Underdog z Wysp Owczych mocno wierzy w swoje umiejętności
Z pozoru rywalizacja mistrza Polski z przedstawicielem Wysp Owczych może brzmieć dość ujmująco dla Lecha Poznań nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę katastrofę z Aarhus. KI Klaksvik nie należy jednak lekceważyć. To drużyna, która na przestrzeni ostatnich lat zebrała wiele cennych doświadczeń w Europie. W niedalekiej przeszłości walczyła w kwalifikacjach do Ligi Konferencji, Ligi Europy i Ligi Mistrzów. Potrafiła ograć szwedzkie Malmo, fińskie HJK Helsinki, a także odebrać punkty Lile, FC Sheriffowi, a nawet Bodo Glimt!
Jakby tego było mało, w 2023 roku byli tylko o jedną rundę od zagrania w Lidze Mistrzów, ale zabrakło im szczęścia z Molde w dogrywce. Wcześniej zdołało jednak ograć Ferencvaros czy Hacken. Klaksvik ma abonament na grę w europejskich pucharach w tej dekadzie. Jej niedawny udział w fazie grupowej Ligi Konferencji powinien wyraźnie wskazać na to, że kibice Kolejorza nie powinni deprecjonować tej ekipy.
- Myślę, że grając w europejskich pucharach zawsze jesteśmy traktowani jako underdogi. To nasza przewaga, ponieważ znamy swoją siłę. Swój ostatni mecz w europejskich rozgrywkach przegraliśmy i byliśmy z tego powodu bardzo rozczarowani, ale nie sądzę, by to wpływało na naszą pewność siebie. Wierzymy w nasze atuty i mamy dużo pewności siebie szczególnie, że już wcześniej udowadnialiśmy, że potrafimy osiągać dobre rezultaty nawet jeśli odbywają się na wyjeździe. Sądzę, że zwyczajnie jesteśmy podekscytowani - stwierdził kapitan KI Klaksvik, Páll Klettskard.
W tegorocznych kwalifikacjach do Ligi Mistrzów drużyna Magnusa Powella uporała się już na swojej drodze z FC Atertem Bissen, a marsz Klaksvik po Ligę Mistrzów zatrzymała dopiero drużyna Żalgirisu Kovno. Wynik rywalizacji rozstrzygnął się dopiero w drugim meczu, kiedy to Litwini skromnie ograli przeciwników 1:0. To jednak w żaden sposób nie wpływa na obniżenie morale zespołu z Wysp Owczych, kapitan wyraźnie podkreśla, że od początku do końcu drużyna będzie wierzyć w swoje założenia jak również to, że w futbolu wszystko może się zdarzyć.
- Sądzę, że wierność schematom i taktyce będzie tak samo kluczowa jak wola walki. Trzymanie się planu będzie kluczowe niezależnie od tego, co będzie się dziać na boisku. Niezależnie czy będziemy za plecami rywala z wynikiem czy przed nim, musimy zaufać planowi na mecz. Oczywiście widzieliśmy rywalizację z Aarhus, kiedy to ponieśli porażkę na własnym terenie, żeby potem odwrócić wszystko na wyjeździe, więc mogę tylko stwierdzić, że w piłce nożnej wszystko może się wydarzyć. Postaramy się pozostać w grze do naszego meczu domowego, a potem zobaczymy jak się wszystko ułoży - poinformował Klettskard.
Rywalowi Lecha Poznań towarzyszą problemy. "Nie szukamy wymówek"
Oczywiście nie trzeba dodawać, że w ostatnich latach Klaksvik stało się też wiodącą marką w farerskiej Ekstraklasie. Od 2019 roku wygrali pięć mistrzostw kraju, tylko dwukrotnie oddając pałeczkę innym ekipom. W ich drużynie gra także drugi najlepszy strzelec poprzedniego sezonu z dorobkiem 21 goli i reprezentant kraju, wspomniany wcześniej Pall Klettskard. Rozgrywki ligowe, a europejskie to mimo wszystko dwa zupełnie inne światy w przypadku Klaksvik, a trener opowiadał dziś jakie atuty mogą poprowadzić Farerów do zwycięstwa.
- Widzę dla nas kilka szans w jutrzejszym meczu. Lech to drużyna, która lubi wysoko wychodzić i prezentować swoje ofensywne atuty dzięki sporej liczbie piłkarzy. To tworzy dla nas przestrzeń i dobre warunki, by po przejęciu piłki zagrać w naszym stylu. Mamy po swojej stronie wiele okazji, ale musimy dać z siebie w meczu 110% w ruchach defensywnych i w realizowaniu defensywnych założeń. Myślę też, że mamy po swojej stronie okazje do tego, by zagrozić w ofensywie. Nie brakuje nam utalentowanych graczy i "X-factorów", którzy potrafią sami przesądzać o przebiegu spotkania w obu fazach gry. Wiele drużyn już przyjechało na ten stadion i wcześniej spełniało założenia także też traktujemy to na swoją korzyść - wymieniał Magnus Powell na dzisiejszej konferencji prasowej.
Niels Frederiksen przed spotkaniem z Klaksvik dość wyraźnie podkreślił, że spodziewa się trudnego meczu przeciwko ekipie, która będzie bronić dość nisko. Duński trener wspomina, że mecz może wyglądać tak, że rywale będą bronić wyniku za wszelką cenę. Wszystko po to, by przesądzić o dwumeczu na własnym terenie. Trener Magnus Powell został dziś wieczorem zapytany o to, czy faktycznie taki scenariusz jest jak najbardziej realny.
- To dwuetapowy mecz, a dla nas liczy się przede wszystkim to, by osiągnąć tutaj dobry rezultat i sprawić, by dwumecz był dla nas żywy w momencie powrotu do Klaksvik. To będzie kompletnie inny mecz w obecnym środowisku. Niezależnie od tego czy zagramy w niskim bloku, średnim bloku czy jakimkolwiek innym, nie możemy w tym meczu po prostu "siąść". Jesteśmy zespołem, który dominuje każdy, pojedynczy mecz w naszej lidze, a w Europie znajdujemy sposób, aby punktować. Wierzymy w nasze działania. Mamy ciężko pracującą drużynę, która walczy o każdy skrawek ziemi i taki będzie nasz plan - odpowiedział Nielsowi Frederiksenowi szkoleniowiec KI Klasvik.
Szkoleniowiec podał także nieco więcej szczegółów na temat sytuacji kadrowej swojej drużyny. Aarhus udowodniło, że potrafi pokonywać Kolejorza grając nawet bez swoich największych gwiazd, bez podstawowego bramkarza i po gruntownej wymianie składu. W drużynie Klaksvik sytuacja nie jest wcale lepsza. Do Poznania z drużyną nie przyjechał Jakup Andreasen - kapitan i legenda klubu, który rozegrał dla niego 331 spotkań, zdobywając 34 gole i 19 asyst. Trener jednak nie zamierza szukać usprawiedliwień przed meczem, puszczając oko do dziennikarzy i mówiąc z uśmiechem, że jutro na boisku pojawi się pięciu reprezentantów kraju.
- Taki jest futbol, w profesjonalnym sporcie takie rzeczy jak kontuzje się zdarzają. Cierpimy nieco z tego powodu, ale nowi piłkarze, których pozyskaliśmy w letnim oknie transferowym zostali już wdrożeni do składu. Nie zamierzam mówić o graczach, których nie ma. Koncentruje się tylko na tych, którzy jutro zagrają lub zasiądą na ławce. Mamy naprawdę dobry skład i wierzę w każdego gracza, który tu z nami przybył. Nie szukamy wymówek - odpowiadał szkoleniowiec.
Jeśli kibice Kolejorza liczą na to, że zespół przyjezdnych dotarł na stadion przemęczony ze względu na rozegranie wymagającego meczu z Torshavn w miniony weekend, to srogo się myli. Pokonanie ligowego rywala tylko dodało podopiecznym Magnusa Powella dodatkowej wiary w swoje umiejętności i podbudowało ich mentalnie. Szkoleniowiec nie ukrywał, że wolałby aby mecz został przeniesiony, ale w ostatecznym rozrachunku zarówno on jak i jego zawodnicy koncentrują się tylko na wyniesionych pozytywach.
- Staramy się iść naprzód tak jak każdy, inny zespół, ale taki jest futbol. Jeśli chcesz rywalizować w Europie, musisz grać co trzy dni co tydzień. Mamy kilka kontuzji po letniej przerwie, ale to nie jest coś co zaprząta nam głowy - wykonaliśmy naprawdę dobrą pracę w ważnym meczu domowym. Skupiamy się na pozytywach i cieszymy się z tego, że rozegraliśmy ten mecz - przekonywał Magnus Powell.
Drużyna Magnusa Powella wydaje się pewna siebie, a humoru szkoleniowcowi nie psuje nawet wysoka temperatura w Poznaniu. Trener w żaden sposób nie ubolewał nad jakimkolwiek ze swoich potencjalnych problemów. Szwed podchodzi też z szacunkiem do Kolejorza, podkreślając jego zasługi i to, że starcie z mistrzami Polski będzie dla nich najwyższą próbą.
- Oczywiście Lech Poznań to największy klub, jaki spotkaliśmy na swojej drodze. Mamy przed sobą naprawdę spore zadanie do wykonania. Zdajemy sobie oczywiście sprawę z pogody, która jest kompletnie inna od tej, którą mamy na Wyspach Owczych, ale to też coś, co było wliczone w ten mecz. Niewątpliwie, jeśli jutro też będzie taka pogoda, to będzie trudna przeprawa dla obu drużyn - zwracał uwagę szkoleniowiec.
Komentarze (0)