PSŻ Poznań wszedł w mecz mocnym uderzeniem. Stal Rzeszów nie dała się znokautować
Rasmus Jensen już od samego początku pokazywał swoim przeciwnikom, że Stal tanio skóry na swoim torze nie sprzeda. Gospodarze zaczęli mecz agresywnie, ale ich wysiłki poprowadziły ich tylko do remisu dzięki stabilnej jeździe Iversena oraz Douglasa. Swoim starszym kolegom formą dorównywali później także młodzieżowcy nie dając się stłamsić przez ekipę z Rzeszowa. Podopieczni Eryka Jóźwiaka do spółki dowieźli trzech punkt do spółki, pokazując trenerowi, że może na nich liczyć. Przełamanie remisowego rezultatu przyszło dopiero wraz z rewelacyjnym biegiem w wykonaniu Bartosza Smektały, który pokazał na torze wielki charakter i zrzucił Jensena na drugą lokatę. Kapitana wsparł jeszcze Dimitri Berge pokonując Francisa Gustsa i zapewnił jedno oczko "Skorpionom".
"Smyk" po raz kolejny przywrócił uśmiechy na twarze kibiców PSŻ-u Poznań jakby mówiąc im: "Wróciłem na dobre". Goście nadal jednak prowadzili zażartą rywalizację na torze, majac problemy z utrzymaniem zwycięstw drużynowych, ale pokazywali kawał porządnego ścigania. Spod kasków najmłodszych graczy "Skorpionów" wręcz kipiała pewność siebie. Ich odwaga sprawiała, że po czterech biegach PSŻ prowadził 13:11, notując trzy remisy z wymagającym rywalem bez Kacpra Pludry.
Piąty wyścig był prawdziwym kunsztem w wykonaniu Kamila Witkowskiego, który walczył do samej mety z Mateuszem Szczepaniakiem. Utalentowany młodzieżowiec pokazał ze swojej strony wszystko, co najlepsze i zapewnił dwa oczka PSŻ-owi, doprowadzając do wyniku 5:1 do spółki z Ryanem Douglasem. Żużlowcy gości imponowali swoją mentalnością na torze i widać było, że szczególnie młodzi gracze przekraczali granice własnych możliwości w walce o punkty.
Sytuacja skomplikowała się w szóstym wyścigu, kiedy to z rywalizacji został wykluczony Niels-Kristian Iversen. Duńczyk nieszczęśliwie uderzył motocyklem we Franciszka Majewskiego, który z pełnym impetem uderzył w bandę. Jednak mimo to, osamotniony na torze Smektała wyrwał rywalom dwa punkty w powtórce biegu. Kapitan PSŻ-u Poznań dawał dziś na torze w Rzeszowie prawdziwy popis swoich umiejętności - robił wszystko to, co chciał. Mecz jednak powoli wymykał się gościom spod kontroli i po siódmym wyścigu "Skorpiony" prowadziły tylko 22:20. Podopieczni Eryka Jóźwiaka nie potrafili odnotowywać przynajmniej indywidualnych zwycięstw.
Zapierająca dech w piersiach końcówkach. Douglas odleciał i upokorzył rywali
Obie drużyny rywalizowały ze sobą bardzo zaciekle, ale żadna z ekip nie potrafiła uzyskać wyraźnej przewagi. Poznaniacy prowadzili w dużej mierze dzięki wywalczanym w pocie czoła remisom. "Skorpiony" stały przed fantastyczną okazją, by odskoczyć w dziewiątym wieku, ale tempa swojemu liderowi na finiszu nie dotrzymał Niels-Kristian Iversen, dając się wyprzedzić na ostatnim łuku. W związku z tym PSŻ musiał się zadowolić czteroma punktami dzięki wielkiej formie Bartosza Smektały. PSŻ Poznań małymi kroczkami, bieg po biegu cierpliwie budował swoją przewagę równocześnie stąpając po cienkim ludzie. Na pięć biegów przed końcem przyjezdni prowadzili zaledwie 32:28.
"Skorpiony" zgarniały kolejne remisy, pozstawając zwycięskimi w meczu nawet, gdy Josh Pickering i Ramus Jensen stawali na rzęsach, by dać swojej drużynie chociaż chwilowe prowadzenie w meczu. Ostatecznie Stal Rzeszów tuż przed biegami nominowanymi dobili do spółki Ryan Douglas i Bartosz Smektała, którzy w dwóch ostatnich wyścigach wydatnie przyczynili się do korzystnych wyników. Gospodarze na dwa starcia przed końcem tracili do "Skorpionów" sześć oczek, ale biorąc pod uwagę wyrachowanie i skuteczność przyjezdnych wyzwanie było niemalże niemożliwe do zrealizowania.
Pierwszy bieg nominowany pokazał jednak, że PSŻ nie mógł być pewny zwycięstwa. Pickering i Jensen zrobili dokładnie to, co do nich należało i zapewnili Stali Rzeszów cztery oczka. Tyle samo punktów traciła ona do "Skorpionów" na jeden wyścig przed końcem, a PSŻ Poznań ryzykował zmarnowaniem gigantycznego wysiłku w zaledwie... cztery okrążenia. Na wysokości zadania po prostu musieli stanąć Ryan Douglas i Bartosz Smektała, a zatem dwaj najlepsi żużlowcy w zespole Eryka Jóźwiaka. Musieli oni pomścić swoich poprzedników i ograć swoich rywali w biegu, gdzie ważyło się zwycięstwo.
Żużlowcy Stali Rzeszów zatrzymali serca kibiców PSŻ-u wychodząc na pięć do jednego z pierwszego łuku i niemalże do końca utrzymywali wynik 5:1 zapewniając sobie bezcenny remis w meczu. "Niemalże", ponieważ na ostatnim okrążeniu Ryan Douglas w nieprawdopodobnym stylu oszukał Josha Pickeringa i pokazał, że jest niezastąpiony w ekipie "Skorpionów". Jego status gwiazdy PSŻ-u tego dnia zmienił się w absolutnego herosa, który dźwignął ultra emocjonującą końcówkę, doprowadzając do piątego meczu z rzędu ze zwycięstwem oraz siódmego meczu z rzędu bez porażki. Australijczyk wyprzedził Pickeringa dosłownie na wirażu tuż przed metą.
"Ryanair" pokazał, że po prostu nie ma układu nerwowego i skradł show w końcówce spotkania zgłaszając swoją kandydaturę do "rajdera meczu". Wcześniej oczywistym kandydatem był Bartosz Smektała, ale Ryan Douglas pokazał, że jest żużlowcem po prostu... z kosmosu. Ten mecz stanie się z pewnością jednym z najlepszych w historii jego występów dla Poznaniaków.
Stal Rzeszów - Hunters PSŻ Poznań 44:46
Stal: Pickering 14+1 (3, 3, 2, 3, 1*, 1, 1), Szczepaniak 5 (0, 1, 0, 2, 2), Gusts 2+1 (0, 0, 1, 1*, 0), Jensen 19 (3, 2, 3, 3, 2, 3, 3), Przybyło 0 (u, 0, 0), Majewski 4 (3, 1, 0)
PSŻ: Iversen 3+2 (1*, w, 1, 1*, 0), Smektała 11 (3, 2, 3, 3, 0), Douglas 12 (2, 3, 2, 3, 2), Berge 8 (1, 2, 3, 0, 2), Witkowski 6+2 (1, 1*, 2*, 0, 2), Mencel 6+1 (2, 2, 0, 1*, 1).
Komentarze (0)