Burzliwa atmosfera wokół dawnej gwiazdy Lecha. Osłabił zespół w kuriozalny sposób
Afonso Sousa zdecydowanie nie pomógł Samsunsporowi w tym, by ten wczoraj przybliżył się do opuszczenia przedostatniego miejsca w tabeli Super Lig i wyjścia ze strefy spadkowej. Jego drużynę trawi obecnie ogromny kryzys sportowy, a Portugalczyk dołożył swoją cegiełkę do siódmej z rzędu porażki. W starciu z Amedem SK zawodnik w ciągu 60 sekund obejrzał dwie żółte kartki i od 38. minuty spotkania Samsunspor musiał grać w dziesiątkę.
Sousa najpierw w 36. minucie spotkania dopuścił się faulu na Furkanie Soyalpie. Wtedy to kopnął pomocnika Amedemu w nogę po tym, gdy ten próbował odebrać piłkę wślizgiem. Były gracz Lecha Poznań widząc, że sędzia odgwizdał faul za to przewinienie, teatralnie upadł na murawę nie mogąc uwierzyć w to, że naprawdę został ukarany za takie przewinienie. Afonso Sousa zareagował na tę sytuację bardzo przejmująco, wręcz teatralnie.
Zawodnik zdecydowanie nie hamował się ze swoimi emocjami, a kiedy wydawało się, że już pogodził się z tym, że sędzia nie cofnie swojej decyzji, raz jeszcze sprowokował go do działania. Sousa z uśmiechem na ustach ironicznie zaczął bić brawo przez krótką chwilę, efektem stała się natychmiastowa druga żółta kartka właśnie za... klaskanie dłońmi. 26-latek został odesłany do szatni i podobnie jak wcześniej znów nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło.
Po spotkaniu zawodnik wytłumaczył się z całej sytuacji na swoim Instagramie, punktując błędy arbitra z tamtej sytuacji.
- Moja pierwsza żółta kartka była całkowicie niedorzeczna. W ogóle nie dotknąłem przeciwnika, ale sędzia dał mi żółtą kartkę. Po drugie, moja druga żółta kartka była jeszcze bardziej niesprawiedliwa. Klaskałem w stronę zawodnika drużyny przeciwnej z numerem ósmym i mówiłem, że skłamał na temat faulu. Sędzia myślał, że oklaskuję jego decyzję jednak NIGDY nie klaskałem za decyzją sędziego. Mimo to pokazał mi drugą żółtą kartkę, a potem czerwoną - skomentował po spotkaniu Afonso Sousa.
Kibice nie oszczędzają byłej gwiazdy Lecha. Padają mocne słowa
Rzeczywiście, na powtórkach z tamtej sytuacji widać, że kiedy Afonso Sousa klaskał, miał skierowany wzrok w stronę Soyalpa, ale nie sędziego głównego. Arbitra to jednak kompletnie nie interesowało, a Portugalczyk został co ciekawe ukarany swoją pierwszą czerwoną kartką w karierze. Gwizdy kibiców Samsunsporu w tamtej sytuacji mogły sugerować, że kibice tej drużyny stoją murem za swoim zawodnikiem i dało się to także potem odczuć w niektórych komentarzach w social-mediach.
Część z nich pisała o tym, że zawodnik przy omawianym faulu nawet powstrzymywał lub też chował nogę, pokazując, że nie zamierza zrobić krzywdy wykonującemu wślizg rywalowi. Inni zwracali uwagę na to, że problemem w zaistniałej sytuacji okazało się po prostu ego sędziego. Niestety dla byłego piłkarza Lecha Poznań, w sieci dużo łatwiej jest trafić na krytyków zachowania Sousy.
Niektórzy po oświadczeniu pomocnika wprost nazywali go kłamcą. Dla nich w pierwszej akcji doszło do ewidentnego faulu, a oklaski Afonso Sousy były kompletnie niepotrzebne, bowiem jego relacje z sędzią jak i Soyalpiem już wcześniej w trakcie meczu były mocno napięte. Obaj zawodnicy mieli ze sobą na pieńku, a Portugalczyk miał ponoć dopuścić się wcześniej podobnego faulu, który skończył się tylko ostrzeżeniem ze strony arbitra. Nie brakuje także mocnych słów kibiców, którzy wprost piszą o tym, że zawodnik... zdradził drużynę. Mecz z Amedem SK był bardzo ważny w kontekście odbicia się od dna, a tymczasem brak Sousy mógł przyczynić się do późniejszej porażki.
Krytycy Afonso Sousy powołują się na przepisy i dość jasno twierdzą, że szydercze oklaskiwanie samo w sobie jest argumentem do przyznania żółtej kartki. Jakby tego było mało piłkarz może także ryzykować karę dwóch meczów zawieszenia, co byłoby kolejnym potwierdzeniem tego, że Portugalczyk w trakcie ostatnich dwóch sezonów staje się bardziej piątym kołem u wozu niż realnym wsparciem. W tym aspekcie komentatorzy są dość jednomyślni - była gwiazda Lecha Poznań w tamtej sytuacji powinna była skupić się na grze, a nie prowokowaniu innych. Ryzyko otrzymania kary i tak było duże, ponieważ między Sousą, a Soyalpiem wcześniej doszło do kłótni.
W mediach niewiele mówi się jednak na temat tego, że czerwoną kartkę otrzymała także inna postać związana z Lechem Poznań, a mianowicie... trener Nenad Bjelica. Nowy szkoleniowiec przywitał się z ligą w kiepskim stylu i w zasadzie dobił Samsunspor, eliminując się z następnego starcia przeciwko 11. w tabeli Basaksehirowi. Kibiców może w szczególności frustrować fakt, że Chorwat otrzymał karę indywidualną już po zakończeniu spotkania. Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie swój debiut na ławce Samsunsporu - wszystko potoczyło się w kompletnie inną stronę niż zapewne przewidywał.
Piłkarz ma powody, by tęsknić za Lechem. Nic teraz nie idzie po jego myśli
Transfer Sousy do Samsunsporu to póki co pasmo nieszczęść. Większość poprzedniego sezonu upłynęła mu w gabinetach lekarskich na rehabilitacji po tym, gdy zerwał więzadła w stawie skokowym. W rundzie jesiennej zdołał rozegrać w sumie tylko trzy spotkania w tym jedno od pierwszych minut. Zanim doszło do feralnej, kilkumiesięcznej przerwy spowodowanej wspomnianą, poważną kontuzją, Portugalczyk nabawił się także urazu kolana.
Po powrocie do gry w rundzie wiosennej zdołał wziąć udział w czterech spotkaniach, wchodząc na maksymalnie 20 minut. Po rewelacyjnym sezonie w Lechu Poznań, kiedy to został najlepszym pomocnikiem Ekstraklasy i jednym z bohaterów mistrza Polski, gracz ten mógł pochwalić się tylko jednym golem i dwoma asystami w sumie w 11 meczach sezonu 2025/26.
Teraz problemy zdrowotne również go nie ominęły. Uraz uda spowodował, że opuścił pięć z dziewięciu spotkań Super Lig. Natomiast, kiedy już grał, wchodził z ławki. Spotkanie przeciwko Amedowi SK było pierwszym w tym sezonie, w którym to Sousa zagrał od pierwszej minuty i z pewnością Portugalczyk nie przekonał w ten sposób do siebie sceptycznie nastawionych kibiców. Ledwie 117 minut, zero goli i asyst przy jego nazwisku robią kiepskie wrażenie. Zdecydowanie nie przystają do osiągnięć, które Portugalczyk miał okazję świętować w Lechu Poznań.
Sama sytuacja Samsunsporu jest obecnie bardzo ciężka. Zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem ledwie czterech punktów z fatalnym bilansem 21 goli straconych w dziewięciu spotkaniach. To druga najgorsza defensywa w lidze. Od opuszczenia strefy spadkowej drużynę Afonso Sousy i Nenada Bjelicy dzieli ją zaledwie pięć oczek.
Komentarze (0)