Nowy cel transferowy Lecha osiąga obiecujące liczby. Prezentuje najważniejsze cechy na swojej pozycji
Dziś rano Mateusz Borek poinformował o tym, że Lech Poznań ma "ciekawy pomysł" na wzmocnienie drugiej linii na eliminacje Ligi Mistrzów. Obrońcy tytułu mistrza Polski sondują możliwość pozyskania niejakiego Niklasa Dorscha. 28-letni Niemiec co prawda spadł przed momentem razem z 1.FC Heidenheim na drugi szczebel rozgrywkowy, ale to nie oznacza, że forma gracza odzwierciedla słaby poziom jego drużyny. Wręcz przeciwnie
Według liczb zaprezentowanych przez portal analityczny OPTA, wychowanek Bayernu Monachium jest wyróżniającym się defensorem, o czym świadczy 80% wygrywanych posiadań piłki i blisko 60% skuteczności wykonywanych akcji w obronie. Choć nie bryluje w statystykach strzeleckich, na uwagę zasługują też wysokie procenty w kontekście kreowania akcji ofensywnych swojego zespołu. Marcin Borzęcki zwraca uwagę w szczególności na to, że piłkarz dysponuje kapitalną prawą nogą, potężnym strzałem z dystansu, ale też potrafi popisać się celnym przerzutem. Skuteczność jego 0,63 dośrodkowań na mecz wynosi około 50%.
Wspomniany wyżej portal zestawia Niklasa Dorscha w tym samym szeregu, co chociażby Daichiego Kamadę z przeszłością w Lazio czy Frankfurcie, a teraz obecnego zdobywcy Ligi Konferencji - Crystal Palace. Obaj zawodnicy osiągają bardzo zbliżone liczby w rozegraniu, a także akcjach defensywnych. Szala przechyla się wyraźniej na stronę Japończyka tylko w zakresie strzałów i wchodzenia w pole karne. Bliźniaczo sytuacja wygląda w przypadku Michela Aebischera, a zatem obecnego gracza Pisy. Doświadczony grą w Serie A pomocnik bardziej angażuje się w akcje ofensywne i nieznacznie lepiej kreuje grę, ale ustępuje Dorschowi w obronie.
Słowa Mateusza Borka o tym, że obecny gracz Heidenheim dysponuje dobrą techniką użytkową, a także cechuje się odpowiedzialnością taktyczną i spokojem z piłką znajdują swoje odzwierciedlenie w liczbach. W jego przypadku średnia skuteczność podań na 90 minut wynosi 88%, a sam zawodnik mocno stawia na dynamizujące podania progresywne, których zagrywa 3,21 na mecz na 70% skuteczności. Mówiąc o posiadaniu piłki, Lech Poznań mógłby liczyć na usługi gracza, który notuje blisko 60% wygranych pojedynków na ziemi i 70% w powietrzu.
W obronie natomiast mistrzowie Polski w szczególności mogliby liczyć na jego wślizgi, którymi 28-latek potrafił się popisywać nawet wybijając futbolówkę z linii bramki. Jego wizytówką są natomiast zdecydowanie odbiory. Niklas Dorsch w minionym sezonie miał ich blisko 5,5 na mecz, co jest jego największą zaletą w defensywie. Jego wkład w obronę odnośnie całego zespołu szacuje się na piątkę. Nic dziwnego, że kolejne portale związane z piłkarskimi analizami jasno określają go jako defensywnego pomocnika w typie "szóstki" choć może też pełnić rolę "ósemki". W przypadku Lecha preferowana jest jednak zdecydowanie ta pierwsza opcja do rywalizacji z Radosławem Murawskim.
Lech uniknie zawirowań finansowy? Kwota klauzuli jest wręcz promocyjna
Mateusz Borek przypomina, że kontrakt z niemieckim klubem trwa do czerwca 2028 roku, ale po spadku sytuacja Dorscha na rynku może się zmienić. Heidenheim co prawda kupowało pomocnika w sierpniu 2024 roku za 3,5 miliona euro, ale problemy klubu mogą przynić się do obniżenia ceny. Sam Lech ma oczywiście wybór czy negocjować z klubem, czy zwyczajnie wpłacić klauzulę 1,5 miliona euro. Druga opcja pozwoliłaby mistrzom Polski znacząco zwiększyć swoje szanse na transfer szczególnie, że po piłkarza zgłaszają się kluby z MLS, a także Wolfsburg. Próżno jednak liczyć na to, że zawodnik zdecyduje się zamienić siekierkę na kijek, dołączając do innego spadkowicza z Bundesligi.
Informacje Mateusza Borka potwierdza też Tomasz Włodarczyk, informując dodatkowo, że Lech Poznań już prowadzi w tej sprawie rozmowy od kilku dni. Niklas Dorsch miałby przenieść się do Kolejorza na zasadzie transferu definitywnego, a zatem ewentualna porażka w sprawie Tamara Svetlina zdecydowanie nie musi załamywać sympatyków dziesięciokrotnych mistrzów Polski. Przenosiny gracza Heidenheim będą jasnym wskazaniem na to, że celują w nazwiska z wysokiej półki.
Oprócz gry dla Bayernu Monachium przez sześć lat, Niklas Dorsch ma też w swoim CV występy dla KAA Gent oraz Augsburga. W szczytowych momentach na początku obecnej dekady jego wartość potrafiła dochodzić nawet od 8 do 10 milionów euro. Skąd zatem taki spadek wartości i gra dla spadkowicza w Bundeslidze? Dziennikarze i eksperci wskazują na fakt, iż doprowadziły do tego w dużej mierze jego problemy zdrowotne, które dały mu się we znaki szczególnie w sezonie 2022/23 w Augsburgu.
Niezmiennie jednak od momentu odejścia z Bayernu Monachium, Niklas Dorsch wszędzie, gdzie trafił był nieusuwalną częścią wyjściowych składów, a z jego pozycją liczył się każdy. Jego występy hamowały tylko problemy zdrowotne, ale Lech Poznań już udowadniał na przykładzie Alego Gholizadeha, że potrafi przełykać takie gorzkie pigułki, by potem właśnie z takich zawodników rzeźbić ikony swojego klubu. Sam piłkarz z pewnością chciałby wreszcie sięgnąć po trofeum odkąd osiem lat temu odszedł z Bayernu. W Poznaniu miałby ku temu świetną okazję, biorąc pod uwagę walkę w europejskich pucharach i o najwyższe cele w kraju.
Komentarze (0)