PSŻ Poznań nabiera rozpędu w walce o top4. "Team-spirit jest najważniejszy"
Wielkie zapowiedzi osób decyzyjnych Hunters PSŻ Poznań odnośnie najlepszej drużyny "Skorpionów" w historii, zostały niemal od razu wystawione na najtrudniejszą próbę. Dwa pierwsze mecze przyniosły dwie porażki, gdzie różnica w oczkach wyniosła ponad 20 punktów. Nietrudno było wtedy o pesymizm, ale jak podkreślał prezes Jakub Kozaczyk w rozmowie z Krzysztofem Ratajczakiem, wiedział wtedy, że coś nie gra. Powodem kiepskiej jazdy "Skorpionów" była niewystarczająca liczba treningów na ich własnym torze, który był remontowany aż do samego startu rozgrywek.
PSŻ Poznań musiał zapłacić wysoką cenę za przedłużoną budowę w związku z niesamowicie surową zimą i odbiło się to na początkowych wynikach. Prezes wczoraj podkreślał jednak, że należało zachować pełny spokój i nie wprowadzać żadnej nerwowej atmosfery. To jego zdaniem mogłoby się źle skończyć i jak widać wystarczyło wykazać się cierpliwością, by "Skorpiony" zaczęły rosnąć z każdym kolejnym meczem i każdym kolejnym treningiem na swoim torze. Prezes podkreślał, że do pełnej satysfakcji brakuje już niewiele, a PSŻ ma szanse realnie powalczyć w play-offach w tym sezonie.
- Jest cały czas ta pierwsza czwórka i oby tak zostało, bo wiemy, że jest to tylko sport. Wiadomo było, że mamy mocną drużynę pomimo tego, że wielu nas po dwóch pierwszych kolejkach skreślało. Każdy, kto jednak trochę się na żużlu zna, wiedział, że nie może być aż tak źle. Teraz zawodnicy, którzy mają do dyspozycji własny tor coraz bardziej się rozjeżdżają. Dzięki temu, że Kacper Pludra i Ryan Douglas jadą ponad stan jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i cały czas się napędzamy. Dołącza do nich Dimitri Berge, Niels-Kristian Iversen, a także juniorzy jadą swoje. Został nam do odbudowania Bartek Smektała. Jak tylko wróci na właściwe tory, to jestem spokojny o pierwszą czwórkę - przekonywał w programie "Sportowa arena" prezes PSŻ-u Poznań, Jakub Kozaczyk.
Dobre wyniki w tabeli Metalkas 2. Ekstraligi to jedno, ale drugą sprawą jest też wielki sukces przedstawicieli klubu w kontekście odpowiedniego połączenia ze sobą nazwisk. PSŻ Poznań dobrze zdaje obecnie egzmian z zarządzania i pokazuje, że renomowane nazwiska solidnych ligowców mogą iść w parze ze zwycięstwami i sukcesami drużynowymi. Wzajemne zrozumienie oraz odpowiednia mieszanka młodych, utalentowanych żużlowców z weteranami mającymi zadatki na mentorów sprawia, że klub funkcjonuje właściwie. Tym samym trener może bez problemów koncentrować się wyłącznie na wdrażaniu swoich pomysłów bez obawy o wzajemne zgranie zawodników.
- Jest team-spirit i jest dobra atmosfera w zespole. To spokojna drużyna, która nie ma żadnych problemów - nikt się nie kłóci, a każdy każdemu podpowiada. Jak państwo widzicie, często jest tak, że jeden jedzie dla siebie, tak samo jak drugi. Co z tego, że na przykład Falubaz Zielona Góra montuje zespół za miliony, jak nie ma zawodników dobranych charakterami i dzieje się to, co się dzieje. Kiedyś przychodząc do żużla nie rozumiałem argumentu o atmosferze i teraz już wiem o co chodzi. Ten team-spirit jest najważniejszy - gdy się pojawia, to wszystko przychodzi z czasem - dzielił się spostrzeżeniami prezes PSŻ-u Poznań.
Ryan Douglas zachwyca kibiców PSŻ-u Poznań. Pytanie tylko na jak długo?
Choć wybijających się postaci jest z pewnością kilka w tegorocznej ekipie PSŻ-u Poznań, jedna zdecydowanie świeci najjaśniej. Mowa rzecz jasna o Ryanie Douglasie, którego jazda na torze w tegorocznych meczach przypomina grę na kodach. Niesamowity Australijczyk ma abonament na zwycięstwa w Metalkas 2. Ekstralidze, co jednocześnie raduje kibiców, ale też wywołuje niepokój.
Kolejne zwycięstwa i sukcesy tylko zwiększają jego szanse na transfer stopień wyżej do PGE Ekstraligi, a w ostatnim czasie mocno nasilają się plotki o odejściu "Ryanaira" do Unii Leszno. Prezes Kozaczyk jasno stwierdza, że "Skorpiony" aktualnie walczą jak tylko mogą o to, by największa gwazda rozgrywek pozostała na "Golaju", ale wszystko aktualnie rozbija się o decyzję samego zainteresowanego.
Prezes Jakub Kozaczyk mówi jednak wprost, że jeśli Australijczyk zdecyduje się zrobić krok naprzód i opuści PSŻ Poznań, to dalej będzie gorąco kibicował swojemu obecnemu podopiecznemu. To swoisty gest doceniający wszystko, co 32-latek dał "Skorpionom" przez te lata, kiedy to pozostawał wierny barwom klubowym i dźwigał na swoich barkach ogromny ciężar odpowiedzialności za wyniki drużyny.
