Warta Poznań ma za sobą z pewnością najbardziej nerwowe spotkanie w całym sezonie. Mimo dwukrotnego prowadzenia, nie udało się utrzymać korzystnego wyniku, a dodatkowo drużyna od 65. minuty grała w osłabieniu po czerwonej kartce dla Sebastiana Stebleckiego. Trener Maciej Tokarczyk w pewnym momencie całkowicie przeorganizował ustawienie na boisku, a jego podopieczni do ostatnich chwil starali się przełamać rywali, ryzykując nawet pozostawienie mniejszej liczby zawodników z tyłu.
- Chciałbym bardzo podziękować moim zawodnikom za zaangażowanie i za to, ile serca włożyli w ten mecz. Po czerwonej kartce dalej dążyli do zdobycia gola. Mieliśmy swoje sytuacje, graliśmy wysokim pressingiem, nie cofnęliśmy się, tylko cały czas próbowaliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem kontrataków i takie okazje dla rywali się pojawiły, ale nie straciliśmy po nich bramki - rozpoczął konferencję prasową szkoleniowiec Zielonych.
Świetny początek Warty Poznań. Zdecydowany brak dokładności po przerwie
Już w 6. minucie Poznaniakom udało się otworzyć wynik meczu po golu Kacpra Szymanka. Warta mogła pojść za ciosem, ale nie prezentowała odpowiedniej jakości. Z obu stron gra była dość szarpana i nerwowa. Zagłębie także dochodziło do swoich sytuacji w pierwszej połowie, a gola wyrównującego przed przerwą gospodarze zdobyli po rzucie karnym.
Po zmianie stron widać było ogromne zaangażowanie wśród zawodników Warty i wyciągnięcie wniosków z pozostałych spotkań, gdy Zieloni właśnie gorzej wchodzili w drugą część meczu. W Sosnowcu udało się szybko wrócić na prowadzenie po golu Marcela Stefaniaka, ale tak samo szybko Warta straciła drugą bramkę.
- Szczególnie pierwsza połowa była w wielu momentach pod naszą kontrolą. Mieliśmy dużo wejść w pole karne, wiele wbiegnięć za linię obrony i kilka sytuacji, choć być może mogliśmy zamienić je na bardziej konkretne okazje. Drugą połowę rozpoczęliśmy bardzo dobrze, stworzyliśmy kilka groźnych sytuacji, brakowało tylko „kropki nad i”. W końcu zdobywamy bramkę na 2:1 i wydaje się, że wszystko idzie zgodnie z planem, ale piłka nożna bywa nieprzewidywalna. Wystarczy chwila nieuwagi. Przy straconej bramce nie zdecydowaliśmy, czy idziemy do wysokiego pressingu, czy cofamy się. Przeciwnik wykorzystał to, ominął kilku naszych zawodników i przeprowadził skuteczną akcję - podsumował całe spotkanie trener Tokarczyk.
Nieoczywisty bohater gospodarzy
Zawodnikiem niedzielnego meczu został autor dwóch goli dla Zagłębia Sosnowiec, Michał Barć. Dla 22-letniego napastnika był to debiut w oficjalnym meczu pierwszej drużyny. Do rozgrywek został zgłoszony zaledwie kilkanaście dni wcześniej, a do tej pory występował w rezerwach Zagłębia, które aktualnie są liderem V ligi śląskiej. Tydzień wcześniej Barć strzelał hat-tricka w starciu z LKS Jednością Przyszowice i mało kto spodziewał się, że okaże się takim zaskoczeniem na tle Warty Poznań.
- Nie będę oszukiwał, że znaliśmy tego piłkarza. Był dla nas totalnie anonimowy, natomiast rozegrał bardzo dobre zawody i zdobył dwie bramki. Stwarzał nam problemy, więc widać, że to jakościowy zawodnik. Zakładam, że będzie można oglądać go częściej w tej rundzie - przyznał Maciej Tokarczyk.
Trener wyciągnął cenne wnioski ze spotkania w Sosnowcu
Warta zabrała do Poznania tylko jeden punkt, a bilans drużyny w rundzie wiosennej to zaledwie jedno zwycięstwo i cztery remisy. Zieloni zachowali pozycję wicelidera tabeli, ale ponownie nie skorzystali z okazji, by powiększyć przewagę nad grupą pościgową. Maciej Tokarczyk docenia jednak taki rezultat i po emocjonującym spotkaniu z Zagłębiem dostrzegł element, który zespół może wykorzystać w przyszłości.
- Nie wyjeżdżamy stąd z poczuciem straty punktów. Patrzymy na ten mecz jako element budowy zespołu. Zyskujemy coś bardzo wartościowego – jedność, spójność i potwierdzenie naszego DNA, czyli dążenia do zwycięstwa nawet w trudnych momentach - dodał szkoleniowiec.
Komentarze (0)