Ogromny błąd zespołu sędziowskiego mógł kosztować Lecha Poznań dwa punkty
Łukasz Kuźma stanął w trakcie meczu szczególnie przed dwoma trudnymi wyborami. Pierwszy z nich nadszedł już w 10. minucie gry, kiedy to doszło do jednego z wielu starć na linii Joel Pereira-Mariusz Fornalczyk. Wtedy to portugalski prawy obrońca doskoczył w pressingu do swojego rywala i ewidentnie wypchnął go za linię, gdy rywal pozbywał się piłki. Były zawodnik Korony Kielce nie pozostał mu jednak dłużny. Spadając na ziemię, wymierzył bowiem swojemu rywalowi solidnego kopniaka w kolano, pokazując swoją frustrację.
Joel Pereira natychmiast chwycił się za nogę zwijając się z bólu, a Mariusz Fornalczyk tylko podniósł ręce wyrażając swoją dezaprobatę dla zachowania rywala. Łukasz Kuźma naturalnie przerwał grę, ale nie sięgnął po kartkę ani dla jednego, ani dla drugiego. Były sędzia piłkarski Adam Lyczmański w studiu "Ligi+Extra" wskazał po tym spotkaniu, że prowadzący te zawody popełnił w tej sytuacji ewidentny błąd.
- Muszę tutaj posłużyć się nomenklaturą z przepisów gry w piłkę nożną i określić zachowanie gracza Widzewa jako gwałtowne, agresywne. Jest to kopnięcie przeciwnika nie mające związku z grą i z walką o piłkę. Trzeba powiedzieć, że upiekło się graczowi Widzewa, bo sędziowie nie wiem czy tego nie zauważyli, czy ocenili inaczej. W mojej ocenie jest to gwałtowne, agresywne zachowanie - twierdził ekspert sędziowski, Adam Lyczmański.
Dlaczego tamta sytuacja stanowiła newralgiczny moment w meczu? Ano dlatego, że zdaniem Adama Lyczmańskiego za takie zachowanie Fornalczykowi należała się czerwona kartka. Ekspert Canal+Sport tłumaczył swoje stanowisko, porównując zaistniałą sytuację z Łodzi do sobotniej akcji w rywalizacji Zagłębia Lubin z Pogonią Szczecin, gdzie doszło do analogicznego zdarzenia.
Wtedy to przewrócony Filip Cuić wymierzył swojemu przeciwnikowi solidnego kopniaka w brzuch. To spotkało się z natychmiastową reakcją Pawła Raczkowskiego, który od razu pokazał graczowi Pogoni Szczecin drogę do szatni. Adam Lyczmański atak Fornalczyka na kolano Pereiry traktuje bliźniaczo w kategorii złamania przepisów, co daje jasno do zrozumienia, że były piłkarz Korony Kielce powinien był wtedy zakończyć swój mecz.
- Różnicę widzę praktycznie żadną. W obu przypadkach jest takie samo wierzgnięcie nogą - tutaj w brzuch, tam w kolano. Chodzi o inną część ciała. Może Michał [Janota] czy Kamil [Kosowski] potwierdzą, że chyba nawet w kolano bardziej boli tak mi się wydaje. Mamy tutaj dwie różne decyzje sędziów: ta z Lubina jest tą prawidłową, a ta z meczu Widzew Lech jest błędną - komentował sędzia Adam Lyczmański w ramach segmentu "VARownia".
Tamta decyzja Łukasza Kuźmy odcisnęła swoje piętno na przebiegu spotkania, bowiem to właśnie Mariusz Fornalczyk zdobył gola wyrównującego na 2:2 dla swojej druzyny w 53. minucie meczu. Niewiele brakowało do tego, by takim właśnie rezultatem zakończył się niedzielny mecz, gdyby nie mały piłkarski cud w ostatnich sekundach gry.
Błąd za błędem w końcówce. Sędziowie zawiedli w kulminacyjnym momencie
Główny arbiter w spotkaniu Widzewa Łódź z Lechem Poznań był bliski zaszkodzenia gościom raz jeszcze w 90. minucie meczu, kiedy to początkowo zdecydował o podyktowaniu rzutu karnego dla gospodarzy. Była to sytuacja, kiedy Wojciech Szymczak chcąc odebrać piłkę Mateuszowi Żyro, popchnął obrońcę, doprowadzając do jego upadku.
19-latka uratował wtedy spalony, na którym znalazł się wcześniej Steve Kapuadi. Jeszcze wcześniej, piłka po sparowaniu jej przez Mateusza Lisa we wstępnej fazie całej akcji została przechwycona przez Kongijczyka, gdy przekroczyła linię boiska.
- Po pierwsze nie może być mowy o rzucie karnym z tego tytułu, że tutaj sędziowie najpierw odgwizdali spalonego, potem piłka wyszła na aut bramkowy. Po drugie nie widzę tutaj przewinienia, więc mielibyśmy interwencję VAR. Po kolei: pozycja spalonego Kapuadiego to nie jest spalony. On nie wpływa na grę i nie ma związku z tym, co się dzieje dalej. Po interwencji bramkarza Lecha piłka wychodzi na rzut rożny i tak powinna zostać wznowiona gra czyli rzutem rożnym dla Widzewa, a nie spalonym z tytułu Kapuadiego - poinformował Adam Lyczmański.
Do całej sprawy odniósł się także sam Niels Frederiksen, który przy ławce rezerwowych bardzo przeżywał to, co się działo w okolicach 90. minuty. Realizator transmisji prezentował telewidzom obrazki, w których to Duńczyk dosadnie pokazuje sędziemu technicznemu, że nie może dojść do rzutu karnego, bo piłka wyszła na aut bramkowy. Finalnie wszystko dla Kolejorza zakończyło się happyendem, ale dwukrotny mistrz Polski nie omieszkał zwrócić uwagi, że VAR dzieliło niewiele od gigantycznej kompromitacji.
- Widzew nagle otrzymał rzut karny, ale oczywiście niezasłużenie. Z perspektywy ławki rezerwowych widzieliśmy, że tego rzutu karnego nie będzie, bo sędzia odgwizdał spalonego. To pierwsza sprawa, a drugą jest to, że piłka przekroczyła linię boiska. Jeśli VAR nie byłby w stanie czegoś takiego wychwycić, to byłby prawdopodobnie największy błąd w historii tej technologii w piłce nożnej. Wspaniale, że stało się inaczej - stwierdził Niels Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej.
Wniosek po tych kontrowersjach jest jeden: sędzia Łukasz Kuźma nadal potrafi dać się we znaki Lechowi Poznań i nadal skutecznie testuje nerwy sympatyków Kolejorza. To nie jest pierwszy raz, kiedy to Białostoczanin wraz ze swoim zespołem balansuje na granicy poważnego skrzywdzenia mistrza Polski. Ostatnim razem miało to miejsce w lutym 2025 roku, kiedy to w pamiętnym meczu z Lechią Gdańsk przeoczył ewidentnego spalonego, który odebrał punkty Kolejorzowi. O sprawie pisaliśmy TUTAJ.
Komentarze (0)