reklama

Były piłkarz Lecha Poznań znów zagra w Ekstraklasie. Jego transfer to strzał w dziesiątkę?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Były piłkarz Lecha Poznań znów zagra w Ekstraklasie. Jego transfer to strzał w dziesiątkę? - Zdjęcie główne
Autor: b_bereszynski/Instagram | Opis: Były piłkarz Lecha Poznań powraca do Ekstraklasy po długiej przerwie.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaKluby PKO BP Ekstraklasy wciąż upatrują wzmocnień w osobach polskich weteranów, którzy najlepsze lata swoich karier spędzali za granicą. Teraz do grona piłkarzy z bogatymi doświadczeniami, którzy powracają do kraju dołączył były gracz Warty i Lecha Poznań. O jego przyszłości w rodzimych rozgrywkach spekulowano od roku, ale dopiero teraz wszystko zdaje się być już w tym temacie rozstrzygnięte. Nowy kierunek jego kariery może zaskakiwać.
reklama

Były piłkarz Lecha Poznań powraca do Ekstraklasy po dziewięciu latach

reklama

Dziś po południu Tomasz Włodarczyk z portalu "Meczyki.pl" poinformował, że Bartosz Bereszyński wkrótce oficjalnie zakończy swoją dziewięcioletnią rozłąkę z Polską. Były piłkarz Warty, a także Lecha Poznań trafił do Włoch w 2017 roku po opuszczeniu szeregów Legii Warszawa. Wtedy to na blisko dekadę zatrzymał się na Półwyspie Apenińskim dołączając do ekipy Sampdorii za 1,8 miliona euro. "Bereś" rozegrał dla niej aż 212 meczów z czego 207 na poziomie Serie A. 

Rozwiń

Piłkarz zdecydowanie nie walczył tam o najwyższe cele, co bardziej o utrzymanie lub bezpieczne miejsce w środku tabeli. Na początku swojej przygody w Sampdorii współtworzył tam małą Polską kolonię wraz z Dawidem Kownackim i Karolem Linettym. Mówiąc o innych rozpoznawalnych postaciach, które spotkał w tym klubie warto wspomnieć chociażby o Fabio Quagriaelli, Duvanie Zapacie, Patricku Schicku, Lucasie Torreirze, Mortenie Thorsbym, a także Antonio Candrevie.

reklama

Po raz pierwszy i jak się okazało jedyny smaku sukcesu zaznał w... Napoli. Wtedy to sięgnął po jedyne scudetto w swojej karierze stając się bohaterem zaskakującego wypożyczenia na Stadio Diego Armando Maradona, wcielając się ostatecznie w rolę etatowego rezerwowego. Piłkarz załapał się do składu Azzurrich na rundę wiosenną rozgrywając w niej ledwie trzy ostatnie mecze. Wcześniej natomiast nie podnosił się z ławki rezerwowych. Od tamtej chwili, gdy po raz pierwszy opuścił Sampdorię jego rola w kolejnych ekipach zaczęła słabnąć. 

W Sampdorii przez zdecydowaną większość swojej kariery miał pewny plac gry, a tymczasem wraz z biegiem czasu sytuacja zaczęła się zmieniać. Problemy zdrowotne mocniej odciskały się na reprezentancie Polski, który z blisko 30 rozegranych meczów w sezonie zaczął zbliżać się do granicy 20. Kiedy jednak Bartoszowi Bereszyńskiemu sprzyjały warunki do gry, zdecydowanie nie zawodził oczekiwań potrafiąc bez problemów rozgrywać spotkania w pełnym wymiarze czasowym. 

reklama

Doceniano go także rzecz jasna w reprezentacji Polski choć tam jego ścieżka rozwoju była niemal bliźniaczo podobna do tej w Serie A. Kiedy piłkarz dobrze się prezentował we Włoszech, zyskiwał także przychylność selekcjonerów. Natomiast, gdy jego postać zaczęła blednąć w piłce klubowej, to samo działo się w kadrze narodowej.

W swoim szczytowym momencie w Sampdorii były gracz Lecha Poznań potrafił też grać na mistrzostwach świata w 2018 roku i wychodzić w pierwszych składach na Kolumbię oraz Japonię. Później stawiano na niego także w eliminacjach do mistrzostw Europy, a na mundialu w Katarze zyskał o wiele mocniejszą pozycję niż w Rosji. Trzykrotnie zagrał przez 90 minut w czterech meczach tym razem przeciwko Meksykowi, Arabii Saudyjskiej i Francji - późniejszym mistrzom świata. Łącznie dla Polski wystąpił w 59 spotkaniach.

reklama

Czy były gracz Warty i Kolejorza wróci do ligi w wielkim stylu?

Teraz piłkarz decyduje się na powrót do Polski, ale to nie oznacza końca wyzwań. Bartosz Bereszyński wybrał na swój nowy klub Motor Lublin i jak informuje Tomasz Włodarczyk ustalono już nawet warunki dwuletniego kontraktu. Spora część kibiców może czuć zaskoczenie w związku z tą decyzją. Oto bowiem doświadczony reprezentant Polski, pięciokrotny mistrz kraju i trzykrotny zdobywca Pucharu Polski decyduje się po rozegraniu 207 meczów w Serie A na dołączenie do drużyny, w której trwa obecnie spory chaos organizacyjno-sportowy. 

Przetasowania na ławce trenerskiej, wymiana sztabu szkoleniowego i kompletna rewolucja kadrowa sprawiają wrażenie, że Motor Lublin w teorii nie wydaje się najbezpieczniejszym kierunkiem na prowadzenie kariery. Wspominaliśmy o tym TUTAJ. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Bereszyński faktycznie zaufał w rodzący się projekt Mariusza Misiury i będzie gotowy realnie wesprzeć go w drodze po wysokie cele. Jego nowa drużyna bardzo dobrze weszła w okres przygotowawczy, rozprawiając się dziś chociażby z Wartą Poznań. Więcej o tym meczu pisaliśmy TUTAJ. 

Rozwiń

Eksperci już komplementują Motor za tę decyzję kadrową. Bereszyński zdaje się w teorii pasować jak ulał do defensywnego systemu gry nowego trenera. W końcu najlepsze lata spędził w lidze, która jak mało która uczy dyscypliny pod własną bramką i założeń taktycznych w pierwszej linii. Prawa strona boiska Lublinian może zostać zatem bardzo solidnie zabezpieczona, jeśli Bereszyńskiego nie będą prześladować kontuzje. Inną kwestią jest także to, że piłkarz może mieć ważny wpływ na szatnie jako lider. W przeszłości sprawdzał się w tej roli we Włoszech, bowiem nosił nawet opaskę kapitana.

Rozwiń

Fani Motoru Lublin na pewno będą ciekawi tego jak piłkarz finalnie zaprezentuje się w barwach ich drużyny. W ostatnim sezonie w Palermo, które rozgrywało swoje mecze w Serie B wystąpił w zaledwie 20 spotkaniach, rozgrywając około 900 minut. To dość nietypowa statystyka dla tego piłkarza, gdyż przyzwyczaił on obserwatorów do conajmniej 1500 minut na sezon. Bereszyński jednak nie mógł ustabilizować formy przeplatając mecze, gdzie wychodził w pierwszym składzie z tymi, gdy pojawiał się z ławki na ostatnie minuty. Nie mówiąc już o tym, że pod koniec sezonu wylądował na ławce rezerwowych.

Rozwiń

W Motorze Mariusz Misiura powinien zrobić z niego większy użytek. Pokazał to już na przykładzie Marcina Kamińskiego w Wiśle Płock, gdzie wychowanek Kolejorza był jednym z najlepszych obrońców minionego sezonu. 34-latek stał się absolutnym szefem w defensywie, a Bereszyński będzie mógł pójść w jego ślady. We Włoszech z powodzeniem występował zarówno jako prawy obrońca, prawy wahadłowy, ale też półprawy stoper.

Rozwiń
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo