Pretendent do najwyższych celów w Basket Lidze Kobiet traci architekta sukcesów
To nie jest łatwy czas dla rozgrywek Basket Ligi. Poziom konkurencji drużyn o najwyższe cele zamiast się wzmacniać raczej się osłabia. Niedawno informowaliśmy o tym TUTAJ, że z rywalizacji z powodów finansowych odpadł zespół VBW Gdyni, a teraz niepewna sytuacja ma miejsce także u świeżo upieczonych mistrzyń kraju - AZS-ie UMCS-ie Lublin. Zespół, który wydarł Enei AZS Politechnice trzy zwycięstwa w finałowej serii Orlen Basket Ligi kilka miesięcy temu, teraz mierzy się z serią bolesnych strat personalnych. W jego przypadku również możemy mówić o prawdziwej klątwie mistrzyń kraju.
Dwa dni temu klub oficjalnie poinformował o tym, że z zespołem rozstał się trener Karol Kowalewski - jeden z głównych autorów drugiego mistrzostwa w historii klubu. O jego wartości dla drużyny AZS-u UMCS-u niech świadczy fakt, że w minionych play-offach poniosła tylko jedną porażkę właśnie z Eneą AZS Politechniką. To on w dużej mierze uczynił swój zespół rewelacją poprzednich rozgrywek i przywrócił ją na tron, dysponując znakomitym składem. AZS UMCS Lublin pod jego pieczą w sezonie zasadniczym wygrał 17 z 22 meczów, zaliczając znakomity bilans 9-2 w meczach domowych i tym samym zajmując drugie miejsce w tabeli rozgrywek.
Równocześnie trener Karol Kowalewski zapewnił swojej drużynie także ćwierćfinały EuroCupu potwierdzając tym samym jeden z najlepszych sezonów w ostatnich latach. Jakby tego było mało, oprócz twórcy tego sukcesywnego projektu z zespołem pożegnał się jego asystent Wojciech Eljasz-Radzikowski. W Lublinie dochodzi zatem do ewidentnego kruszenia fundamentów mistrzowskiego zespołu, a kibice wprost piszą w social-mediach o prawdziwym armagedonie, którego skala nawiązuje do piłkarskiej ekipy zza miedzy czyli Motoru. Część fanów jest wręcz wściekła z powodu zaistniałej sytuacji, kiedy to po zapewnieniu ogromnych sukcesów tracą znakomitego fachowca, mogącego wydatnie pomóc im w utrzymaniu się na szczycie.
Przedstawiciele klubu liczą na to, że dzieło Karola Kowalewskiego będzie kontynuował Marek Lebiedziński, który z AZS-em UMCS-em Lublin związany jest od 2020 roku. Nowy-stary szkoleniowiec doskonale zna warunki pracy z renomowanym trenerem, który opuścił niedawno organizację. Lebiedziński dużo wie o strategicznym planowaniu rozgrywek oraz indywidualnym rozwoju zawodniczek. Długoletni kontrakt tylko wskazuje na to, że władze klubu chcą, by to właśnie ten człowiek budował DNA pierwszego zespołu.
- Objęcie funkcji pierwszego trenera w LOTTO AZS UMCS Lublin to dla mnie ogromny zaszczyt i spełnienie zawodowych ambicji. Czuję dużą radość, dumę oraz wdzięczność za zaufanie, jakim zostałem obdarzony. Jednocześnie mam świadomość odpowiedzialności, jaka wiąże się z tą rolą. Bardzo doceniam fakt, że zarząd Klubu zaufał mi i chce ze mną współpracować przez najbliższe trzy lata. Jestem zmotywowany do ciężkiej pracy oraz zbudowania optymalnego zespołu w ramach naszych możliwości - przekonywał Marek Lebiedziński, były trener m.in Enei AZS Politechniki w sezonach 2017/2018 oraz 2018/19.
Rywalki Enei AZS Politechniki straciły większość kluczowych zawodniczek
Fani mówią o sytuacji w AZS-ie UMCS-ie Lublin jak o kadrowej czystce i rzeczywiście nie ma co się im dziwić, biorąc pod uwagę rozbicie mistrzowskiej ekipy także pod względem utraty najważniejszych koszykarek. Klub pożegnał w trakcie tego lata chociażby Klaudię Wnorowską - jedną z bardziej wyróżniających się strzelczyń zza łuku w swojej drużynie. W przyszłym sezonie w drużynie zabraknie również Kamili Borkowskiej - dominującej, ponad dwumetrowej centerki, która jest jedną z najlepszych koszykarek na swojej pozycji w Basket Lidze. Po koszykarkę zgłosiła się hiszpańska Valencia, co podkreślało skalę wyzwania w kontekście zatrzymania środkowej. Popularna "Kama" została wybraną najlepszą polską zawodniczką poprzednich rozgrywek, a jej transfer nie może dziwić.
Na tym bolesne straty się nie kończą, bowiem z klubu odeszła również Brooque Williams - renomowana strzelczyni dokładająca od siebie na parkiecie także dużo intensywności w obronie na obwodzie. Kibiców najbardziej dotknęła mimo wszystko strata samej Robbi Ryan - kapitan zespołu, niekwestionowanej liderki i być może dla wielu faktycznej, najlepszej zawodniczki minionych rozgrywek. Amerykanka w finałach była gotowa wygrywać mecze choćby w pojedynkę, prezentując kompletność w każdej dziedzinie. Rozgrywająca potrafiła wykorzystywać krycie do wymuszania fauli lub błyskawicznego oddawania piłki do lepiej ustawionych koszykarek. Bez opieki bez problemu wbijała się pod obręcz, punktując po layupach lub rzucając z półdystansu.
AZS UMCS będzie musiał sobie radzić także bez Markeishy Gatling, która po zdobyciu MVP finałów Orlen Basket Ligi Kobiet zakończyła swoją karierę. Amerykańska środkowa z paszportem z Czarnogóry zaliczyła rewelacyjny sezon, który nie doczeka się kontynuacji w tym roku, a koszykarki Enei AZS Politechniki mogą odetchnąć z ulgą. To właśnie ta zawodniczka była jedną z tych postaci, które dawały się najmocniej we znaki w finałowej serii. Jej znakomite warunki fizyczne sprawiały, że pod koszem akademiczek robiła co tylko chciała, a powstrzymanie jej w przepisowy sposób było niesamowicie trudne. Teraz po jej stracie, szanse Enei AZS Politechniki na sukcesy w meczach z UMCS-em mocno się podniosły.
Szczególnie, że mistrzynie Polski jeszcze nie zaprezentowały prężnych ruchów na rynku transferowym. Zapowiedzi trenera Lebiedzińskiego wskazują na to, że klub nie będzie dysponował aż tak dużymi środkami jak wcześniej, co może odbić się na poziomie koszykarek, które trafią do zespołu AZS-u UMCS-u Lublin. Wieści przekazane przez nowego szkoleniowca otwierają kibicom Enei AZS Politechnikę furtkę do tego, by realnie myśleć o najwyższych celach także w sezonie 2026/27, bowiem, gdy pozycja rywalek w Orlen Basket Lidze słabnie, Poznanianki idą ewidentnie w górę.
- Przede wszystkim musimy mieć świadomość, że nadchodzący sezon będzie zupełnie inny niż ten ubiegły. Oczekiwania naszych kibiców oraz całego środowiska po zdobyciu tytułu naturalnie są bardzo wysokie. Przekonaliśmy się jednak po wywalczeniu pierwszego mistrzostwa Polski dla Lublina, że w sporcie czasem łatwiej wdrapać się na szczyt niż na nim utrzymać. Musimy sobie też jasno powiedzieć, że budżet na skład będzie relatywnie mniejszy niż rok temu. Aktualnie koncentruję się na pozyskaniu zawodniczek do zespołu, w ramach obecnych możliwości finansowych klubu oraz dostępności graczy na rynku. Choćby z tego względu o naszych celach będę mógł powiedzieć za jakiś czas, gdy uda nam się zbudować kompletny zespół i będziemy też wiedzieć, jakimi argumentami dysponują przeciwnicy - twierdził Marek Lebiedziński w rozmowie z klubowymi mediami.
Enea AZS Politechnika pokazuje jak należy budować kadrę. To im zapewni medale?
Enea AZS Politechnika wyrasta na organizację, która na ten moment w teorii ma bardzo duże szanse na topową czwórkę, jeśli będzie jej sprzyjać sytuacja zdrowotna kluczowych postaci. Jak słyszymy, teraz poznańscy kibice mogą faktycznie przekonać się, ile warta jest cierpliwa budowa drużyny w oparciu o solidne fundamenty, które wykuwano przez ostatnie lata. Enea AZS Politechnika długo musiała czekać na swoje dni chwały, ale dzięki jakościowej pracy u podstaw, jej najbliższa przyszłość maluje się w jasnych barwach. Zespół wzmocnił się tego lata praktycznie na każdej pozycji. Na miejsca rewelacyjnych Amerykanek - Jessiki Carter i Brittany Brown - przyszły zawodniczki, które są pod niektórymi względami jeszcze lepsze od poprzedniczek.
Prezes Łukasz Zarzycki sprowadził też bardzo doświadczoną i efektywną zawodniczkę na skrzydło - Annę Jakubiuk z VBW Gdynia. Udało się także utrzymać jedne z najzdolniejszych młodziczek: Dominikę Puzio, Lenę Brzustowską, Wiktorię Haegenbarth oraz Martynę Główczak. W klubie na dłużej pozostała również Malina Piasecka, która znajduje się na najlepszej możliwej ścieżce rozwoju i udowodniła swój bardzo duży progres w poprzednim sezonie. W przeciwieństwie do zespołu z Lublina, bez większych problemów udało się też zadbać o pozostanie w drużynie samego trenera Wojciecha Szawarskiego, który w tym sezonie będzie tylko umacniał fundamenty swojej filozofii gry.
Sytuacja w Enei AZS Politechnice wygląda znakomicie nie tylko na tle mistrzyń kraju, ale też innych rywalek. Pytaliśmy niedawno prezesa Łukasza Zarzyckiego o to, jak zapatruje się na ten sezon, biorąc pod uwagę problemy przeciwniczek. Działacz zachowuje chłodną głowę i nie daje popada w huraoptymizm. Jest świadomy tego, że w lidze wciąż znajdują się przeciwniczki gotowe pokrzyżować akademiczkom plany.
- Naszym celem na pewno jest walka o pierwszą czwórka. Na wszystko będziemy sobie patrzeć step by step, krok po kroku. Nie oglądamy się na innych, patrzymy na siebie. Na pewno bardzo mocnym zespołem będzie zespół Ślęzy Wrocław i Gorzowa Wielkopolskiego. Na razie dochodzą sygnały, że w Lublinie są jakieś tam kłopoty, ale myślę, że skoro UMCS zgłosił się do Euroligi, to też na pewno zagrają tam bardzo dobre zawodniczki, które pewnie wkrótce ogłoszą. Myślę, że to będą takie cztery główne zespoły do zajęcia miejsca w topowej czwórce. Mamy w sobie dużo pokory. Chcemy grać o najwyższe cele, ale podchodzimy do wszystkiego na spokojnie - dzielił się z nami obserwacjami Łukasz Zarzycki, prezes Enei AZS Politechniki.
Komentarze (0)