Fani polskiego żużla łączą siły po koszmarnym wypadku Budniaka. Efekt jest niesamowity!

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Fani polskiego żużla łączą siły po koszmarnym wypadku Budniaka. Efekt jest niesamowity! - Zdjęcie główne
Autor: Piotrek./X | Opis: Kibice żużla nie zostawiają młodego żużlowca samemu sobie. Trwa wielka mobilizacja.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
ŻużelNie milkną echa po dramatycznym wypadku Patryka Budniaka w meczu Krajowej Ligi Żużla przeciwko Śląskowi Swiętochłowice. Po tym, gdy zawodnik został w ciężkim stanie przetransportowany do szpitala niemal natychmiast fani żużla z całej Polski zaczęli szukać sposób wsparcia dla 19-latka. Efekt okazał się błyskawiczny, a na kontuzjowanego zawodnika czekają dobre wieści w kontekście poprawy jego zdrowia.
reklama
reklama

Szokujący wypadek na torze w Gnieźnie. Obiecujący, młody żużlowiec trafił w ciężkim stanie do szpitala

Koszmarny wypadek Patryka Budniaka miał miejsce w momencie, gdy jego forma prężnie rosła. 19-letni żużlowiec wszedł w ten sezon Krajowej Ligi Żużla z bardzo dobrymi wynikami. W starciach z Wybrzeżem Gdańsk oraz Kolejarzem Opole odnotował kolejno trzy i 13+1 punktów. Natomiast przeciwko Landshut Devils wygrał dwa z łącznie trzech biegów. Forma młodzieżowca rosła w oczach, a tymczasem w mgnieniu oka cała jego przyszłość znalazła się pod gigantycznym znakiem zapytania. Dość powiedzieć, że w swoim ostatnim meczu, w którym doszło do wypadku po trzech wyścigach miał trzy oczka i dwa z bonusem.

reklama

Tragedia nastąpiła w fatalnym momencie, kiedy losy wyścigu były w zasadzie już przesądzone. Cała rywalizacja zakończyła się wynikiem 43:23, gdzie to w dwunastym biegu 19-latek na tyle niefortunnie sczepił się motocyklem z Leonem Szlegielem, że na pełnej prędkości razem uderzyli w bandę odgradzającą tor od dawnego parku maszyn. To jednak nie było w tym wszystkim najgorsze, bowiem Patryk Budniak w katastrofalny sposób wyleciał za tor, a następnie bezwiednie uderzył o płot, potem o jeden z zaparkowanych pojazdów i finalnie spadł na ziemię. 

Rozwiń

Mecz został natychmiast przerwany, a po poszkodowanego przyleciał helikopter ratowniczy i przetransportował go do Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. Józefa Strusia w Poznaniu. Tam od razu trafił na stół operacyjny, a lekarze przeprowadzili wielogodzinną, skomplikowaną operację, która zakończyła się dopiero o 3 nad ranem. Stan pacjenta jest ciężki, ale stabilny. 

reklama
Rozwiń

Rewelacyjne zachowanie środowiska żużlowego. Tak ogromnego wsparcia nikt się nie spodziewał

Mniej pozytywne informacje napłynęły w kontekście obrażeń, jakich doznał utalentowany 19-latek. U pacjenta zdiagnozowano: skomplikowane złamania miednicy, liczne złamania kończyn (w tym także otwarte), a ponadto sam zawodnik gnieźnieńskiego klubu stracił sporo krwi. To właśnie był pierwszy krok, w którym fani z całej Polski mogli włączyć się w pomoc Patrykowi Budniakowi. Apelowano o oddawanie jej w regionalnych stacjach krwiodawstwa tak, by zawodnik miał większe szansę przetrwać ten tragiczny wypadek. 

O wiele trudniejszym wyzwaniem wydawało się jednak zebranie kwoty potrzebnej na leczenie zawodnika Ultrapuru Omega Gniezno. Koszt wynosił 50 tysięcy złotych, a pieniądze zaczęto zbierać na portalu zrzutka.pl. Sympatycy żużla i nie tylko pokazali wtedy niesamowitą moc swoich serc błyskawicznie zapełniając pasek funduszy. W 55 minut od ogłoszenia zbiórki udało im się zebrać potrzebną kwotę i to w dodatku z ogromną nawiązką. Na ten moment osiągnięto 368% całej kwoty pozyskując 184 tysiące złotych z przypomnijmy potrzebnych 50 tysięcy. Wsparcia natomiast udzieliło już nieco ponad 4 tysięcy darczyńców, a liczby ciągle rosną.

reklama

- Lekarze podkreślają, że najbliższe godziny i dni będą kluczowe, a przed Patrykiem bardzo długa i wymagająca walka o zdrowie oraz sprawność. Patryk ma zaledwie 19 lat. To ambitny, utalentowany i pełen życia chłopak, który zawsze zostawiał serce na torze. Dziś to on potrzebuje naszego wsparcia. Uruchamiamy zbiórkę, z której wszystkie środki zostaną przeznaczone na leczenie oraz rehabilitację Patryka Budniaka. Każda wpłata ma ogromne znaczenie i jest realnym wsparciem w walce o sprawność i powrót do normalnego życia. Zebrane środki zostaną przeznaczone na leczenie, rehabilitację oraz pomoc dla Patryka i jego rodziny w tym niezwykle trudnym czasie. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają ogromne znaczenie - czytamy w opisie zbiórki na portalu "Zrzutka.pl".

Szanse na najskuteczniejszą rehabilitację i najlepsze metody leczenia utalentowanego zawodnika chcą zwiększyć także polskie kluby żużlowe. O wpłacanie na ratowanie zdrowia 19-latka apelują już chociażby: PSŻ Poznań, Falubaz Zielona Góra, Unia Leszno, GKM Grudziądz czy Stal Rzeszów. W akcję w social-mediach włączyła się też sama Ekstraliga. To tylko dodatkowo podkreśla falę ogromnej mobilizacji, jaka przetacza się aktualnie przez Polskę, by wesprzeć młodego żużlowca.

Rozwiń

Dziś klub z Gniezna poinformował także o tym, że kibice zamówili intencję mszalną w imieniu powrotu do zdrowia Patryka Brudniaka i wygrania najważniejszego wyścigu w jego życiu. 

- Dziś wszystko, co jeszcze wczoraj było naszym priorytetem, zwyczajnie przestało nim być. Wszyscy skupiamy się myślami przy Patryku. Czekamy na dobre wiadomości. Z inicjatywy kibiców jeszcze dziś w kościele pw. Chrystusa Wieczystego Kapłana na osiedlu Grunwaldzkim o godz. 18.00 odbędzie się msza święta w intencji powrotu do zdrowia Patryka. Także w środę o godz. 18.00 msza święta w tej samej intencji odbędzie się w Kościele o. Franciszkanów tuż przy gnieźnieńskim Rynku. Wszyscy razem myślimy i modlimy się za naszego Chłopaka! - napisano na facebookowym profilu Startu Gniezno.

Fani żużla znów wstrzymują oddech. Katastrofalne wypadki tylko się mnożą!

Według doniesień medialnych na ten moment nie wykryto żadnych nowych problemów zdrowotnych u Patryka Budniaka. Wcześniej stwierdzono także, że nie doszło do żadnych obrażeń narządów wewnętrznych. Żużlowiec aktualnie przebywa w śpiączce farmakologicznej, a policja prowadzi śledztwo w sprawie makabrycznego wypadku. Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak poinformował TVN24 o tym, że zabezpieczono już dokumentację imprezy (w tym licencję, dokumenty dopuszczające tor do zawodów sportowych oraz te techniczne), sprzęt zawodników (motocykle, odzież osobistą i kombinezony) oraz nagrania z monitoringu.

To już nie pierwszy raz w ostatnim czasie, kiedy dochodzi do tak poważnych wypadków na torach w Wielkopolsce. W premierowym meczu PSŻ-u Poznań z Ostrovią Ostrów Wielkopolski w tym sezonie katastrofalnego losu uniknął inny młodzieżowiec - Antoni Mencel. Podopieczny Eryka Jóźwiaka zyskał przydomek "Robocop" po tym, gdy wyszedł cało z równie dramatycznej sytuacji, kiedy to z całym impetem wjechał w bandę. Żużlowiec nie dość, że pozbierał się po tym wszystkim o własnych siłach to jeszcze... dokończył wyścig. Jego szczerość w tamtym momencie była po prostu rozbrajająca.

- Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że przez pierwsze 2-3 minuty nie mogłem ruszać nogą. Po chwili gdzieś to czucie wróciło i stwierdziłem, że pojadę dalej. Myślę, że lepiej walczyć do końca na torze, jeśli jesteś w stanie, niż zakończyć mecz fatalnym upadkiem — relacjonował wtedy Mencel.

Jakby tego było mało Mencel wspólnie z Ryanem Douglasem pokonał później parę najlepszych zawodników z ekipy rywali - Frederika Jakobsena i Chrisa Holdera. Punktem wspólnym obu tych katastrof było to, że motocykle dosłownie wyfrunęły spod nóg. Innym ze "Skorpionów", który doznał bardzo poważnej kontuzji złamania żeber i przebicia płuca był znacznie doświadczony Niels-Kristian Iversen. Duńczyk tak katastrofalne obrażenia odniósł ścigając się na torze w King's Lynn.

Świeżo w pamięci kibiców polskiego żużla bez wątpienia jest też dramat Taia Woffindena, który 30 marca 2025 roku na torze w Krośnie również uległ bardzo poważnemu wypadkowi. O tej sytuacji mówiła cała Polska, kiedy to trzykrotny mistrz świata doznał licznych złamań, poważnych obrażeń klatki piersiowej i stracił sporo krwi. Jego także natychmiast zabrał helikopter pogotowia ratunkowego, a zawodnik znajdował się w śpiączce farmakologicznej.

Rozwiń

Powód całej sytuacji z Woffindenem był bliźniaczy, śledząc historię Budniaka - motocykle dwóch żużlowców sczepiły się na wejściu w pierwszy łuk i Brytyjczyk nie miał możliwości wydostać się z zaistniałej sytuaji. Choć renomowany żużlowiec nie został katapultowany z motocykla, z pełnym impetem uderzył w drewnianą bandę. Po całej tej katastrofie zdołał wrócić do ścigania i oby to samo czekało Patryka Budniaka.

Rozwiń
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo