Warta Poznań ma za sobą zdecydowanie najbardziej nerwowe 90 minut w tym sezonie. Zieloni dwukrotnie prowadzili w Sosnowcu, ale nie potrafili utrzymać zwycięskiego rezultatu do końcowego gwizdka. Obie drużyny grały agresywnie i chaotycznie, a nad takim przebiegiem spotkania nie potrafił do końca zapanować arbiter Rafał Szydełko. Sędzia osiem razy sięgał do kieszeni po żółtą kartkę, a zdecydowanie częściej oglądali je zawodnicy z Poznania.
Kontrowersje przed przerwą. Warta w osłabieniu przez większość drugiej połowy
W 40. minucie meczu Grzegorz Janiszewski przewrócił się w polu karnym Warty Poznań przy kontakcie z Sebastianem Stebleckim. Sędzia dopatrzył się tam kopnięcia ze strony pomocnika Zielonych i od razu wskazał na jedenasty metr. Komentujący to spotkanie w TVP Sport Łukasz Gikiewicz uznał, że było to dość "miękkie" przewinienie. Arbiter z Rzeszowa podjął decyzję, która mogła wzbudzić kontrowersje. Po chwili Michał Barć bardzo pewnie wykorzystał rzut karny i Zagłębie Sosnowiec doprowadziło do remisu 1:1.
W drugiej połowie padły kolejne dwa gole, a nerwowo zrobiło się w szeregach gości po upływie 60 minut. Warta cieszyła się z ponownego prowadzenia przez bardzo krótką chwilę, a po dublecie Michała Barcia znów musiała szukać okazji do przełamania. Sebastian Steblecki, mając na swoim koncie żółtą kartkę, dość nieodpowiedzialnie zaatakował jednego z przeciwników i sędzia pozostał nieugięty - sięgnął po drugi kartonik dla pomocnika i wyrzucił go z boiska.
Zawodnik Warty Poznań po meczu nie hamował się z opiniami w kierunku sędziów i w rozmowie z TVP3 Katowice otwarcie ocenił ich pracę w niedzielnym spotkaniu.
- Od piętnastu lat jestem w zawodowej piłce. Nigdy nie byłem wybitnym piłkarzem, pracowałem na swoje nazwisko na tyle, ile umiałem. Wiadomo, człowiek się starał, dawałem jakieś możliwości, umiejętności. Natomiast tak beznadziejnej pracy arbitrów jeszcze nie widziałem. Trzeba powiedzieć sprawiedliwie - w dwie strony. Ilość błędnych decyzji, jakie były dziś podejmowane, jest kosmicznie niezrozumiała. Do tego chaos, który był wprowadzany wielokrotnie w trakcie spotkania - nie gryzł się w język Sebastian Steblecki.
Dla doświadczonego piłkarza to dopiero druga sytuacja w karierze, w której obejrzał dwie żółte kartki w jednym meczu.
- Chwila mojej przygody za granicą, epizod w Ekstraklasie, poziom pierwszej i drugiej ligi. Naprawdę nie zderzyłem się z czymś takim, a co chciałbym zaznaczyć, nigdy nie zdarzyło mi się, żebym w jakiejkolwiek wypowiedzi, przez te piętnaście lat kopania się po czole, oceniał pracę arbitrów po meczu. Proszę sobie wyobrazić, jakie przekonanie ode mnie płynie, że sędziowie byli dzisiaj beznadziejni. Mówię to z pełną odpowiedzialnością - ocenił Steblecki.
Poważny błąd sędziów w końcówce. Na trybuny został odesłany trener Zielonych
Choć mecz zakończył się remisem 2:2, to Zagłębie Sosnowiec może mieć największe pretensje do sędziego po końcowym gwizdku. W 85. minucie przy stałym fragmencie gry piłkę najpierw uderzał głową Mateusz Matras, a przy dobitce Szymona Sobczaka futbolówka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Arbiter nakazał kontynuowanie gry, a powtórki tej sytuacji jasno wskazywały na to, że gol został zdobyty prawidłowo. Trudno wytłumaczyć, dlaczego sędzia liniowy też nie zauważył tego trafienia.
Warciarze kończyli mecz także bez trenera Macieja Tokarczyka, który protestując po jednej z decyzji sędziego, opuścił swoją strefę przy linii bocznej i natychmiast został ukarany przez arbitra czerwoną kartką. Bezpośrednia kara indywidualna dla szkoleniowca powoduje, że nie będzie on mógł poprowadzić drużyny w następnym ligowym spotkaniu.
Komentarze (0)