Tak umiera polski motosport. Czy jest jeszcze nadzieja na ocalenie Toru Poznań?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Tak umiera polski motosport. Czy jest jeszcze nadzieja na ocalenie Toru Poznań? - Zdjęcie główne
Autor: Automobilklub Wielkopolska | Opis: Legendarny Tor Poznań zostanie zamknięty na stałe. Miłośnicy motoryzacji jednoczą siły.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWtorkowa informacja o zamknięciu historycznego Toru Poznań wstrząsnęła nie tylko poznańskim, ale i krajowym środowiskiem sportowym. Oto bowiem w godzinach wieczornych prezes Motormobilklub Wielkopolski poinformował o tym, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podjął katastrofalną w skutkach decyzję, której powód wzbudza jeszcze więcej frustracji i wściekłości wśród miłośników sportów motorowych.
reklama
reklama

Absurdalny powód zamknięcia Toru Poznań. Sprzeczności tylko narastają

Informacja o zamknięciu Toru Poznań, który powstał w 1977 roku z inicjatywy Mieczysława Bilińskiego, Romana Szczerkowskiego i Marka Kuka mogła zaskoczyć wszystkich z powodu, że przynajmniej medialnie nic takiego drastycznego ruchu nie zapowiadało. To jednak nie oznacza, że cała sprawa pojawiła się nagle. Już w październiku 2023 roku zrobiło się nomen omen głośno po tym, gdy Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska zdecydował o zamknięciu Toru Poznań.

Wtedy jednak Automobilklub Wielkopolski odwołał się od tamtej decyzji i dopiero w kwietniu 2026 roku Główny Inspektorat Ochrony Środowiska podtrzymał decyzję pierwszej instancji. Powodem całego zamieszania stały się protesty lokalnych mieszkańców Przeźmierowa, którzy narzekali na hałas emitowany przez jeżdżące i ścigające się po torze pojazdy. Prezes Automobilklubu, Bartosz Bieliński poinformował w rozmowie dla "Głosu Wielkopolskiego", że przeprowadzone badania faktycznie potwierdziły to, że na dwóch ulicach, które są blisko toru hałas przekroczył wymaganą normę. W 2009 roku decyzją prezydenta Poznania na dwóch ulicach wprowadzono wymóg maksymalnie 50 decybeli podczas gdy na pozostałych 55 decybeli było jak najbardziej akceptowalnym poziomem. 

reklama

Podmioty odpowiedzialne za Tor Poznań przez lata nie stały jednak z założonymi rękami, a wręcz przeciwnie. Działały i nadal działają w taki sposób, żeby zmniejszyć poziom hałasu. Przykładem tego są chociażby wybudowane ekrany wygłuszające, a jakby tego było mało same regulaminy sportów motorowych są dostosowywane tak, by poziom hałasu był jak najniższy. Oczywiście można tutaj użyć argumentu "dura lex sed lex" (twarde prawo, ale prawo), jednakże patrząc na sprawę racjonalnie wymóg 50 decybeli jest wręcz irracjonalny w przypadku motosportów, którym w głównej mierze dedykowany był tor rajdowy. Tu właśnie zaczyna się pierwszy etap, wprawiający fanów motosportów w oburzenie.

50 decybeli to poziom głośności, który słyszymy przy cichych ulicach lub w zwykłych rozmowach. To zupełnie naturalny poziom hałasu spotykany także w biurach, przy osiedlach lub parkach. 70 decybeli to już dźwięk odkurzacza w mieszkaniach, głośnych rozmów, wnętrza autobusu czy... ruchliwej ulicy! A taka właśnie znajduje się w okolicach Toru Poznań. Mało tego! W pobliżu Toru Poznań znajduje się lotnisko (to zresztą na nim powstały podwaliny pod wspomniany obiekt ), a dźwięk startu samolotu to niejednokrotnie 100-110 decybeli lub też w przypadku bardziej oddalonych mieszkań 70-90. Idąc taką logiką lotnisko również należałoby zamknąć, bowiem również generuje ono dźwięki, które potrafią drażnić.

reklama

Absurd całej tej argumentacji podnoszą kolejne osoby, podkreślające, że stadiony piłkarskie znajdujące się w centrum miast też generują hałas podczas dni meczowych. Dodatkowo na ulicach aż roi się od głośnych fanów z pewnością przekraczających 50 decybeli, a imprezy są na tyle problematyczne, że zmienia się ruch drogowy i tworzą się korki w okolicach obiektu. W związku z tym hałas narasta, a tymczasem stadionów się nie zamyka.  

Zamknięcie Toru Poznań to nokaut dla polskiego motosportu. To tu gościły legendy!

Proces, w którym aktualnie doprowadza się do trwałego zamknięcia toru bardzo mocno kontrastuje z przypadkiem toru w Lublinie. Powstał on niewiele później od poznańskiego, bo w 1979 roku, lecz przetrwał... jeszcze krócej. W 2015 roku zamknięto obiekt ze względu na liczne skargi okolicznych mieszkańców, a później w jego miejscu już dwa lata po wydarzeniu powstawało (a jakże) osiedle mieszkaniowe. 

reklama

Jednym z głównych argumentów obrońców Toru Poznań jest to, że historycznie to właśnie ten obiekt znajdował się tu o wiele wcześniej niż późniejsza zabudowa mieszkaniowa, która pojawiła się tu współcześnie. Przypomnijmy, że ikoniczne miejsce dla polskiego motosportu zostało oddane do użytku jeszcze w obecności byłego Ministra Przemysłu Maszynowego – Aleksandra Kopcia i ówczesnego I Sekretarza KW PZPR w Poznaniu – Jerzego Zasady. Mieszkańcy decydując się zatem na wybór domu mieli świadomość tego, że przyjdzie im żyć w okolicach toru wyścigowego.

Tor Poznań to nie jest tylko pamiątka zamierzchłych czasów i obiekt bez znaczenia dla Polaków. Jako jedyny w naszym kraju szczyci się on obecnie homologacją międzynarodowych federacji, do których zalicza się licencję FIA 3. Tym samym czyni Tor Poznań jedynym torem w Polsce o pełnych możliwościach organizacji profesjonalnych wyścigów samochodowych. Wspomnijmy, że licencję FIA 1 posiadają chociażby tory w Monzy, Zandvoort czy Hungaroring. Światowości wielkopolskiemu obiektowi dodaje fakt, iż Poznań swego czasu gościł na torze samego Michaela Schumachera, ale także Jackiego Stewarta, który dał wtedy prawdziwy popis!

"Latający Szkot" zaprezentował wszystkim w1993 roku "test finezji" za kierownicą Forda Mondeo. Na masce swojego samochodu miał przyklejoną gumową tacę, na której umieszczono... tenisową piłeczkę! Jego zadaniem było przejechać między słupkami tak, aby piłka na wirażach nie wypadła z naczynia. Stewart dokonał tej sztuki w przejeździe liczącym... 22 sekundy!

Warto także pamiętać, że Tor Poznań to nie tylko obiekt dla profesjonalistów, ale też i dla wielu początkujących kierowców z północno-zachodniej części kraju, którzy stawiają swoje pierwsze kroki w karierze w sportach motorowych. Ten obiekt był dla nich praktycznie jedynym miejscem do rozwoju, biorąc pod uwagę to, że inne podobne tory znajdowały się chociażby w Kamieniu Śląskim (województwie śląskie) czy Kielcach (województwo świętokrzyskie).

Na Torze Poznań jeżdżą też wrotkarze czy kolarze. Dość powiedzieć, że to przecież na tym terenie odbywają się prestiżowe finały Driftingowych Mistrzostw Polski, które przyciągają nie tylko zawodników, ale i masy zainteresowanych wydarzeniem ludzi. 6 czerwca miał się tam odbyć popularny "Time Attack", a do istotnych wydarzeń należy również "Track Day", Wyścigowe Samochodowe Mistrzostwa Polski, Zawody kartingowe ROTAX Max Challenge, a także między innymi Wyścigowe Motocyklowe Mistrzostwa Polski.