- Oczywiście, że jest taka szansa, by go zatrzymać. Rozmowy się toczą. Ryan jest oczywiście lojalny i bardzo związany z klubem. Natomiast, jeśli oczywiście zdecyduje się odejść do PGE Ekstraligi, to zrobi to, a ja będę mu kibicował. Tak lojalnego i oddanego sprawie czy klubowi zawodnika przez te pięć lat jak tutaj jestem nie widziałem i takiego nie było. Jak ja to mówię: przyszedł, stał w skarpetkach, nie miał nic, a jednak jest tak wysoko i tak daleko w hierarchii. Jeśli tylko będzie chciał, no to będę mu z całego serca kibicował, ale oczywiście walczymy, żeby został - informował włodarz PSŻ-u Poznań.
Przyszłość Ryana Douglasa w Poznaniu nie jest pewna, ale na tym etapie sezonu prezes "Skorpionów" nie sonduje giełdy nazwisk i nie szuka potencjalnego następcy swojego kluczowego zawodnika. Na rozmowy o zmianach kadrowych jest zdecydowanie za wcześnie. Prezes PSŻ-u woli dokonywać wyborów po zakończeniu rozgrywek mając pełny ogląd sytuacji nie tylko w swoim klubie, ale też i w innych drużynach.
- Sezon jeszcze dobrze się nie rozpoczął. Są kontuzje, jeden jedzie lepiej, drugi gorzej i tak naprawdę na końcu trzeba spojrzeć na charaktery oraz umiejętności. W innych klubach jest wielu zgaszonych zawodników ze względu na być może złe podejście do nich - wiem jakie to są kluby. Wiem też, że są zawodnicy, którzy teraz dołują i bardzo słabo jadą, ale w Poznaniu rozwinęliby skrzydła - twierdził Jakub Kozaczyk.
Infrastruktura PSŻ-u może się tylko poprawić. "Nie powinno być problemu"
W tym momencie nie ma zatem powodów do niepokoju w ekipie Hunters PSŻ-u Poznań, a wręcz przeciwnie. Na zespół Eryka Jóźwiaka w nadchodzących dniach czekają w teorii łatwe mecze. Na pierwszy ogień pójdzie beniaminek tegorocznych rozgrywek - Polonia Piła - która po sensacyjnym początku, gdy pokonała ROW Rybnik, zalicza trudne chwile. Odniosła ona trzy porażki z rzędu z czołowymi ekipami ligi, co stawia PSŻ w korzystnej sytuacji. Kilka dni później "Skorpiony" znów na własnej arenie podejmą Ostrovię Ostrów Wielkopolski, która zdaje się pogrążać w spirali chaosu.
Prezes Jakub Kozaczyk szczególnie mocno zachęcał wczoraj kibiców do wzięcia udziału w spotkaniu z Polonią Piłką, podkreślając, że na ten moment na trybunach przewidywany jest komplet publiczności. Swoje miejsca na Golęcinie zajmie aż 6750 osób, a to nie koniec dobrych wiadomości, bowiem w związku z minionym dniem dziecka organizatorzy chcą zapewnić dzieciom różne atrakcje. Celem jest przekonywanie rodzin do przychodzenia na mecze PSŻ-u i podkreślanie, że żużel to sport rodzinny, gdzie można dobrze spędzić czas. Samą zachętą w kontekście przyjścia na stadion w oba dni są oczywiście duże szanse na oglądanie zwycięstw "Skorpionów", ale prezes nie zamierza dzielić skóry na niedźwiedziu.
- Może i jesteśmy faworytem, ale to jest sport, gdzie każdy może wygrać z każdym. Nikogo nie można lekceważyć - czy to jest najsłabszy zespół czy lepszy, każdy chce wyjść i wygrać na torze - przestrzega prezes PSŻ-u Poznań.
Im większa frekwencja na meczach PSŻ-u Poznań tym większe szanse na to, że miasto przychyli się w stronę przeznaczania kolejnych środków na rozwój infrastruktury żużlowej w stolicy Wielkopolski. W ostatnich miesiącach tor poddano gruntownej renowacji jak postawiono słupy oświetleniowe, odnawiając także samo boisko na płycie głównej. Teraz celem jest postawienie nowej trybuny, a prace nad tym zagadnieniem weszły już we wstępną fazę realizacji. Jednak bez odpowiedniego wsparcia finansowego, powstanie nowego miejsca dla kibiców będzie wyjątkowo trudne.
- Jest już koncepcja zatwierdzona przez Polski Związek Motorowy. Poznańskie Inwestycje Miejskie już zleciły projekt tej trybuny. Powiem nieskromnie, że jest piękna no i teraz pozostaje ją zaprojektować, a następnie poszukać w przyszłości pieniędzy na to, by ją wykonać. Czy ją się uda wykonać, czy też nie, to już pytanie do urzędu miejskiego. Myślę, że jak kibice będą tłumnie przychodzić na Golęcin i pan prezydent będzie widział, że bardzo dużo ludzi interesuje się żużlem, to nie powinno być problemu. Na pewno nie od razu, ale za jakiś czas - poinformował Jakub Kozaczyk w rozmowie z "Radiem Poznań".
Komentarze (0)