Prezes Rutkowski wykorzystuje okazję na lepsze poznanie fenomenu rywali
Aarhus GF, jak się okazało, wzbudziło duże zainteresowanie przedstawicieli Lecha Poznań nie tylko ze względu na fenomenalne mistrzostwo, które przerwało duopol Kopenhagi i FC Midtjylland. Z pewnością uwagę władz Kolejorza mogą przyciągać ciekawe proporcje w kontekście niewielkiego zakresu finansowania, do osiąganych, nieprzeciętnych wyników sportowych. Aktualni mistrzowie Danii zdecydowanie nie należą do największych marek w swoim kraju, a jednak krok po kroku, sezon po sezon zbliżają się do szczytu tabeli. W trakcie tej dekady grali też kilkukrotnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów, co może wzbudzać ciekawość.
- Na pewno wiemy bardzo dużo na temat tego, jak zbudowany jest skład, kto jest trenerem i jaką robotę tam wykonuje. Bardzo lubimy patrzeć na szkoleniowców, bo ich praca jest ciekawa. Mamy zaplanowaną wizytę w akademii Aarhus. Chcemy poznać tego rywala i ten klub. Nie pomoże nam to w wygraniu tego meczu, natomiast jest to bardzo ciekawe i istotne, żeby wiedzieć z kim ma się doczynienia. Najważniejsza jest i tak praca sztabu trenerskiego i zawodników. Z poziomu gabinetów nie jesteśmy w stanie im pomóc - mówił w rozmowie z Krzysztofem Marciniakiem w programie "1na1 Extra" Piotr Rutkowski, prezes Lecha Poznań.
Włodarze Lecha Poznań mają słabość do klubów, które operują niewielkimi budżetami i gwarantują sobie dzięki nim sukcesy. Polityka moneyball oparta na władzy absolutnej liczb i tym samym popularnych już "excelowcach", to kryteria, które odgrywają niebagatelną rolę w obecnych osiągnięciach Kolejorza. Naturalnym jest, że przedstawiciele Kolejorza czerpią doświadczenia od takich ekip jak właśnie Aarhus, ale też Brondby czy angielskie Brentford.
- Oni utrzymywali się na szczycie przez większość sezonu. To nie było tak, że oni nagle się pojawili. Pewnie tę wiosnę mieli trudniejszą natomiast, nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale wygrali przede wszystkim słabością rywali. Kopenhaga miała duże zamieszanie u siebie - znamy to, bo byliśmy w wielu sytuacjach, że przegrywaliśmy sami ze sobą. Problemy miały też Brondby czy Mydtyljand. Oni natomiast mieli cały sezon równy. Byli konsekwentni i cierpliwi. Mają na pewno rzeszę kibiców - to duże miasto, które pomaga stworzyć atmosferę, która pomogła im wygrać - dzielił się spostrzeżeniami Piotr Rutkowski.
Prezes Kolejorza nie ukrywał tego, że jest bardzo ciekawy, co dalej klub zrobi ze swoim potencjałem i czy uda mu się w dalszym ciągu wygrywać. Włodarza Lecha Poznań ciekawi, czy ten sukces, który cała Dania obserwowała w poprzednim sezonie, to zapowiedź czegoś większego czy może pojedyncza futbolowa historia pokroju Leicester City.
Piotr Rutkowski podkreślał w rozmowie z Krzysztofem Marciniakiem dla Canal+Sport, że nie może się doczekać spotkania z przedstawicielami zarządu. Celem jest przede wszystkim poznanie ich filozofii, sposobu myślenia i postrzegania sukcesów. Takie kluczowe meetingi, zmieniające pojmowanie futbolu u przedstawicieli Kolejorza przytrafiały się już rzecz jasna wcześniej. Prezes Lecha zaliczył do grona takich aktywności chociażby wyjazd do Bazylei, którego efekty stały się kamieniem węgielnym pod dzisiejsze sukcesy.
- Inspirujący dla mnie był wyjazd z 2015 roku, gdy poznaliśmy Bazyleę. Mieliśmy możliwość poznania prezesa i dyrektora sportowego, co było bardzo ciekawe. W tym klubie była ciągłość, której myśmy szukali. Nie tylko ciągłość w wygrywaniu, ale także na kluczowych, strategicznych stanowiskach. Ludzie tam byli bardzo długo ze sobą i bardzo długo tam pracowali. To jest coś, czego chciałem u nas. Cieszę się, że po tylu latach widzę pracowników akademii, czy ze skautingu, czy dyrektora sportowego, którzy już wtedy byli z nami. Staramy się zbudować tą ciągłość - informował Piotr Rutkowski.
Aarhus uczy dwutorowej drogi rozwoju? Na wizycie skorzystała już żeńska sekcja Kolejorza
Nieco więcej szczegółów od kulis dotyczących funkcjonowania środowiska klubowego Aarhus zdradziła Alicja Zając, która pod koniec kwietnia w ramach Programu Mentoringowego UEFA udała się właśnie z wizytą do dzisiejszego rywala Kolejorza. Co prawda przyglądała się głównie pracy sekcji kobiecej tego klubu, ale zwiedziła również całą bazę obecnego mistrza Danii. Jej relacja wskazuje na dużo wyższy stopień profesjonalizacji Aarhus niż pozornie mogłoby się wydawać.
- Miałam okazję być w siedzibie całego klubu podczas treningu i było tam pełno ludzi. Wszyscy oglądali ten trening, z jednej strony byli to pracownicy klubu, ale pewnie też postronni ludzie, sponsorzy. Czuć było, że wszyscy są razem. Potem odbywał się lunch, więc wszyscy pracownicy wspólnie spędzili ten czas. Widać było dużą ekscytację, ale też każdy wiedział co ma robić i po co to robi. Sam obiekt też zrobił na mnie duże wrażenie, w kontekście siłowni, która jest w środku budynku oraz dookoła na pierwszym piętrze znajdowały apartamenty, kuchnie, gdzie też piłkarze mogą mieszkać. Fantastyczny obiekt z kilkoma boiskami treningowymi. Aarhus miało więc bardzo dobre warunki do tego, żeby walczyć o największe cele - mówiła o swoich przeżyciach Alicja Zając.
Wypowiedzi trenerki pierwszego zespołu Lecha Poznań UAM wskazują na to, że funkcjonowanie Aarhus nie przypomina organizacji gotowej zadowolić się jednym tytułem mistrzowskim w tej dekdzie. Organizacja stoi na bardzo wysokim poziomie w kontekście wzajemnych powiązań i kompetencji, co odbija się pozytywnie na żeńskiej sekcji.
W zeszłym sezonie zajęła ona czwarte miejsce spośród ośmiu drużyn po fazie zasadniczej, finalnie plasując się na piątej lokacie w grupie mistrzowskiej. Zespół jeszcze na początku tej dekady walczył o utrzymanie, a teraz zapewnia sobie regularną walkę o najwyższe cele. Proces rozwoju żeńskiej sekcji podąża tą samą drogą, co w przypadku mężczyzn. W Lechu Poznań również możemy zobaczyć, że oba zespoły umacniają swoje fundamenty i tożsamości w tym samym czasie, a progres idzie dwutorowo.
- Tam wszystko było poukładane jak w szwajcarskim zegarku. Widziałam to wszystko co prawda tylko z zewnątrz, ale nawet w kontaktach z koordynatorką sekcji kobiecej, która funkcjonuje pomiędzy oboma biurami dało się wyczuć profesjonalizm i chęć osiągnięcia czegoś większego. Oni również zdawali sobie sprawę, że sukcesy męskie wpływają na rozwój drużyny kobiecej, co także widoczne jest u nas - informowała trenerka Lecha Poznań UAM.
Lech Poznań UAM może garściami czerpać wiedzę od Aarhus. Chodzi tu nie tylko o to, jak można prowadzić drużynę na boisku jako trener, ale też w jaki sposób budować fundamenty zespołu pod regularne granie na najwyższym poziomie. Nie ma co ukrywać, że takie właśnie aspiracje ma żeńska sekcja Kolejorza. Po zapłaceniu frycowych po debiucie w Ekstralidze nadszedł czas, żeby zadbać o umocnienie swojej pozycji w tych rozgrywkach oraz zapewnić swoim kibicom emocje dzięki walce o najwyższe cele.
Komentarze (0)