Tych drużyn należy się wystrzegać. Niels Frederiksen nie stawia wszystkiego na jedną kartę w kontekście Ligi Mistrzów
Nie jest tajemnicą, że Lech Poznań chce dominować w tej dekadzie na krajowym podwórku i zamierza zrobić wszystko co w jego mocy, być jeszcze silniejszy niż w minionym sezonie. Celem jest zbudowanie pozycji hegemona w Ekstraklasie, ale też rozpowszechnienie swojej marki w rozgrywkach europejskich. W tym roku obrońcy tytułu znajdują się w uprzywilejowanej pozycji w kontekście ataku na Ligę Mistrzów, ponieważ są w gronie rozstawionych. To oznacza, że raczej przydzielane im będą te w teorii słabsze ekipy, ale czy faktycznie tak będzie?
Między innymi o to pytany był przez Przemysława Langiera Niels Frederiksen w rozmowie dla "Interii Sport". Szkoleniowiec w swoim stylu nie daje się porwać fali optymizmu kibiców i mówi, że priorytetem jest dla niego przede wszystkim gra w głównej fazie europejskich pucharów niezależnie od ich rangi. Sama gra w Lidze Europy byłaby dla Duńczyka dużym sukcesem, biorąc pod uwagę, że jego zdaniem Kolejorz i tak może natrafić na bardzo silne ekipy w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Dwukrotny mistrz Polski z Lechem Poznań nie omieszkał wskazać przed kim czuje szczególny respekt i kto może napsuć Kolejorzowi krwi w walce o spełnienie najwyższych ambicji.
- Aarhus, mistrz Danii. Znam ich bardzo dobrze, to bardzo silna drużyna. Jedyny powód, przez który jest wśród nierozstawionych, to brak gry w Europie przez ostatnich 20 lat. Gdybyśmy na nich trafili, szanse oceniłbym 50/50. Mocne jest też Mjallby ze Szwecji i Thun, mistrz Szwajcarii - wspominał w rozmowie z Przemysławem Langierem Niels Frederiksen.
Nie dajcie się zwieść pozorom. Potencjalni rywale Lecha rozegrali niesamowite sezony
Pierwsza z wymienionych przez Nielsa Frederiksena ekip sprawiła w tym sezonie gigantyczną niespodziankę sięgając po tytuł mistrza Danii. Choć w tej dekadzie regularnie zajmowała miejsca na podium lub w jego okolicach dopiero teraz pierwszy raz od 1986 roku sięgnęła po najwyższy laur. O jej problemach w XXI wieku świadczył także fakt, iż nie udało jej się także sięgnąć po Puchar Danii choć na swoim koncie ma ich w sumie dziewięć.
Nieoczekiwanie Aarhus w minionym sezonie przemieniło się w absolutnego ciemiężyciela swoich rywali w lidze krajowej. Podopieczni Jakoba Poulsena przegrali zaledwie trzy mecze z czego jeden w rundzie mistrzowskiej. 15 zwycięstw i 5 remisów w sezonie zasadniczym zdecydowanie o czymś świadczy. Tak samo jak fakt, iż stworzyli oni najszczelniejszą defensywę w tym sezonie i dysponowali drugą najbardziej bramkostrzelną ofensywą z dorobkiem 60 trafień. Pozostaje jednak pytanie, czy Aarhus to tylko ciekawostka tak jak wcześniej było nią Brondby Nielsa Frederiksena, czy może realnie może zagrozić duopolowi Midtjylland i FC Kopenhagi?
Warto także wspomnieć, że rywalizacja z Aarhus przyniosłaby kibicom Kolejorza dodatkowy smaczek, bowiem mistrzów Polski stanęliby Markus Uglebjerg i Rasmus Carstensen. Drugi z wymienionych miał nawet okazję świętować mistrzostwo z Lechem Poznań przy okazji pierwszego sezonu za kadencji Nielsa Frederiksena. Pełnił on istotną rolę w jego układance, dając od siebie dużo fizyczności i umiejętności gry w ofensywie.
Mówiąc natomiast o Mjallby, należy podkreślić, że w 2025 roku radziło sobie natomiast jeszcze lepiej od Aarhus. Tylko jedna porażka w 30 meczach ligowych w 2025 roku i liczba 23 zwycięstw wraz z sześcioma remisami robi duże wrażenie. Drużyna zaliczyła nieprawdopodobny wzrost po sezonach 2024 czy 2023, kiedy to zajmowała miejsca raczej blisko środka tabeli, odsząc osiem i 13 porażek w rozgrywkach. Wspomniane wcześniej lata były jednak czasem panowania Andersa Torstensona, a od tego roku drużyną kieruje już jego dawny, młodszy o 24 lata asystent Karl Marius Aksum, który póki co nie nawiązuje wynikami do swojego przełożonego, prezentując zróżnicowane wyniki. Na niekorzyść Mjallby świadczy też fakt, iż miałoby przed sobą pierwsze poważne doświadczenia w rozgrywkach europejskich. Aarhus próbowało swoich sił już w eliminacjach do Ligi Konferencji czy Ligi Europy.
Ostatni z wymienionych przez Nielsa Frederiksena rywali czyli szwajcarskie FC Thun nie przypomina już na krajowym podwórku aż takiego dominatora jak poprzednicy. 24 zwycięstwa i 11 porażek w 38 meczach nie wskazuje na to, że zespół ten był bezkonkurencyjny, co podkreśla tylko liczba pięciu punktów przewagi nad wicemistrzem kraju. Nie ma jednak wątpliwości, że jakość tej drużyny mówi sama za siebie szczególnie, gdy ma się w pamięci to, że osiągnęło ten wielki sukces jako... beniaminek!
Thun w niewiarygodny sposób przerwało duopol FC Basel i Young Boys, czego w trakcie ostatnich 16 lat dokonał tylko raz Zurich w sezonie 2021/22. Nic dziwnego, że Niels Frederiksen nie lekceważy Szwajcarów zważywszy także na ich styl gry. Zdobyli oni aż 80 goli i przodowali w swojej lidze w kontaktach z piłką w polu karnym przeciwnika, strzałach, wygranych pojedynkach i wszelkiego rodzaju akcjach pressingowych. To zespół, który cechuje się w Szwajcarii najwyższą linią odbioru, a zatem biorąc pod uwagę styl gry Kolejorza Duńczyk faktycznie ma się czego obawiać.
To, że kluby są niżej notowane w rankingu UEFY, a ich mistrzostwa w rodzimych ligach są ogromnymi niespodziankami, wcale nie musi mieć przełożenia na ich faktyczną boiskową grę. Bez wątpienia Thun wygląda aktualnie na papierze najgroźniej biorąc pod uwagę swoje osiągnięcia, ale też i wspomniane Mjallby pokazało, że broniło się liczbowo rok temu.
Prezes Lecha Poznań ma receptę na Ligę Mistrzów. Jej los także spoczywa w rękach działaczy
Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań, w rozmowie z Tomaszem Włodarczykiem wskazywał w swoich wypowiedziach na to, że receptą na zwiększenie szans Kolejorza na Ligę Mistrzów będą trafione, jakościowe transfery. Jego zdaniem kluczowe będzie zbudowanie ekipy, która będzie gotowa z miejsca od początku drugiej rundy eliminacji realnie rywalizować o ten cel. Włodarz klubu jest jednak świadomy, że z transferami trzeba działać szybko i sprawnie, by nie kończyć działań w sierpniu. Karol Klimczak ma także świadomość tego, że drużyna Kolejorza będzie także potrzebować po swojej stronie pierwiastka szczęścia.
- Ta Liga Mistrzów to jest takie marzenie w Lechu przede wszystkim, ale i w całej piłkarskiej Polsce jest oczekiwanie na to, żeby któryś z polskich klubów zagrał wreszcie w Lidze Mistrzów. W tamtym roku byliśmy w eliminacjach i graliśmy przeciwko trudnemu rywalowi. Czytałem statystyki, pokazujące, ile provent szans mamy na awans do fazy ligowej - zwykle jest to jakieś 30%. Trzeba mieć szczęście w eliminacjach i nie trafić na najsilniejszego przeciwnika jak Karabach czy Crvenę. My nawet będąc rozstawionym zespołem możemy trafić na mistrzów silnych lig, którzy będą nierozstawieni (...) To nie jest słowo wytrych, że się usprawiedliwiam, ale tak jest - potrzeba tego szczęścia w losowaniu - dzielił się swoim zdaniem na temat europejskich pucharów Karol Klimczak.
Komentarze (0)