Warta okazała się skuteczniejsza. Znakomita postawa w defensywie
W poprzednich spotkaniach Warta Poznań gładko przejeżdżała się po swoich rywalach. W ostatnim starciu z czwartą ekipą rozgrywek - Olimpią Grudziądz - Zieloni wysoko pokonali swoich rywali aż 5:0. Mecz przebiegał w pełni pod ich dyktando, ale w środowe popołudnie przy Drodze Dębińskiej było już inaczej. Rywalizacja z Chojniczanką upłynęła pod znakiem wyrównanej walki na boisku, gdzie nie brakowało agresji i ostrych starć.
- W dzisiejszym meczu inaczej niż w dwóch poprzednich przebywaliśmy częściej w obronie niskiej. Cieszy mnie to, że nawet, gdy przeciwnik dochodził do naszego pola karnego to te działania w obronie stały na wysokim poziomie. Wynik na zero z tyłu po raz kolejny to nie jest przypadek. Myślę, że w momentach przejściowych, gdy budowaliśmy mamy pole do manewru, bo mieliśmy sporo piłek przed linią obrony przeciwnika w dłuższych fragmentach. Musimy się skupić na tym, by lepiej rozwiązywać te sytuacje i wyciągać z tego wnioski - dzielił się po meczu odczuciami trener Tokarczyk.
Mimo tych trudności, Warta Poznań w pierwszej połowie grała dokładnie tak jak przyzwyczaiła nas do tego w rundzie jesiennej: mocno stawiała na pojedynki i prezentowała wysoki pressing. Chojniczanka się jej jednak odwzajemniała również nie odpuszczając w defensywie. Początkowo gospodarze musieli mocno uważać na dośrodkowania i przerzuty piłki między liniami, ale dzięki zachowaniu odpowiedniej taktycznej dyscypliny bez większych problemów zażegnywali niebezpieczne akcje. Świetnie prezentował się w szczególności Tomasz Wojcinowicz, który dyrygował kolegami w pierwszej linii.
Największą bronią po stronie warciarzy były kontrataki i to właśnie po jednej z takich akcji pierwszy na listę strzelców trafił Filip Waluś. Atakujący Zielonych znakomicie wykorzystał dalekie podanie na dobieg i wygrał pojedynek fizyczny z rywalem na środku boiska. Następnie pomknął w stronę bramki rywali i nie pomylił się w sytuacji sam na sam, pakując piłkę w dolny róg bramki w 17. minucie.
Warta nabrała wtedy trochę oddechu, ale jej sytuacja wciąż była trudna. Chojniczanka zyskiwała coraz większą inicjatywę w związku ze swoją agresywną grą, bazującą na wygranych starciach siłowych. Dla podopiecznych trenera Macieja Tokarczyka pierwsza połowa była przede wszystkim testem na dobrą, zespołową grę w defensywie przy bardzo wysokim pressingu przeciwników. Ostatecznie przed przerwą zdołali nawet podwyższyć prowadzenie na 2:0 po golu z rzutu karnego Mateusza Stanka.
Gospodarze utrzymali korzystny wynik. Nie obyło się jednak bez trudności
Po przerwie tempo meczu mocno spadło. Warta rzadko kiedy dochodziła do klarownych sytuacji strzeleckich, a bardziej była skoncentrowana na tym, żeby jakkolwiek utrzymać się przy piłce podczas agresywnych zagrań rywali. Gospodarze zamiast na dalekie przerzuty piłki i kontrataki stawiali bardziej na szybkie rozegranie w ataku pozycyjnym, aby zamknąć przeciwników pod własnym polem karnym. Niestety żadna z ich akcji nie zakończyła się golem. Świetne okazje mieli przed sobą w szczególności Tonder, Szymanek i Smoczyński, ale brakowało im celności.Na pochwały szczególnie zasługiwał również Marcel Stefaniak, który wykonywał świetną pracę na boku boiska popisując się dośrodkowaniami i udanymi dryblingami. Rywale go jednak nie oszczędzali, a zawodnik opuścił plac gry wyraźnie kulejąc. Warta ostatecznie utrzymała wynik 2:0 do samego końca spotkania, mimo tego, że rywale zdecydowanie częściej stwarzali zagrożenie w drugiej połowie.
- To jest 11. drużyna 2. ligi, ale to miejsce nie definiuje Chojnic. To jest bardzo jakościowa drużyna z nowym trenerem, który wprowadza nową jakość i nowy pomysł na ten zespół. Myślę, że w kolejnej rundzie to będzie zespół, który napsuje krwi wielu zespołom - zaznaczał trener Warty Poznań.
Rywalizacja na boisku nie była komfortowa również ze względu na panującą aurę. Opady śniegu dały się we znaki jednym i drugim do tego stopnia, że ci jeszcze w trakcie meczu narzekali na śliskość murawy. Warunki gry krytycznie oceniał po meczu także Maciej Tokarczyk, nie kryjąc swojego rozgoryczenia w tej kwestii.
- Jedyne na co mogę narzekać to na nawierzchnię. Nie pozwalała ona pokazać obu zespołom pełni swoich możliwości. Przede wszystkim w trakcie pojedynków było widać, że zawodnicy w pewnym sensie kalkulowali. Rozumiem to doskonale i wręcz się nie dziwię, bo zdrowie jest najważniejsze. Cieszę się, że skończyliśmy mecz bez żadnych urazów - zwracał uwagę szkoleniowiec Warty Poznań.
Warta na półmetku okresu sparingowego. Kto kolejnym rywalem Zielonych?
Trzy zwycięstwa i trzy mecze bez straty gola - tak wygląda obecna sytuacja drużyny trenera Macieja Tokarczyka w okresie sparingowym. Zanim powrócą na drugoligowe boiska czekać ich będą kolejne jeszcze trzy pojedynki na własnym terenie. Ich następnym rywalem 1 lutego będzie Chrobry Głogów. Później przyjdzie czas na starcie z rezerwami Legii Warszawa 7 lutego i na sam koniec mecz z Elaną Toruń 13 lutego.
- Na pewno wyniki cieszą natomiast w sparingach chodzi również o to, jak w nich wyglądamy, jak realizujemy pewne elementy i jakie aspekty rozwijamy. Nie ukrywam, że pewne rzeczy chcemy poprawić i tak się dzieje. Jestem zadowolony, rozegraliśmy solidny mecz, gdzie każda połowa miała 60 minut, więc sprawdzaliśmy się w większym wymiarze czasowym - podkreślał po meczu trener Maciej Tokarczyk.
Warta Poznań - Chojniczanka Chojnice 2:0 (2:0)
Bramki: Waluś 17., Stanek 34. - Warta
Warta (I połowa): Przybylak - Avdieiev, Wojcinowicz, Kwiatkowski, Rychert, Steblecki, Niedzielski, Kornobis, Zylla, Waluś, Stanek.
Warta (II połowa): Kosiorek - Michalski, Jakubowski, Lepczyński, Stefaniak, Rychert (75. Wojciechowski), Kumoch, Dziedzic, Zylla (Tonder 75.), Szymanek, Smoczyński
Komentarze (0)