Z Toru Poznań korzystają także osoby dostające w prezencie bony na testowanie ekskluzywnych aut czy miłośnicy klasyków, którzy organizują zloty lub też specjalne inicjatywy jak "Wiosenny Rajd Pojazdów Zabytkowych". Na wspomnianym obiekcie szkoli się także sędziów sportów samochodowych. Co ważne Tor Poznań służy ludziom chcącym zwyczajnie trenować, edukować się lub poprawiać technikę. W dobie szalejących piratów drogowych czy wyścigów ulicznych, decyzja o zamknięciu toru może jedynie zwiększyć ich liczbę na ulicach, gdy miłośnicy adrenaliny za "kółkiem" stracą swoje miejsce do jazdy. Szczególną uwagę zwracał na to Piotr Turuk, organizator Driftingowych Mistrzostw Polski.

- Tym bardziej niezrozumiała jest ta decyzja w kontekście ostatnich zaostrzeń przepisów, a także naszych działań mających na celu poprawę bezpieczeństwa i świadomości kibiców. Nie rozumiem dlaczego zamykamy Tor, gdzie ludzie mogą w bezpiecznych warunkach uprawiać sporty motorowe. Oczywiście ja i cała nasza organizacja jest za tym, aby te przepisy były zaostrzane i żeby na drogach było coraz bezpieczniej, ale w takim razie zamknięcie Toru da odwrotny efekt, bo gdzieś ci ludzie i ci fani motoryzacji i poszczególnych dyscyplin motorsportu będą chcieli jeździć. Oni tej pasji nie pozostawią, nie odpuszczą i osiągniemy odwrotny efekt, a chyba nie na tym powinno nam wszystkim zależeć – mówił dla "Głosu Wielkopolskiego" Piotr Turuk

Decyzja Głównego Inspektoratu Środowiska wprawia w osłupienie szczególnie z tego względu, że przecież jeszcze kilkanaście godzin temu w mediach społecznościowych chociażby strona "DRIVE SQUAD" ogłaszała otwarcie sezonu na 19 kwietnia! W grę wchodziły tam między innymi zawody Race Taxi, gdzie uczestnicy braliby udział w wyścigu Mini Cooperów S. Zorganizowanoby także Konkurs Pit Stop oraz rozgrywki w symultatorze w Mini, gdzie uczestnicy mieliby okazję do ścigania bez odpalania silników w wirtualnym świecie.

To już nie pierwsza taka sytuacja, bowiem podobne zjawisko można było zaobserować w 2018 roku. Wtedy to już podczas Gran Turismo PoloniaAutomobilklub Wielkopolska zdecydował się na zamknięcie Toru Poznań z powodu nadmiernego hałasu. Tym samym uniemożliwiono zawodnikom uczestnictwo w King of Gran Turismo i próba bicia rekordu Toru Poznań. Do akcji wkroczył Wydział Ochrony Środowiska z Urzędu Miasta Poznania, który rozpoczął badanie głośności generowanej przez tor. Organizatorzy w pewnym momencie zmuszeni byli w związku z tym nawet do apelowania o cichszą jazdę, co brzmiało absurdalnie, biorąc pod uwagę obecność na homologowanym torze Ferrari, Lamborghini czy McLarena. 

Dla Toru Poznań jest nadzieja? Wyrazy wsparcia płyną z różnych stron Polski

Choć aktualnie wśród obrońców toru przeważa żal, wściekłość i frustracja, istnieje jednak możliwość, żeby uratować Tor Poznań. W tym momencie nadzieję na to daje złożenie skargi kasacyjnej do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i jej pozytywne rozpatrzenie. Automobilklub Wielkopolska zamierza się podjąć tego zadania choć to nie wstrzyma wykonalności decyzji Głównego Inspektora Ochrony Środowiska, a zatem działalność obiektu została zablokowana ze skutkiem natychmiastowym po wejściu w życie postanowienia.

Nie próżnują także internauci, którzy starają się wszelkimi dostępnymi metodami zwrócić uwagę Polaków na cały problem. Na portalu "X" oraz na Facebooku uruchomiony został specjalny hasztag o treści "RatujmyTorPoznań", a w promocję tej akcji włączył się chociażby Maciej Gladysz - polski kierowca wyścigowy, który zanim zaczął sięgać po medale w F4 i kartingu, stawiał swoje pierwsze kroki właśnie na Torze Poznań.

Rozwiń

Głosy krytyczne płyną także ze strony wyczynowców, którzy również nie szczędzą krytyki osobom decyzyjnym. Swoje rozżalenie głośno wyrażał w szczególności Marek "White Wolf" Suslik. Zasłynął on między innymi z tego, że jako pierwszy motocyklista na świecie wyruszył samotnie zimą z Polski motocyklem do najzimniejszego miasta świata – Jakucka w Syberii pokonując odległość 11.300 km przy temperaturze poniżej -50 stopni Celsjusza. W swoim nagraniu na Facebooku stwierdził, że ten werdykt nie tylko odbiera ludziom miejsce do realizowania pasji, ale i stwarza ryzyko namnożenia się na drogach piratów drogowych.

Wtórowała mu w tym Antonina Rogalska - wicemistrzyni i mistrzyni Śląska SST300 Kobiet, a także między innymi złota medalistka Polski Pit Bike Girl z 2020 roku. W swoich mediach społecznościowych zwróciła ona uwagę na fakt, iż najbardziej sensownym rozwiązaniem byłoby przede wszystkim stworzenie pewnej alternatywy dla sportowców, a dopiero potem doprowadzenie do zamknięcia historycznego obiektu. Tymczasem teraz między innymi profesjonalni zawodnicy i profesjonalne zawodniczki zostają z niczym. Jej argumenty potwierdzają tezę, że zamknięcie Toru Poznań na stałe przyczyni się do upadku rozwoju polskich moto sportów, gdzie przyszli młodzi wyczynowcy chcący iść w ślady choćby Roberta Kubicy nie będą mieli miejsca do realizowania swoich marzeń.

Rozwiń

W całą tę sytuację zaangażowali się też wielkopolscy politycy. Poznański radny z ramienia Lewicy-Centrum - Przemysław Plewiński - poinformował na portalu "X", że rozmawiał już z ministrą klimatu i środowiska Pauliną Henning-Kloską, a teraz jego celem jest rozmowa z przedstawicielami Toru Poznań. Jak twierdzi rozwiąznie było już na stole. Na tym działania się jednak nie kończą, bowiem internauci nie decydują się jedynie na krytyczne komentarze, ale też stworzyli specjalną petycję dotyczącą obrony historycznego obiektu, który należy do najważniejszych w kraju.

"Pozytywem" w zaistniałej sytuacji może być fakt, iż głośny sprzeciw środowiska motosportowego i nie tylko może w praktyce nakłonić rządzących do uchwalenia nowelizacji przepisów dotyczących torów wyścigowych. Już w poprzednich latach złożono projekt, mający na celu chronić takie obiekty sportowe przed wyłączeniem z użytkowania właśnie z powodu „skarg hałasowych”. Projekt finalnie zatrzymał się na głosowaniu w Sejmie, co jak widać teraz odbija się czkawką z powodu masowych protesów w świecie motosportu po zamknięciu Toru Poznań.
 
Już teraz na zaistniałe wydarzenia z wtorkowego wieczoru reagują chociażby posłowie. Bartłomiej Pejo - Przewodniczący Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowych Technologii - dąży obecnie do rozwiązania problemu organizując specjalną grupę na Facebooku, mającą służyć pomocą. 
 
Rozwiń
 
W akcje obrony Toru Poznań włączył się także inny poseł Konfederacji - Witold Tumanowicz. Zadeklarował on na swoim koncie na portalu "X", że temat Toru Poznań będzie podnosić w Sejmie, co również jest pewnym światełkiem w tunelu dla przyszłości kluczowego obiektu na motosportowej mapie Polski.
Rozwiń
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo