Lokalnej tradycji stało się zadość. Tak to się w poznańskim challengerze układa, że co sześć lat triumfuje Polak. Rozpoczął tę serię w 2012 roku Jerzy Janowicz, w 2018 triumfował Hubert Hurkacz, a w niedzielne popołudnie - Maks Kaśnikowski, który w świetnym stylu sięgnął po tytuł, pokonując Camilo Ugo Carabelliego, rozstawionego z numerem dwa.
Kaśnikowski i Carabelli dotychczas zmierzyli się dwukrotnie. Co ciekawe, dwa poprzednie pojedynki także odbyły się w Polsce i w obu lepszy był Argentyńczyk. Pierwsze starcie miało miejsce w Warszawie trzy lata temu, a drugie podczas poznańskiego challengera w 2022 roku. Dla Polaka dzisiejszy finał był więc doskonałą okazją, by w końcu pokonać Carabelliego przed polską publicznością.
Otwarcie dla rywala
reklama
Spotkanie finałowe lepiej rozpoczął nasz reprezentant, choć było widać, że wietrzne warunki bardzo utrudniają grę obu tenisistom. Kaśnikowski przełamał jako pierwszy i wyszedł na prowadzenie 2:0. Przewaga Polaka nie trwała jednak długo. Carabelli odrobił straty, przełamując do zera. Od tego momentu rozpoczęła się zła seria warszawianina przy własnym podaniu. Mimo że gemy były zacięte, to w ważnych momentach górą był wyżej notowany tenisista. W efekcie Argentyńczyk cztery razy przełamał Polaka w partii otwarcia, a sam stracił podanie dwa razy. Po 51 minutach Carabelli zapisał seta wynikiem 6:3 na swoje konto.
Przebudzenie Kaśnikowskiego
W drugiej odsłonie zawodnik rozstawiony z numerem dwa kontynuował dobrą passę. Posyłał mocno topspinowe piłki, z czym Kaśnikowski miał problemy. Carabelli popełniał mniej błędów, a Polak coraz częściej się gubił. Tenisista z Ameryki Południowej wyszedł na prowadzenie 3:0 i zmierzał w kierunku trzeciego tytułu challengerowego w tym roku. Od tego momentu obraz gry zaczął się zmieniać. Nasz reprezentant uspokoił głowę i wywierał większą presję na przeciwniku. Zaczął przyspieszać grę, częściej chodzić do siatki, był bardziej agresywny, a Carabelli częściej się mylił i podejmował złe decyzje. W efekcie Kaśnikowski odwrócił losy seta, wygrał pięć gemów z rzędu, a serwując przy stanie 5:4, zamknął partię za trzecią piłką setową.
reklama
Historyczny triumf
Widać było, że Polak jest pewniejszy na korcie, a Argentyńczyk miał coraz mniej argumentów, by zatrzymać rywala. Na początku decydującej odsłony doszło do trzech przełamań, a jako pierwszy serwis utrzymał Kaśnikowski i objął prowadzenie 3:1. Tej przewagi 20-latek z Warszawy już nie wypuścił z rąk. Był konsekwentny w gemach przy własnym podaniu i zachował zimną głowę w kluczowych momentach. Finalnie, po dwóch i pół godzinie gry Maks Kaśnikowski został mistrzem Enea Poznań Open 2024. Jest trzecim Polakiem w historii, który tego dokonał. Kaśnikowski jest jednak najmłodszym reprezentantem Polski, który sięgnął po tytuł w poznańskim challengerze.
Jestem bardzo szczęśliwy i ciężko to opisać słowami. Na trybunach była moja rodzina i szczęście jest niesamowite. Bardzo się cieszę, że wygrałem turniej w Polsce. Dziękuję kibicom, bo ich doping i wsparcie bardzo pomagało i potrafiło odmieniać mecze. Właśnie ten doping kibiców był kluczowy. Kiedy przegrywałem 0:3 w drugim secie to wszyscy zaczęli mi kibicować. To dodało mi sporo energii i zacząłem być aktywniejszy na korcie i bardziej agresywny. To popłaciło. Zwycięstwo w Poznaniu to zdecydowanie największy dotychczasowy sukces w mojej karierze
reklama
- powiedział Maks Kaśnikowski.
Duży awans w rankingu ATP
Kaśnikowski pokazał na korcie centralnym w Parku Tenisowym Olimpia niezwykłą waleczność, siłę mentalną i fizyczną. Udowodnił, że jest gotowy na wielkie sukcesy. Kolejną barierę w karierze już przełamał, gdyż po tym turnieju awansuje do czołowej dwusetki rankingu ATP, a dokładnie uplasuje się na 184. miejscu. Enea Poznań Open 2024 jest drugim tytułem Kaśnikowskiego w imprezach rangi challenger (pierwszy w Oeiras w tym roku), ale premierowym zdobytym na mączce.
Komentarze (0)