Wielki błąd sędziów uratował lidera Lecha? To mogliście przegapić! [WIDEO]

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Wielki błąd sędziów uratował lidera Lecha? To mogliście przegapić! [WIDEO] - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka, Canal+Sport/X | Opis: W meczu Lecha z Zagłębiem Lubin nie brakowało kontrowersji sędziowskich.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaW niedzielnym meczu pomiędzy Zagłębiem Lubin, a Lechem Poznań nie brakowało kontrowersji, które zarówno w trakcie meczu jak i po nim wywołały sporą dyskusję w mediach. Kibice Kolejorza zwracali uwagę na to, że zespół sędziowski pod dowództwem Daniela Stefańskiego popełnił rażący błąd, który utrudnił życie mistrzom Polski. Jak jednak zauważa ekspert, jedna z decyzji w trakcie spotkania znacząco pomogła Kolejorzowi.
reklama
reklama

Kardynalny błąd arbitra na szkodę Lecha. Powtórki i opinie eksperta nie pozostawiają wątpliwości

Bez wątpienia głównym antybohaterem niedzielnego meczu z perspektywy sympatyków Lecha Poznań był Michał Nalepa. Środkowy obrońca dał swoim przeciwnikom mocne argumenty do tego, by ci domagali się usunięcia go z boiska jeszcze przed przerwą. Jeden z jego fauli wywołał szczególną burzę wśród obserwatorów, a potencjalne przewinienie gracza wziął pod lupę Adam Lyczmański - były sędzia piłkarski, a obecnie ekspert stacji Canal+Sport w ramach segementu "VARownia". 

Kibice Lecha Poznań zwracali uwagę, że podopieczny Leszka Ojrzyńskiego powinien wylecieć z boiska już w 33. minucie, podczas gdy rozegrał on mecz w pełnym wymiarze czasowym. Wszystko to w związku z przewinieniem na drugą żółtą kartkę, którego gracz ten miał się dopuścić w okolicach koła środkowego. Piłkarz pierwszą karę indywidualną otrzymał już w 14. minucie, kiedy to brutalnie potraktował Mikaela Ishaka, bezpardonowo atakując go na wślizgu w sytuacji stykowej.

reklama

20 minut później Nalepa dopuścił się kolejnego ryzykownego zagrania. Wywierał wtedy presję na ustawionym do niego plecami Mikaelu Ishaku i atakując piłkę od tyłu, postawił ewidentny "stempel" na stopie szwedzkiego napastnika. Sędzia nie ukarał gracza "Miedziowych" drugą żółtą kartką, która wykluczyłaby go z gry, a Adam Lyczmański w programie "VARownia" jasno stwierdził, że był to ewidentny błąd arbitra głównego. To właśnie Daniel Stefański musiał zachować czujność w tej sytuacji nie mogąc liczyć w tej sytuacji na pomoc VAR-u.

Lech Poznań powinien zagrać kolejny mecz w osłabieniu? Szczęście sprzyjało liderowi Kolejorza

Nie oznacza to jednak tego, że w tym meczu błędy popełniał wyłącznie Daniel Stefański. Jego partnerzy z VAR-u nie popisali się natomiast we wcześniejszej sytuacji, po której na boisku, zdaniem Adama Lyczmańskiego nie powinnno być... Mikaela Ishaka! Mowa o sytuacji z 25. minuty, kiedy to kapitan Kolejorza, zdaniem byłego sędziego zasiadającego w studiu Canal+Sport, powinien był obejrzeć czerwony kartonik. Omawiana sytuacja również ma związek ze starciem z tym samym obrońcą, który potem dawał się we znaki Szwedowi. 

reklama

W 25. minucie przy wrzucie z autu Adama Radwańskiego w środkowej części boiska super strzelec Lecha Poznań próbował za wszelką cenę wydostać się spod krycia Michała Nalepy. Legenda Kolejorza dopuściła się jednak w tej sytuacji nieczystego zagrania, bowiem próbując wymknąć się stoperowi, kapitan odmachnął mu się ręką trafiając go z pięści na wysokości twarzy. Szwed wykorzystał moment, w którym wszyscy byli skoncentrowani na piłkarzu wznawiającym grę i sprowadził rywala na ziemię.

Sytuacja umknęła zarówno telewizyjnemu realizatorowi jak i komentatorom, którzy stwierdzili, że obaj zawodnicy po prostu się ze sobą zderzyli. Powtórka wyraźnie jednak wskazała na to, że nic takiego nie miało miejsca. Gra jednak została niemalże natychmiast wznowiona, ale Adam Lyczmański nie pozostawił suchej nitki na zespole sędziowskim, czuwającym nad przebiegiem meczu. Szczególne zarzuty kierował do sędziów, którzy oglądali go z wozu. Lyczmański wskazał na to, że nie rozumie jak mogli oni przegapić ten moment meczu. 

reklama

- Ishak się odmachnął, a co gorsza namierzył przeciwnika. To ujęcie pokazuje, że zrobił to z premedytacją i jest to gwałtowne, agresywne zachowanie. Jeśli takie jest to należy się jedynie czerwona kartka. To, że arbiter główny tego nie zauważył, może wynikać z tego, że patrzył, gdzie indziej. Na pewno tak było. Natomiast nie wiem, dlaczego sędziowie na wozie VAR tak suchą stopą przeszli koło tej sytuacji. Jest to najpierw namierzenie i potem uderzenie - wypunktował wpadkę zespołu sędziowskiego Adam Lyczmański. 

Ekspert zwrócił uwagę na to, że cała sytuacja związana z Ishakiem i Nalepą w 25. minucie mocno mu przypominała akcję z udziałem Lukasa Podolskiego w meczu z Rakowem, gdzie również pojawiły się duże kontrowersje. Niezmiennie jednak Adam Lyczmański twierdził, że w zaistniałej sytuacji, abstrahując od tego, kto kim jest na boisku, kara powinna być surowa dla szwedzkiego zawodnika. 

- Upiekło się Mikaelowi Ishakowi. Pokazuje to i mówię, dlatego że wiem, że działa magia nazwiska no, ale jeśli zasłużył, to dla mnie grali tutaj pomarańczowi i granatowi. Taka jest moja ocena sytuacji - jasno stwierdził Lyczmański na antenie Canal+Sport.

Rozwiń

Lech Poznań przetrwał kolejną ciężką próbę. Za tydzień powinno być łatwiej

Te sytuacje najdobitniej wskazały na to z jak twardym i zaciętym meczem kibice mieli doczynienia. W całym spotkaniu obie drużyny odnotowały aż 26 fauli, z czego 14 popełnił sam Kolejorz. Sędzia Stefański pokazał gościom aż trzy żółte kartki, podczas gdy jedną przyznał Zagłębiu Lubin właśnie po faulu wspominanego Michała Nalepy. Szczególna nieustępliwość, a niejednokrotnie także i brutalność, miała miejsce zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy to postawione pod ścianą Zagłębie Lubin nie kalkulowało i agresywnie atakowało graczy Nielsa Frederiksena.

Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego o każdą piłkę walczyli jakby była tą decydującą o wszystkim. Po dość nieśmiałej pierwszej połowie w wykonaniu "Miedziowych" Lech musiał się mocno namęczyć, aby wywieźć z Lubina trzy punkty oraz zachować wszystkich piłkarzy przy zdrowiu. Graczy Zagłębia cechowały częste, bardzo ryzykowne wślizgi, a także niejednokrotne podwajanie graczy Lecha Poznań. Wszystkie te trudności oraz przewinienia nie zatrzymały gości, którzy po tym ostrym starciu zrównali się punktami z ekipą Leszka Ojrzyńskiego na szczycie ligowej tabeli.

W sobotę zespół Kolejorza podejmie na swoim terenie Bruk-Bet Termalicę, która zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Meczu nie wygrała ona od siedmiu kolejek, a dokładnie od 7 grudnia i rywalizacji z Jagiellonią. Od tamtego czasu nadchodzący przeciwnicy Lecha Poznań zgarnęli trzy remisy i cztery porażki. Następne starcie przy Bułgarskiej odbędzie się w niedzielę 22 marca o godzinie 14:45 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo