie już pokazało, że w kwalifikacjach do Ligi Europy dawaliśmy radę sprostać wymaganiom - edpominsł zawodnik na konferencji prasowej.
Poważnie przeciekająca defensywa stawia przed gośćmi poważne pytanie, czy warto ryzykować tak wysoką, agresywną grę przeciwko Lechowi Poznań narażając się na ataki po fazach przejściowych? Nie jest tajemnicą, że Lech uwielbia grać przeciwko mocno otwierającym się drużynom, co wszyscy widzieli w rywalizacji z Piastem Gliwice. Styl FC Thun sprawia, że wynik przy Bułgarskiej może być iście hokejowy i przez co przyjezdni ryzykują poważnymi problemami w spotkaniu rewanżowym.
Trener jednak nie odpowiedział wprost na pytanie dotyczące potencjalnej zmiany stylu gry swojej drużyny. Zdradził tylko, że o tym jak faktycznie zaprezentuje się jego zespół, wszyscy przekonają się jutro.
- Jesteśmy przygotowani na 180 minut gry na boisku. Wiemy, że są dwa mecze i wiemy, jak rozegrać te dwa spotkania w sposób zgodny z naszą tożsamością. Oczywiście nie zdradzamy jak chcemy te mecze przeprowadzić. Naturalnie cieszylibyśmy się, gdybyśmy mogli tutaj w pierwszym meczu uzyskać przewagę, ale przyjmujemy cały ten wynik jako istotny. Równocześnie jesteśmy w takim miejscu, w którym wiele zespołów przekonało się, że grając tutaj, mając trzy bramki przewagi nie raz może to nie wystarczyć - wspominał dziś wieczorem Gian-Luca Privitelli.
Lech Poznań może też zagwarantować sobie zwycięstwo wykorzystując element zaskoczenia. Nie wiadomo, bowiem kto ostatecznie zagra w ataku i będzie odpowiedzialny za finalizację akcji jako "dziewiątka". Mikael Ishak jest poza składem, a dodatkowo pod znakiem zapytania stoi sam występ Agnero. Opcją do gry jako "dziewiątka" jest Daniel Hakans, Allahyar Sayyadmanesh, a także Wojciech Szymczak. Szkoleniowiec FC Thun był pytany czy brak czołowego strzelca u rywala to dla jego drużyny dobra wiadomość czy może wręcz przeciwnie?
- Dla nas nie odgrywa to większego znaczenia, ponieważ nie gramy z wami w lidze. Analiza wideo jest czymś innym niż mecz, który rozgrywamy z kimś trzy lub cztery razy. Jesteśmy przygotowani na każdą sytuację, która będzie i nie myślimy o tym w ten sposób - odpowiedział Gian-Luca Privitelli.
Lech musi uważać na ten aspekt gry. "Jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę każdemu"
Szwajcarów jednak nie należy lekceważyć, bowiem również mogą sprawić Lechowi Poznań niemiłą niespodziankę i zaskoczyć ich czymś ekstra. Takie wrażenie sprawiała przynajmniej rezygnacja z opcji tradycyjnego, przedmeczowego treningu na płycie głównej stadionu przy Bułgarskiej. Szkoleniowiec FC Thun ujawnił dziś powody takiej, a nie innej decyzji.
- Podchodzimy do tej sprawy podobnie jak w Zagrzebiu - dla nas najważniejsza jest regeneracja zawodnika. Dla nas optymalnym rozwiązaniem jest takie przygotowanie do meczu, by piłkarze mogli się lepiej wyspać. Dlatego też trening końcowy przed meczem przeprowadzamy wtedy, kiedy uważamy, że jest konieczny. Oczywiście dobrze, by było zagrać tutaj krótko na tym boisku natomiast jeśli regeneracja nie jest dostateczna, pozwalamy zawodnikom lepiej się zregenerować - wyjaśnił opiekun FC Thun.
Doświadczenia FC Thun z gry w europejskich pucharach zdecydowanie nie należą do najlepszych, a kibice tej drużyny muszą mieć nadzieję na to, że sztab oraz piłkarze wyciągną najważniejsze wnioski przed spotkaniem z Lechem Poznań. Bramkarz FC Thun nie chciał zdradzić, co konkretnie stanowi bolączkę jego drużyny, ale o wiele więcej powiedział na temat tego, skąd zespół czerpie swoją siłę.
- Jeżeli chodzi o nasz zespół, to na pewno wyróżnia nas silna tożsamość. Mamy swoją zasadę: "jeden za wszystkich wszyscy za jednego". Natomiast mówiąc o naszym stylu gry jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę każdemu - nawet wielkim, znanym zespołom. Każdy może mieć z nami ból głowy. Co do naszych słabych stron to je znamy, ale ich nie zdradzimy natomiast można powiedzieć, że najważniejsza dla nas jest chemia w zespole - wymieniał atuty swojej drużyny bramkarz Niklas Steffen.
Również sam trener do końca konferencji unikał jednoznacznych odpowiedzi w kontekście wad mogących potencjalnie ułatwić zadanie Lechowi Poznań. Zdradził jednak czego w szczególności rywal może się obawiać lub na co powinien zwrócić szczególną uwagę. Tym aspektem są w szczególności stałe fragmenty gry.
- Jest to bardzo ważna kwestia u nas. Pracujemy nad tym i mam w swoich szeregach dwóch zawodników, którzy bardzo dobrze wykorzystują stałe fragmenty gry. Są w stanie po nich zdobywać gole - przekonywał Gian-Luca Privitelli.
Komentarze (0)