reklama
reklama

Maciej Brodziński: Mam satysfakcję, gdy zawodniczka, która przechodzi ze mną szczebel po szczeblu rozwija się i ląduje w ekstraklasie lub w zagranicznym klubie

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Michał Bondyra

Maciej Brodziński: Mam satysfakcję, gdy zawodniczka, która przechodzi ze mną szczebel po szczeblu rozwija się i ląduje w ekstraklasie lub w zagranicznym klubie - Zdjęcie główne

Maciej Brodziński trener MUKS-u Poznań | foto Michał Bondyra

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Koszykówka Maciej Brodziński, od 17 lat jest wierny strukturom koszykarskim MUKS-u. Był trenerem w każdym roczniku, poznał też smak Basket Ligi Kobiet, a od lat jest szkoleniowcem młodzieżowych reprezentacji Polski – teraz do lat 15. W rozmowie z Michałem Bondyrą opowie, jak przez „przypadek” trafił do klubu Jabłońskich, na czym polega specyfika pracy z kobietami, jak wspomina współpracę z Olą Zięmborską, dlaczego odrzuca ostatnio wszystkie propozycje z ekstraklasy, co daje praca u podstaw na lekcjach wuefu, czy z synem gra 1x1, no i o saunie i pracy ogrodzie.
reklama

Michał Bondyra: W strukturach MUKS-u jest Pan trenerem od… 17 lat. Bardzo długo. 
Maciej Brodziński, trener i członek zarządu koszykarek MUKS Poznań: Minęło już sporo czasu. Uświadomiłem sobie to niedawno, robiąc porządek przy okazji remontu w Szkole Podstawowej nr 19 na os. Oświecenia, gdzie do dziś pracuję. Znalazłem pluszową piłkę, nagrodę za zajęcie 3 miejsca na turnieju w Janikowie w 2006 roku. To był zespół w roczniku 1995/96. Pierwszy, który prowadziłem samodzielnie. Zresztą przez te wszystkie lata przeszedłem przez wszystkie roczniki. Zaczynałem od zabawy z piłkę w przedszkolu, potem były dzieci, kolejne kategorie młodzieżowe, aż po seniorki w ekstraklasie. 

Jak to się stało, że padło akurat na MUKS?
Na poznańskim AWF robiłem specjalizację trenerską, gdzie wykładowcą był śp. Tadeusz Dudziński. To on skierował mnie na praktyki do trenerów Iwony i Andrzeja Jabłońskich. Na roku było nas kilku, ale tylko ja byłem spoza Wielkopolski, bo pochodzę z Torunia. Pozostali grali wcześniej czy to w AZS, czy to Pyrze, więc zostali skierowani do pracy w tych klubach. Ja, może przez przypadek, a może, żeby sprawdzić czy dam radę, dostałem przydział do koszykówki żeńskiej, która ma swoją specyfikę. Dałem sobie radę, wciąż tu jestem i sprawia mi to radość.

Na czym polega specyfika pracy z kobietami w baskecie?
Nigdy nie pracowałem w męskiej koszykówce, więc trudno mi porównać. Słyszałem jednak, że ci, którzy przechodzą z męskiego basketu do żeńskiego muszą mieć chwilę czasu, żeby się odnaleźć. 
Z jednej strony kobiecy kosz to inna dynamika gry, inna szybkość podejmowania decyzji, inna fizyczność. Forma komunikacji z kobietami czy dziewczynami też jest inna. Trzeba uważać, co i jak się mówi. Z mężczyznami można powiedzieć coś w sposób ostry, dosadny, tu trzeba delikatniej. To wcale nie oznacza, że nie jestem wymagającym trenerem, ale trzeba złapać balans między rozmową a twardym egzekwowaniem założeń. Budowanie atmosfery w żeńskich zespołach jest trudniejsze, niż w męskich, ale, gdy umie się to robić, można wiele zyskać. 

Chodzą legendy, że słynie trener z twardej ręki.
Pewnie w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Patrząc na ostatnie 10 lat widzę, że ja też się zmieniłem. Kiedyś inaczej prowadziłem treningi, byłem bardziej nerwowy podczas meczu, mocniej żyłem przy linii bocznej. Teraz jestem spokojniejszy. Pewnie przez doświadczenie, ale i przez to, jak zmienia się młodzież, która ulepiona jest z zupełnie innej gliny.

Z innej gliny?
Młodzież jest teraz bardziej wrażliwa, mniej odporna na stres. A odporność na stres w sporcie, to bardzo ważny czynnik. Dziś stawia się na pozytywny przekaz. To jest dobre, ale trzeba to wszystko wyważyć. Bo, jak się będzie zawodniczkę wciąż klepać po plecach i ona potem pójdzie do zespołu w ekstraklasie, to nikt nie będzie patrzył na to, że ma gorszy dzień, tylko od razu zderzy się ze ścianą krytyki. Dlatego z jednej strony ważne jest spokojne podejście, ale z drugiej, jak coś nie gra, trzeba to jasno powiedzieć. Zwrócenie uwagi nie wynika z mojej złej woli, ale z tego, żeby wyszkolić zawodniczkę na każdym etapie nie tylko sportowo, ale i charakterologicznie. Jak będzie zdeterminowana w moim zespole dziś, to później w ekstraklasie też sobie poradzi. 

Czy na podejście do pracy w zespołach zróżnicowanych wiekowo ma wpływ to, że trener sam jest ojcem?
Trudne pytanie. Mój syn trenuje koszykówkę, ale ma swoją trenerkę, więc nie wchodzę w jej kompetencje. Kibicuję mu, czasami staram się coś podpowiedzieć. 
Z pewnością to, że jestem ojcem sprawia, że na niektóre sytuacje łatwiej mi spojrzeć z pozycji rodzica.

Gracie z synem jeden na jeden? 
Mamy kosz przed domem i jak wracam późno z drugiego treningu na hali, to on często stoi z piłką pod pachą i pyta: „Tata gramy?” Zwykle jestem zmęczony i z chęciami jest różnie, ale przecież to mój syn, więc podejmuję wyzwanie. Widzę, że kosz sprawia mu radość. Chciałbym, żeby grał jak najdłużej, ale nie wymuszam tego na nim. Chcę, żeby przez grę rozwijał się pod kątem ogólnej sprawności fizycznej, a jak zostanie przy koszykówce, to będzie super.

Żona i syn kibicują na meczach?
Tak, przychodzą na moje mecze, a potem czasem w formie żartów sobie dogryzamy.

Uprawiacie wspólnie z synem jakieś sporty poza basketem?
Czasu przez ligę, kadrę nie ma za wiele. Ale jeśli już trochę jest, to staram się go całkowicie poświęcić rodzinie. Lubię spędzać go aktywnie, więc jeździmy też na rowerach, chodzimy na basen. Zimą całą rodziną, gdy akurat nie ma zgrupowań, albo jest opcja, że żona i syn mogą do mnie dojechać w góry, jeździmy na nartach. 

A ma Pan coś tylko dla siebie?
Mamy przed domem niewielki ogród, lubię w nim popracować. Poza tym staram się regularnie chodzić na saunę. 

Wróćmy na koszykarskie poletko. Jest Pan pierwszym trenerem MUKS-u już osiem lat. Raz udało się w tym czasie awansować do ekstraklasy. Ostatnio jednak często w 1 lidze docieracie albo do finałów, albo do półfinałów rozgrywek. Chciałby Pan znowu poczuć smak najwyższej klasy rozrywkowej z Muksiarami?
Jako trener chciałbym, nawet bardzo. Jednak w klubie jestem też członkiem zarządu i wiem, jakie to wyzwanie organizacyjno-finansowe. Pamiętam ekstraklasę w 2015 roku i jakie były wtedy problemy. Ile zdrowia kosztował tamten sezon i jakie potem były tego konsekwencje (spadek – przyp. MB). Jako osoba odpowiedzialna za klub, nigdy nie zdecydowałbym się na podobną drogę awansu ekstraklasy, wiedząc, że nie jesteśmy w stanie sprostać jej finansowo.

 

A gdyby pojawił się możny sponsor?
Gdyby pojawił się duży sponsor, była wreszcie hala, której Poznań wciąż nie ma, to w oparciu o system szkolenia dziewczyn, obudowanych wychowankami, wracającymi z innych klubów w Polsce, miałoby to sens. Oczywiście wtedy nie bylibyśmy zespołem, który bije się o medale, a takim, który wprowadza do ekstraklasy młode zawodniczki i utrzymuje się w lidze.

Często do trenera dzwoni telefon z ofertami z klubów z Basket Ligi Kobiet?
Takie telefony mam co sezon. W zeszłym sezonie nawet na przełomie grudnia i stycznia. Nie wyobrażałem sobie wtedy, żeby odjeść i zostawić zespół w trakcie sezonu. Poza tym mam wiele innych projektów. Dlatego zawsze powtarzam, że jeśli miałbym iść do ekstraklasy, to do projektu długofalowego, żeby zbudować coś w szerszej perspektywie, a nie po to, żeby po pół roku, a może 10 miesiącach nie przedłużali ze mną kontraktu, a ja bym musiał zaczynać wszystko od nowa. Póki co, wszystkie propozycje z ekstraklasy, które dostaję, są na prowadzenie pierwszego zespołu, bez wizji, o której przed chwilą mówiłem.

Czy ta praca to misja?
Moja praca to z jednej strony źródło utrzymania, z drugiej coś, czego w stu procentach nie traktuję jako pracę, bo koszykówka sprawia mi mega dużo radości. Pewnie dlatego tak długo w tym jestem, bo zaczynałem od pracy z dzieciakami, gdzie dla trenerów nie ma dużych pieniędzy. Ale czy misja? Nie, nie traktuję tego jak misję, ale robię to, bo widzę sens mojej pracy, mam satysfakcję, gdy zawodniczka, która przechodzi ze mną szczebel po szczeblu rozwija się i ląduje w ekstraklasie lub w zagranicznym klubie. Wtedy wiem, że jakąś cegiełkę do jej rozwoju dołożyłem także ja. 

Wciąż jest trener też nauczycielem wuefu w szkole.
W SP 19 mam klasę sportową. To są dziewczynki z klasy 4. Uczę ich koszykówki od podstaw, jest świetna energia, ale też odskocznia od pracy z zawodowcami, z którymi mam później trening o 17.00. Te dziewczynki chodzą na nasze mecze, kibicują, a jak wygrywam, to w szkole gratulują. Kto wie, może wrócę kiedyś tylko do pracy u podstaw z dzieciakami?

Mówił Pan o wychowankach, które podbijają ekstraklasowe parkiety. Chciałem zapytać o jedną z nich – Aleksandrę Zięmborską, dziś mistrzynię Polski z Polski Cukier AZS UMCS Lublin, wicemistrzynią świata do lat 19 w koszykówce 3x3. 
Ola potrzebowała wtedy zmian. Przed podpisaniem z nią kontraktu, zasięgnąłem języka na jej temat u trenerów. Po tych opiniach, pojawiły się małe znaki zapytania. Lubię jednak zweryfikować te wątpliwości w pracy z zawodniczką. Zafunkcjonowała u nas bardzo fajnie. Przez dwa lata, które z nami była, nie było z nią żadnych problemów, wykonała kawał dobrej roboty, zawsze walczyła, zdobywała sporo punktów i była naszą liderką. Fajnie się też rozkręciła jako osoba, stała się bardziej otwarta. Mieliśmy z nią kontrakt na 3 lata, ale, że ze względu na przepis o młodzieżowcu w ekstraklasie, było z klubów stamtąd bardzo duże zainteresowanie, zgodziliśmy się, żeby po dwóch sezonach poszła wyżej. Wtedy do BC Polkowice. Świetnie się rozwinęła. Choć cały czas się uczy, to ma niezwykłą fizykę, z której potrafi robić duży atut. Do dziś mamy kontakt, tyle że SMS-owy, bo oboje jesteśmy mocno zabiegani.

No właśnie, bo rozmawiamy w przededniu wyjazdu na Ibizę z kadrą u-15, której jest Pan trenerem.
Jedziemy tam od środy – 6 grudnia. W planach mamy mecze z silnymi reprezentacjami Niemiec, a przede wszystkim Hiszpanii. Zabieram tam też trzy dziewczyny z MUKS-u. Potem konsultacja szkoleniowa w Wałbrzychu i turniej nadziei olimpijskich, krótka przerwa na święta z rodziną i konsultacja w Szczyrku, która kończy się 30 grudnia. Może uda się, że do Szczyrku dojedzie żona i syn, to będziemy łapać razem chwile. 

fot. Elżbieta Skowron x3, Michał Bondyra

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama