reklama

Niepełnosprawny Sportowiec Roku – Maciej Lepiato jest kibicem Kolejorza!

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor: | Zdjęcie: Bartłomiej Zborowski /Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych "Start"

Niepełnosprawny Sportowiec Roku – Maciej Lepiato jest kibicem Kolejorza! - Zdjęcie główne

Maciej Lepiato ze statuetką dla Sportowca Roku wśród niepełnosprawnych | foto Bartłomiej Zborowski /Polski Związek Sportu Niepełnosprawnych "Start"

reklama
Udostępnij na:
Facebook

Przeczytaj również:

Lekka atletyka Poznaniak Maciej Lepiato to pięciokrotny mistrz świata i dwukrotny mistrz paraolimpijski, a także rekordzista świata w skoku wzwyż. Ostatnio w plebiscycie Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego został wybrany Sportowcem Roku i odebrał statuetkę #Gutmanny2023. Maciej ma jedną w pełni sprawną nogę, w drugiej - niesprawnej, o 5 cm krótszej, ma nieruchomy staw skokowy i ubytek mięśni poniżej kolana. Michałowi Bondyrze opowiada o tym, jak wracał po kontuzji, która mogła sprawić, że w ogóle by nie chodził, jak wspierała go wtedy rodzina, dlaczego mimo sukcesów w skoku wzwyż został trenerem siatkarskim, jak wsad do kosza stał się wstępem do lekkiej atletyki, wreszcie o tym, jak nie może odżałować, że nie był na pewnym meczu Lecha w Poznaniu i o drewnianym domku w górach, o którym marzy po karierze.
reklama

Michał Bondyra: Byłeś już Odkryciem Roku po paraolimpiadzie w Londynie, gdzie zdobyłeś złoty medal i pobiłeś rekord świata. Innych nagród też dostałeś sporo, ale jeszcze nigdy nie zostałeś wybrany Sportowcem Roku. Zaskoczyła Cię ta nagroda?
Maciej Lepiato, multimedalistą w skoku wzwyż, zawodnik GZSN Start Gorzów: Do takich plebiscytów zwykle podchodzę z dystansem. Może dlatego, że nigdy wcześniej w nich nie wygrywałem, mimo sukcesów sportowych. Teraz też się nie nastawiałem. Rodzinie mówiłem, że żadne miejsce nie będzie zaskoczeniem. Okazało się inaczej, bo pierwsze jednak było! To dla mnie najcenniejsze, obok dwóch złotych medali paraolimpijskich, wyróżnienie w życiu.

Ustawiłeś już statuetkę Guttmanny na półce obok Twoich medali i pucharów z mistrzostw, igrzysk?
Jeszcze nie, bo od razu z gali w Warszawie pojechałem na zgrupowanie lekkoatletyczne w Wiśle. Teraz, gdy z tobą rozmawiam, statuetka stoi na parapecie. Ale, jak wrócę do domu, to znajdę dla niej miejsce na tej półce, o której wspomniałeś. 

Statuetka to dowód uznania za to, czego dokonałeś w tym roku. Po raz piąty zdobyłeś mistrzostwo świata w skoku wzwyż. Wynik 207 cm osiągnął też Anglik Jonathan Broom Edwards – pierwszy raz musiałeś więc tym złotem się podzielić z kimś innym.
Tak, ale to mistrzostwo było mi bardzo potrzebne i bardzo mnie ono podbudowało po tym, jak wracałem po fatalnej kontuzji i dwóch latach przerwy spowodowanej pandemią. Co prawda wcześniej były jeszcze igrzyska paraolimpijskie w Tokio, ale tam byłem dopiero trzeci. 

Dopiero?
Jak masz dwa złote medale z kolejnych igrzysk w Londynie i Rio, to brąz traktujesz w kategorii porażki. I tak było u mnie przez kilka miesięcy. Potem z perspektywy czasu i tej kontuzji zweryfikowałem trochę myślenie o tym brązowym medalu. A po tym piątym mistrzostwie świata mocno odżyłem.

Zdobyłeś je w Paryżu. A w stolicy Francji już w przyszłym roku odbędą się kolejne Igrzyska Paraolimpijskie. Znów masz apetyt na złoto i na rekordy, jak w Londynie i w Rio?
Jeśli tylko dopisze mi zdrowie, to walki o kolejne mistrzostwo paraolimpijskie nie zabraknie. Wróciłem po kontuzji zerwania ścięgna Achillesa w jedynej zdrowej nodze. Dziś ta noga jest nieco słabsza niż przed kontuzją, przez co wyniki też mam gorsze. Na szczęście miałem taką przewagę wynikową nad resztą światowej czołówki, że dziś wciąż mogę walczyć o tytuł, choć stawka bardzo się wyrównała. Po tej kontuzji zmieniłem też moje myślenie o wynikach sportowych. Już nie gonię za kolejnymi rekordami świata, a skupiam się na zadaniu, jakim jest zdobycie złotego medalu. Tak też będzie w Paryżu. 

W Twoich wypowiedziach wciąż przewija się temat kontuzji. Było aż tak źle?
Mam takie fajne zdjęcia z tego zerwania. Na zgrupowaniu są dwie nowe fizjoterapeutki i jak im te zdjęcia pokazuję, to nie wierzą, że w ogóle wróciłem do sportu. Ścięgno Achillesa zerwałem w zdrowej nodze, z której się wybijam. Do tego pierwsza operacja została źle wykonana i wdarło się zakażenie. Groziła mi martwica. Na szczęście druga operacja przebiegła lepiej niż wszyscy się spodziewali. Lekarze, fizjoterapeuci, trenerzy przyznają zgodnie, że dokonałem rzeczy niemożliwej wracając do sportu i to na taki poziom.

Ten czas był dla Ciebie koszmarny. Kto Cię wtedy najbardziej wspierał?
Przede wszystkim moja żona i mój 7-letni syn. Żona w najgorszym momencie zostawiła wszystko i spakowała się z synem i na pół roku przeniosła się ze mną do Warszawy, żeby mnie wspierać. Na wszystkich spotkaniach czy to z młodzieżą czy w zakładach pracy mówię, że życzę każdemu, by miał tak poukładane życie rodzinne, jak ja. Jak masz równowagę miedzy domem a pracą zawodową, w moim przypadku sportem, to masz spokojną głowę. Dzięki temu możesz skupić się tylko na osiąganiu wyników. U mnie tak jest i są efekty!
Wspierali mnie też przyjaciele, koledzy i prezes Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego Łukasz Szeliga. Pamiętam, jak zadzwonił do mnie i powiedział: „Nie ma sufitu, wydamy na leczenie tyle, ile będzie trzeba, żebyś wrócił. Masz być zdrowy i nas reprezentować, bo robisz to najlepiej ze wszystkich”. 

Żona to Twój najwierniejszy kibic?
Jest moim pierwszym kibicem, ale jak trzeba to też wbije szpileczkę i ustawi do pionu. 

Twojej niepełnosprawności na pierwszy rzut oka nie widać. Lewa końsko-szpotawa noga, o 5 cm krótsza, z nieruchomym stawem skokowym i ubytkiem mięśni pod kolanem mocno Ci doskwiera w życiu codziennym?
Sam nie wiedziałem, że moja przypadłość może mnie kwalifikować do startu na igrzyskach paraolimpijskich. Ale okazuje się, że takich sportowców, jak ja, jest wbrew pozorom wielu. Wcale nie chodzą z białą laską, nie jeżdżą na wózkach albo nie mają amputowanej kończyny. Wracając do twojego pytania, w życiu codziennym noga mi nie przeszkadza, ale już podczas treningu jest mocno eksploatowana. Każdy, kto uprawia zawodowo sport wie, że nie ma to nic wspólnego ze zdrowiem. 

Mówiłeś mi kiedyś, że nie chcieli Cię dopuścić do zawodów, bo byłeś zbyt sprawny.
Każdy sportowiec musi na początku zostać sklasyfikowany przez komisję medyczną czy może startować w konkretnych zawodach. Dostaje klasę sportową, żeby rywalizować z innymi o podobnym stopniu niepełnosprawności. Na jednej z komisji powiedzieli, że jestem zbyt zdrowy, żeby startować, a miesiąc później, gdy chciałem iść na studia na AWF – że jestem zbyt chory, by na nie iść. Na szczęście z pomocą wielu dobrych ludzi, ale też z moim wrodzonym uporem i pozytywnym nastawieniem do świata, wciąż startuję a studia udało się skończyć.

A propos studiów. Jak to się stało, że jesteś absolwentem AWF ze specjalizacją trener siatkarski?
Kiedy wybierałem specjalizację, na lekkoatletykę było zbyt mało chętnych i tego kierunku w ogóle nie utworzyli. Z dostępnych kierunków najbliżej było mi do siatkówki. W lekkiej atletyce mam papiery na instruktora i w przyszłości zamierzam zrobić kurs na trenera. Póki co kursy odbywają się na południu lub wschodzie Polski, a ja mam rodzinę, starty, zgrupowania i treningi, więc nie mam czasu, żeby tam dojeżdżać. Jeśli nie zrobię kursu teraz, to spokojnie podejdę do niego po igrzyskach w Paryżu. 

Będę drążył tą siatkówkę. Dlaczego na przykład nie koszykówka?
Kiedyś grałem w reprezentacji Polski niepełnosprawnych w piłce siatkowej. Bo siatkówka, to moja druga sportowa miłość. Zrezygnowałem z niej, bo jest to gra zespołowa, w której wynik nie zależy tylko ode mnie. A ja chcę od początku mieć wpływ na to, jaki będzie rezultat. Poza tym, nie mogę jej teraz uprawiać przez zapisy w umowach sponsorskich, w których mam zakaz narażania się na czynności, które mogłyby powodować kontuzje. Ale do siatkówki jeszcze wrócę.

Od koszykówki zaczęła się za to Twoja kariera lekkoatletyczna. 
W drugiej klasie liceum w Strzelcach Krajeńskich pod nieobecność wuefisty Jarka Wali robiłem wsady do kosza. Gdy dowiedział się, co robię, powiedział, że mam mu to pokazać albo wstawi mi „pałę”. Pokazałem, a on zaprowadził mnie do trenera lekkiej atletyki Krzysztofa Borka, który po tym, jak zobaczył, jak skaczę, dał mi tygodniową rozpiskę z ćwiczeniami.
Wracając do koszykówki. Grałem w nią sporo w liceum, bo byłem wysoki, ale jakoś nigdy nie miałem z tego frajdy.

Frajdę za to dają Ci góry.
Kiedyś chciałbym w górach zamieszkać. Na takim zboczu, z pięknym widokiem, w drewnianym domku. Takich domków w Wiśle jest mnóstwo. Mijam je teraz na zgrupowaniu, bo co drugi dzień mamy tu solidne górskie wycieczki. 

Jesteś Poznaniakiem, który w Poznaniu nie mieszka. Często bywasz w stolicy Wielkopolski?
Poznań poza miejscem zamieszkania i miejscami, gdzie mam zgrupowania, jest najczęściej przeze mnie odwiedzanym miastem. Ostatnio jeszcze częściej, bo moja mama-polonistka na emeryturę przeprowadziła się właśnie do Poznania, a ja lubię ją odwiedzać. Poza tym jestem kibicem lokalnego sportu i jak tylko pozwala mi na to grafik, lubię być na trybunach. A nawet jak na nich nie jestem, to oglądam sport w telewizji – ostatnio mecz Lecha z Piastem. Z wynikami Kolejorza jestem na bieżąco.

Na Bułgarskiej zdarza Ci się bywać?
Pamiętam, że jak byłem dzieckiem, to jak przychodziłem do babci, która mieszkała na Marcelińskiej, słychać było ten niesamowity dźwięk trybun na Bułgarskiej. 
Ze stadionem Lecha mam też jedno wspomnienie. Po paraolimpiadzie w Londynie, władze Lecha zaprosiły wszystkich paraolimpijczyków z Wielkopolski na mecz. Fajnie ich ugościły w loży, dali koszulki i szaliki. Ponieważ mieszkałem i startowałem w Gorzowie Wielkopolskim zaproszenia nie dostałem. Jako Poznaniak do dziś przeżywam, że mnie tam wtedy nie było.

fot. Facebook Macieja Lepiato, Bartłomiej Zborowski/Polski Związek Sportu Niepełnopsrawnych "Start"

 

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama